Sobota, 12 czerwca
Imieniny: Jana, Leona
Czytających: 5480
Zalogowanych: 5
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Region: Debata o pociągach na Pogórzu Izerskim

Sobota, 14 stycznia 2017, 7:56
Aktualizacja: 8:36
Autor: CEW
Region: Debata o pociągach na Pogórzu Izerskim
Fot. Użyczone/CEW
We Wleniu odbyło się wczoraj (13.01.) kolejne spotkanie dotyczące kolejnictwa na Pogórzu Izerskim. Tym razem w nieco innej obsadzie i dotyczyło nieco innego aspektu. Ale problem pozostaje ten sam – jak skutecznie przeciwdziałać ewidentnym zamiarom likwidacji linii kolejowych na Pogórzu, określanych na potrzeby chwili – zawieszeniem.

- Ale to tylko słowa – mówili z sarkazmem zebrani – bo pada określenie „zawieszenie”, ale z pism wynika, że w żadnym budżecie do roku 2023 (!) nie ma najmniejszych środków choćby na konserwację tej linii. Po rzekomym zawieszeniu nie będzie więc już co „odwieszać”.

Burmistrz Wlenia Artur Zych, zapraszający na to spotkanie gości reprezentujących najróżniejsze instytucje, inicjował dyskusję , która miałaby odpowiedzieć na pytanie: jakie są możliwości modernizacji tej linii. Przy czym określenie „ta linia” jedni rozumieli inaczej, niż inni. Dla przedstawicieli PLK ważna była linia 238, która faktycznie biegnie z Jeleniej Góry na północ, na dystansie 59 km, ale PLK interesuje się jej końcówką, to znaczy odcinkiem z Ławszowej do Zebrzydowej. Odcinek Jelenia Góra – Lwówek Śląski nie wchodzi w obszar zainteresowania tej firmy, bo ona rozważa tylko pożytki płynące z transportu kopalin z okolicy Niwnic, a samorządy – przewozy pasażerskie w relacji Lwówek Śląski – Jelenia Góra.

Zaproszeni przedstawiciele Muzeum Kolejnictwa z Jaworzyny Śląskiej deklarowali uruchomienie przewozów pasażerskich zabytkowymi składami pociągów, ciągniętych przez parowozy, nawet dwa razy w tygodniu w okresie sprzyjającym turystyce, ale owe składy muszą jeździć po przyzwoitym torowisku. Tymczasem jego stan pozwala na przejazdy z prędkością nie większą, niż 20 km/h. A żaden z pasażerów nie kupi biletu z Jeleniej Góry, jeśli do Lwówka będzie musiał jechać dwie godziny.

Gdyby jednak byli tacy, to przewoźnik zastosował dodatkowy manewr, żeby zniechęcić potencjalnych zainteresowanych. Jak zauważyła radna z Wlenia Zofia Biernat, ustalono rozkłady jazdy tak, żeby nikomu nie pasowały, ani pracownikom firm jeleniogórskich, mieszkających po trasie, ani uczniom, dojeżdżającym do szkół. – I w takiej sytuacji – mówiła – łatwo udowodnić, że pasażerowie nie są zainteresowani potencjalnymi przejazdami, więc linia jest nierentowna. A jak ma być rentowna przy tak skonstruowanych rozkładach?

Przedstawiciele samorządu Nowogrodźca też optują za utrzymaniem tej linii, bo dla nich jest to okazja do zachęcania turystów, by odwiedzili gminę, pomijając transport pracowników i towarów do specjalnej strefy ekonomicznej w Wykrotach. Drogowe połączenia Lwówek Śląski – Nowogrodziec, to „wąskie gardło”, także dla transportu ciężarowego, bo szosy są wąskie, często bez poboczy i przebiegające w ciasnej zabudowie „łańcuchowo” budowanych wsi.

Argumenty „za” mnożyły się w dyskusji, żonglowano kwotami, niezbędnymi do remontu i modernizacji linii, które wahały się od niespełna 5 do 100 mln zł, przy czym nikt tych kalkulacji „ad hoc” nie był w stanie zweryfikować.

Zapytany o opinię przedstawiciel Jeleniej Góry stwierdził, że samorząd tego miasta optował i będzie optował za utrzymaniem i modernizacją tej linii z wielu powodów, m.in. i takiego, że w Jeleniej Górze bezrobocie spadło do niespełna 4,8 proc., więc większe firmy muszą ściągać pracowników (właśnie z Pogórza) autobusami, po drogach, które się do tego nie nadają, lub wręcz po takich, w których przejazdy autobusów nie są dozwolone. Incydenty z przejazdami autobusów pracowniczych przez Janice, drogą na której nie minął się miejscami nawet dwa małe fiaty nie są rzadkie. Zwrócił jednak uwagę, że trzeba zrozumieć kolej, która żyje z przewozów towarowych. Tyle tylko, że „rozumienie kolei” nie powinno być akceptacją jej dyktatu. Nie może być bowiem tak, że kolej potrafi wszystko wytłumaczyć autonomią swoich licznych spółek. Jedna spółka modernizuje rozjazdy, bo to ma w planie, druga stawia nowe lampy oświetlające dworce i przystanki, bo to przewidziała (jak w przypadku m.in. stacji Pilchowice-Zapora, ale cała kolej odcina się od utrzymania tego odcinka linii, bo tak jej wychodzi z rachunku rentowności.

- Z punktu widzenia interesów Pogórza Izerskiego – mówił samorządowiec z Jeleniej Góry – istotne jest perspektywiczne patrzenie w kontekście 30 – 50 lat. Jeśli bowiem trwają prace w rejonie Iwin i Tomaszowa Bolesławieckiego, które prowadzi KGHM, i z których wynika, że odkrywane są nowe pokłady rud miedzi i innych kopalin, to znaczy, że trzeba będzie wywozić urobek. Nie za 5 lat, bo tak szybko kopalnie nie powstają, ale za 10, czy 15. Wynika więc z tego, że integracja wysiłków z samorządem Złotoryi, który z kolei zabiega o uruchomienie odcinka Lwówek Śląski – Złotoryja – Legnica może przynieść dobre skutki. Zaoszczędzimy drogi, zmniejszymy emisję zanieczyszczeń do atmosfery, co też jest ważne, a modernizując kolej – przy okazji zagwarantowania przewozów towarowych w dalszej przyszłości możemy już za kilka lat mieć nowoczesne połączenie pasażerskie, które – dla przykładu – otwierałoby Jeleniogórzanom w miarę wygodny, kolejowy dojazd do Drezna przez Legnicę i kolejowe połączenie obu tych miast, dawniej wojewódzkich.

Czy uda się tę planistyczno-finansową operację przeprowadzić „bez zgrzytów na rozjazdach”? – to pytanie na odleglejszą przyszłość. Ale nie na bardzo odległą, bowiem – jak wspomniał Stanisław Mrówka, były starosta lwówecki – zależy nam na szybkiej decyzji, jakiejkolwiek, ale klarownej, bo mamienie obietnicami jest kosztowniejsze, niż by się komukolwiek wydawało.

Na zdjęciach: Rozjazdy przed stacją we Wleniu oraz dwa odcinki torów w okolicach Marczowa

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (6) Dodaj komentarz

komentarz usunięty

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group