Wtorek, 3 sierpnia
Imieniny: Lidii, Nikodema
Czytających: 2154
Zalogowanych: 1
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Czy w Maciejowej boją się wielkiej wody?

Środa, 8 lutego 2017, 7:27
Aktualizacja: Czwartek, 9 lutego 2017, 8:05
Autor: TAB
Jelenia Góra: Czy w Maciejowej boją się wielkiej wody?
Fot. TAB
Kilka lat temu przez Maciejową przetoczyła się ogromna fala powodziowa. Nie pierwszy raz. Jak mieszkańcy oceniają zabezpieczenie przed ewentualną kolejną wielką wodą? Czy Radomierka i wpadający do niej Bełkotek oraz Komar są przygotowane do przyjęcia dużej wody?

Sześć zerwanych mostów, wiele zniszczonych domów i dróg - to bilans powodzi, która powstała w wyniku tzw. deszczów świętojańskich w lipcu 2012 roku. Wielu mieszkańców do dziś ma traumę z powodu większych opadów czy spływających topniejących śniegów.

W domu Piotra Dziedzińskiego nie widać śladów ostatniej powodzi. W 2012 do pokoju, gdzie obecnie jest salon, przez okno wpłynęło całe drzewo. Kiedy pytam o to, czy jego rodzina czuje się bezpieczna, pan Piotr nie ukrywa zdenerwowania. Uważa, że koryto rzeki od skrzyżowania ulicy Kosynierów z Witosa jest źle wyregulowane, a przy odbudowie mostu popełniono błąd: światło mostu ma szerokość 7,6 metra, rzeka za nim zwęża się do 6, a nawet 4 metrów. Jeśli będzie dużo wody, jego dom znów zostanie zatopiony.
Prawie z rzeki wyrasta okazała wierzba, która powinna być wycięta, bo skutecznie przy dużej wodzie zablokuje jej przepływ. Pan Piotr uważa, że niepotrzebnie zrobiono w tym miejscu kaskady, które powodują wypłycanie rzeki. Dalej jest polder, regularnie zalewany przy wysokim stanie wód, ale dobrze spełnia swoją funkcję. Swobodnemu przepływowi dużej wody zagrażają także samowolnie budowane szopy.

- Kiedyś wszędzie były rowy odwadniające, które gromadziły nadmiar wody – mówi Piotr Dziedziński – teraz zostało ich zaledwie kilka. Z jego działki podczas ostatniej powodzi woda zabrała sporo gruntu. Na budowę muru ochronnego chciał oddać część swojego terenu, byleby zrobiono porządne zabezpieczenie. Potwierdza to Kasia, żona pana Piotra. Dodaje, że boi się kolejnej powodzi, bo w odbudowę domu włożyli dużo pieniędzy, które dostali z Urzędu Marszałkowskiego i Urzędu Miasta, ale i własnej pracy. Prawie całe wnętrze domu jest perfekcyjnie wyremontowane przez właściciela, który jest budowlańcem, ale została jeszcze sień i elewacja. Wciąż też w różnych miejscach pojawia się wilgoć. Pani Katarzyna wspomina walkę o odbudowę murku wzmacniającego brzeg rzeki – przez dwa lata od lipca 2012 roku leżał w kawałkach w korycie rzeki. Państwu Dziedzińskim urzędnicy zaproponowali jego remont na własny koszt.

Obawy o bezpieczeństwo swojej posesji ma Barbara Ziemlanowska, która także mieszka w domu nad rzeką. Martwią ją ubytki w kamiennym murze na długości około 25 metrów. – Przy pierwszej dużej wodzie kamienie w murku runą pod jej naporem i ulica Witosa znów będzie zniszczona – mówi pani Barbara i dodaje – Jeden dzień mocniej popada i już się boimy skutków deszczu.

Obok domu, w którym mieszka Barbara Ziemlanowska w listopadzie ubiegłego roku wyremontowano kładkę. – Poprzedni mostek – opowiada - zbudowany przed II wojną światową przez Konrada Reymanna, który był miejscowym kowalem, spełniał swoją funkcję doskonale. Trzeba było tylko poprawić betonową nawierzchnię, którą wypłukała powodziowa woda – dodaje – za te pieniądze można było odbudować kładkę naprzeciwko przejścia do przychodni i Biedronki.

Ewa Manacka- Piętka, która również mocno ucierpiała podczas ostatniej powodzi jest optymistką. Jej dom zalany był tylko raz, właśnie w 2012 roku. Nigdy wcześniej to się nie zdarzało. Uważa, że było to jednorazowe zdarzenie, choć niczego przecież nie można wykluczyć. Zauważa jednak, że przepust pod głównym mostem na Wrocławskiej jest zbudowany inaczej, niż w tym zniszczonym i jego światło jest nieco mniejsze.
Danuta Koszczewska mieszkająca w sąsiedztwie Ziemlanowskich jest pesymistką. Do tej pory nie naprawiono wyrwanego brzegu rzeki na jej działce. Jej mąż wielokrotnie od czasów powodzi sprzed prawie pięciu laty pisał pisma do Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów. Bez odzewu. Sami więc zasypują wyrwę gruzem przywożonym z różnych miejsc.

W niektórych domach położonych blisko rzeki, podczas gruntownych remontów, widoczne staje się osiadanie fundamentów oraz ich pęknięcia, które mogły powstać w wyniku wielokrotnych powodzi.

Maciejowian, których dotknął kataklizm sprzed pięciu lat jest więcej. Mieszkają na różnych ulicach położonych w dolinie Radomierki. Każdy z nich ma inne wspomnienia. Jedno jest wspólne dla każdego – lęk przed kolejnym podobnym doświadczeniem. Wszyscy jednak zgodnie podkreślają, że Radomierka nie była czyszczona przez kilka lat, co spowodowało niekontrolowany wzrost drzewek, krzewów i trawy tamujących przepływ wody w korycie.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (14) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group