Sobota, 17 kwietnia
Imieniny: Rudolfa, Roberta
Czytających: 2079
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Region: „Dom z duszą” przedstawia Jelonka. com

Wtorek, 21 lutego 2017, 7:44
Aktualizacja: Środa, 22 lutego 2017, 7:42
Autor: TAB
Region: „Dom z duszą” przedstawia Jelonka. com
Fot. TAB
W regionie jeleniogórskim nie ma miejscowości, gdzie nie spotykalibyśmy domu szachulcowego. Czy pieczołowicie odnowiony, czy zaniedbany, zawsze przyciąga uwagę charakterystycznym wyglądem – białą ścianą podzieloną ciemnymi belkami.

Przypadek zdecydował, że prawie na szczycie Łysej Góry w Dziwiszowie Elżbieta i Zbigniew Kłosowscy kupili w ostatnim roku ubiegłego wieku dom szachulcowy. Oboje z Jeleniej Góry zakochali się w tym miejscu, gdzie zimą zjeżdżali na nartach. Dom miał przed nimi wielu właścicieli, ale w sposób szczególny ucierpiał, gdy był w posiadaniu PGR.

Wybudował go w 1851 roku Carl Klose, o czym dziś informuje zawieszona nad wejściem z holu do salonu deska znaleziona podczas remontu pod powałą. To piętrowa i z wysokim strychem budowla, typowa dla regionu i czasów, z których pochodzi. Podpiwniczona część służyła dawnym i obecnym właścicielom jako mieszkalna, przez sień przechodziło się do części gospodarczej – obory i stajni. Sień ma piękne sklepienia podparte piaskowcową kolumną, obok której na piętro wspinają się szykowne schody.

Dziś w dawnej części gospodarczej państwo Kłosowscy przygotowali pokoje agroturystyczne. Jak przystało na stary dom, po jednej jego stronie od frontu rośnie okazały świerk, a po drugiej obowiązkowy kasztan, wyleczony i zaszczepiony. Przed domem jest też studnia, ale wciąż nieczynna, bo właściciele wykopują z niej wciąż różne niespodzianki, a to starą wrzuconą wersalkę, a to fragmenty mebli czy inne śmieci. A studnia jest z łupka, budowana od góry w koło. Marzą o wodzie z niej, choć był czas, że do 11-metrowej studni wpływało szambo. Mają też inne ujęcia, bo woda gminna niepewna, częste awarie zakłócają rytm gospodarstwa agroturystycznego. Był taki przypadek, że Kłosowscy musieli odwoływać rezerwacje i przeprosić gości, bo awaria trwała kilka dni.

Murłaty domu na Łysej Górze są z jednego bala i mają po 28 metrów długości. Mury pomiędzy słupami, ryglami i zastrzałami były wypełnione plewami z gliną, a dziś zastąpione nowoczesnymi materiałami. Wszystkie zniszczone belki zostały pieczołowicie uzupełnione i zabezpieczone dobrym impregnatem. Dom ma 420 merów powierzchni u użytkowej, a ze strychem jest ich aż 620. Żeby wyremontować siedlisko, sprzedali swoje jeleniogórskie lokum.

Pani Ela, miłośniczka kwiatów, swoim pokojom dla gości nadała kwiatowe nazwy. Jest więc pokój makowy, irysowy, lniany i różany. To tak, żeby stało się zadość rodzinnej tradycji, bo przecież pochodzi ze znanej jeleniogórskiej rodziny ogrodników. Poza tym chętnie obserwuje swoje włości, bo są niezwykle bogate w ptactwo i zwierzynę. Pokazuje zdjęcie śpiącego w sąsiedztwie domu trzyletniego jelonka zrobione komórką. Marzy też o ganku takim, jak zbudował Klose - całym oszklonym witrażami. Podobno w archiwum miejskim są jego plany, więc można by kiedyś odtworzyć, tak jak było pierwotnie.

Na pytanie o skarby, Kłosowscy uśmiechają się i mówią, że to miejsce jest ich skarbem. Choć wspominają, że w czasie wieloletnich prac remontowych znaleźli szablę z czasów napoleońskich, guziki z mundurów żołnierskich z różnych wojen. Intryguje ich też rosnący w lesie ponad 200-letni jesion z dziwnym krzyżem germańskim. Może kiedyś odkryją jego znaczenie?

Pan Zbigniew, emerytowany kapitan Polskiej Żeglugi Wielkiej mówi, że żona się uparła na ten dom, a do jego kupna i prac przy nim w ogóle wówczas nie byli przygotowani. Ale, dzięki Bogu, wszystko się udało. Dziś już nie zamieniłby swego siedliska na inne. Nawet zdrowotnie, bo pan Zbigniew miał w 2009 zawał, po tym jak został uprowadzony przez somalijskich piratów. Tu na górze z widokiem na całą Jelenią Górę odzyskuje zdrowie i siły.

Klimat tutaj panujący jest przesiąknięty dobrą energią i zapachem drewna. Meble są starannie dobrane, często z początku ubiegłego wieku, a na ścianach widnieją pamiątki z dalekich podróży. Pani Ela opowiada, że jeszcze na długo przed ukończeniem remontu, często nocowała w domu sama, choć nawet nie było w nim solidnych drzwi. Usytuowanie budowli daje poczucie bezpieczeństwa, bo wokół wszystko jest widoczne jak na dłoni. Poczucie bezpieczeństwa wnosi do domostwa także najważniejszy chyba gospodarz – Mavick, przyjazny golden retriever.

Jelonka.com opowie także historie innych „domów z duszą”, z pietyzmem i miłością odbudowywanych z szacunku dla przeszłości i chęci ocalenia tego dziedzictwa dla kolejnych pokoleń.
(Niektóre zdjęcia pochodzą z archiwum państwa Kłosowskich)

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (11) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group