Środa, 28 października
Imieniny: Szymona, Tadeusza
Czytających: 7479
Zalogowanych: 13
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jeleniogórzanin chce przemierzyć rowerem obie Ameryki – nowa relacja

Wiadomości: Świat
Niedziela, 12 maja 2013, 6:46
Aktualizacja: 9:15
Autor: Damian Drobyk
Fot. Organizator
Damian Drobyk wybrał się na wielomiesięczną, samotną podróż rowerem przez oba kontynenty amerykańskie. Przez około rok zamierza przejechać 30 tys. kilometrów. Wyruszył na początku kwietnia z Nowego Jorku. Jelonka.com patronuje tej wyprawie.

Dziennik podróży:

29.04.2013 - Królewski etap na Clingmans Dome - 172.78km, 16.7śr, 62.2max, 2890m w górę, 10:17:17
Z Asheville wyjechałem tuż po siódmej. Na niebie przez białe pierzaste obłoki przebijało się słońce. Po około 70km wjechałem na 1300m. Na zjeździe w kierunku miasteczka Cherokee zatrzymałem się na zdjęcie przy napisie informującym o rezerwacie Indian z plemienia Cherokee. Kilku Indian nawet udało mi się zobaczyć w miasteczku. Chociaż samo Cherokee to głównie hotele, motele, fastfoody i sklepy z pamiątkami. Co kilkadziesiąt metrów można też spotkać niedźwiedzia pomalowanego w różne wzory.

Od miasteczka zaczął się już właściwy podjazd na mój kolejny cel w Apallachach. Szczyt Clingmans Dome (2027m) to drugi pod względem wysokości szczyt w Apallachach, najwyższy wierzchołek pasma Great Smoky Mountains oraz stanu Tennessee. Z Cherokee do szczytu jest 40km (27mil) i 1600m przewyższenia. Początek jest bardzo łagodny, pierwsze kilometry to prawie płaski etap. Generalnie podjazd prosty, 4-5% na całej trasie z kilkoma trudniejszymi momentami. Dwa razy jest również nieznacznie w dół.

Na całej trasie są liczne zatoczki, brakuje niestety ławek i źródełek. Woda skończyła mi się już na wysokości 1400m więc potem nabierałem ze strumieni. Na górny parking dojechałem chwilę przed 19:00. O wiele skromniej tutaj w porównaniu do Mount Mitchell. Nie ma miejsca na rozbicie namiotu ani wody. Z parkingu do szczytu jest pół mili. Ostatni kawałek prowadziłem rower ze względu na zakaz jazdy. Po paru minutach doszedłem do zakręconej platformy, która prowadziła na wieżę widokową. Prawie całe niebo było błękitne a nad szczytem Clingmans Dome wisiała jedna spora chmura, która nie pozwalała nacieszyć oczu widokiem. Cieszyć mogłem się za to ze zdobycia kolejnego ważnego podjazdu powyżej 2000m n.p.m. Na parkingu widać było piękną panoramę najwyższej części Apallachów przy zachodzącym już pomału słońcu. Ponieważ na całej trasie w górę ani na górnym parkingu nie zauważyłem dogodnego miejsca do spania, postanowiłem zjechać prawie do samego Cherokee gdzie znajduje się pole campingowe.

30.04.2013 - 121km - Cherokee - Murphy
Chwilę po szóstej pewnie całe pole campingowe obudziły dwa hałasujące kruki. Czułem się fatalnie. Wczorajsza górka i dystans mocno dały mi w kość. Wstawałem z jednym postanowieniem - dziś tylko 100km i odpoczywam. Przez około 20km jechałem wzdłuż rzeki, po której pływały pontony raftingowe. Było więc na co popatrzeć. Po 16:00 trochę mocy wróciło i zacząłem jechać szybciej. Nie zauważyłem nawet jak przekroczyłem "stówkę". W mieście Murphy zrobiłem zakupy i zacząłem rozglądać się za noclegiem. Spokojniejsze miejsce znalazłem nieopodal drogi za spalonym domem. Spora łąka pod lasem, gdzie jak było widać nikt nie zaglądał od jakiegoś czasu to świetne miejsce do spania.

1.05.2013 - 144km - 1275m w górę - Murphy - Cartersville
Obudziłem się nawet wypoczęty, do południa nawet nieźle mi się jechało. 100km do 15:00 ze zmiennym wiatrem i w pagórkowatym terenie. Kilka kilometrów po starcie wjechałem do kolejnego stanu, tym razem powitała mnie Georgia. Im bardziej jadę na południowy zachód, tym mniej aut a więcej zieleni. Nie mam nic przeciwko. Dzisiejszy etap ukończyłem ze średnią powyżej 20km/h a przewyższenie wcale nie małe jak na wyjazd z gór. W sakwach pomału robi się coraz więcej miejsca. Głównie za sprawą zdrowej żywności od firmy Sante. Z zapasów jakie miałem ze sobą zostało już niewiele. Cóż.. jak tu nie jeść batoników Crunchy kiedy one takie dobre. Po południu w markecie spotkała mnie miła rzecz. Pastor który widział mnie kilka kilometrów wcześniej zagadnął do mnie i wręczył mi mały krzyżyk na drogę życząc bezpiecznej podróży. Po 140km stwierdziłem, że na dziś wystarczy. Za miastem Cartersville zjechałem w boczną leśną drogę i szybko znalazłem ciche miejsce na nocleg. Do Teksasu jeszcze 1200km. Zastanawiam się czy nie wsiąść w pociąg lub okazję i nie podjechać kawałek. Nie lubię takich płaskich etapów. Chciałbym być już w Colorado i w górach Skalistych.

2.05.2013 Cartersville - Ashville - 172km, 868m w górę
Bardzo udany dzień z kilku względów. Przejechałem ponad 100 mil z niezłą średnią choć już nie było aż tylu podjazdów jak przez ostatnie kilka dni. Na dobre pożegnałem Apallachy i znów zmieniłem stan. Na początku dnia przywitała mnie Alabama :) Mówi się, że wszystkie stany USA różnią się od siebie i nie ma dwóch takich samych. Coś musi w tym być, ponieważ nawet ja dostrzegam małe zmiany pomiędzy kolejnymi pokonywanymi na rowerze małymi krajami USA. W Alabamie zrobiło się bardziej płasko niż w Georgii jest więcej farm, pastwisk, sporo lasów oraz jezior. Pierwszy raz odkąd jestem w Stanach nie udało mi się wypić porannej kawy w fastfoodzie. Boczne spokojniejsze drogi to i mniejsze miasteczka, w których poza jednym sklepem i stacją paliw nie ma wiele więcej. Pierwszy FF napotkałem dopiero w mieście Gadsden po 15:00 a raczej 16:00. Dopiero wieczorem zorientowałem się, że zmieniłem strefę czasową. Różnica pomiędzy polskim czasem a moim to już siedem godzin. Coraz trudniej kontaktować się z domem. Jutro muszę przeboleć przejazd przez największe miasto w Alabamie - Birmingham, za którym już tylko prosta droga do Missisippi.

3.05.2013 Ashville - Brookwood - 130km
Rano, dwie godziny zajęło mi dojechanie do Birmingham i następne dwie jazda przez miasto. Nic ciekawego w sumie nie zobaczyłem. Nie lubię dużych miast i tyle... Po wczorajszym sporym dystansie dziś dałem sobie więcej luzu. Dłużej posiedziałem w parku, w FF i ogólnie jechałem wolniej z muzyką na uszach. Z nawigacją również nie miałem żadnych problemów ponieważ przez większość dnia trzymałem się jednego numeru drogi - 11. Po 16:00 zrobiło się ciemniej, przeszła burza i zaczęło padać. Według prognoz opady miały być przelotne. Nie sprawdziło się. Godzinę spędziłem w FF i mimo deszczu ruszyłem w drogę w poszukiwaniu czegoś zadaszonego na noclege. Nie znalazłem. Dojechałem do miasteczka Brookwood, zrobiłem zakupy i zaraz za nim rozbiłem namiot na polance za jakimś zakładem. Jak na złość zaczęło lać. Po godzinie miałem w środku trzy małe kałuże czyli zdecydowanie za dużo jak na tak małą powierzchnię mieszkalną. To coś co nazywam namiotem nie spełnia już swojego zadania. Od jutra zacznę się rozglądać za nowym przenośnym domem.

4.05.2013 - Brookwood - Mississippi - 155km
Dawno tak mnie nie zmoczyło jak dzisiejszej nocy. Jakoś dotrwałem do rana. Punkt 6:00 przestało padać i pierwszy raz wstałem równo z budzikiem czyli 6:15. Śpiwór, spodnie do spania, bluza, buty i ciuchy rowerowe w których wczoraj jechałem były mokre. Do tego jeszcze karimata, płachta pod nią i namiot ociekały z wody. Do miasta Tuscaloosa miałem około 25km. Na dworze było tylko 6st.C, zimno a ją cały mokry. Założyłem suche ciuchy ale w butach musiałem jechać mokrych. W Tuscaloosie wszedłem do pierwszego FF na kawę. Buty wysuszyłem w pięć minut w toalecie za pomocą elektrycznej suszarki do rąk. Od razu zrobiło mi się lepiej i ciepłej. No i kawa z rana :) Humor się poprawił, złość przeszła a dzień zapowiadał się naprawdę ładnie. Do 13:00 wykręciłem ponad 80km. Słońce mocno grzało więc zacząłem rozglądać się za miejscem na dłuższą przerwę na suszenie rzeczy. Trafił mi się opuszczony motel. Idealny na darmowy nocleg! Mijałem już kilka takich miejsc ale zawsze zbyt wcześnie, aby zostać na noc. Po pół godzinie prawie wszystko było suche. Mimo że czułem się zmęczony i niewyspany jechało się nieźle. Podjazdy były bardzo łagodne, a dominowały coraz dłuższe proste odcinki sięgające nawet kilku kilometrów. Im bliżej było do granicy stanu z Mississippi, tym mniej było również aut na drodze 11. Najdłuższy odstęp bez przejeżdżającego auta to ponad 10 minut. W końcu cisza. Nawet w Apallachach tak spokojnie nie było. Do granicy stanów Alabama i Mississippi doczłapałem się o 19:00. Nocleg - za stacją paliw w budowie. Tej nocy deszcz mi nie grozi, niebo bezchmurne a gwiazdy świecą wyraźnie.

Patronat medialny nad wyprawą objęli między innymi: portal Jelonka.com oraz magazyn NG Traveler, który w tym roku obchodzi jubileusz 125 lecia istnienia ogólnoświatowego Towarzystwa National Geographic.

We wsparcie wyprawy zaangażowały tak znane marki, jak: Author, HTC, Extrawheel, Primal Wear Polska, Cyfrowe.pl, Nordcamp oraz Sante oferując swoje najlepsze produkty.

www.damiandrobyk.pl

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (25) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group