Sobota, 16 stycznia
Imieniny: Waldemara, Włodzimierza
Czytających: 2858
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Region Jeleniogórski: Bohaterskie pielęgniarki uratowały tonących chłopców

Piątek, 15 sierpnia 2008, 8:13
Aktualizacja: 9:08
Autor: TEJO
Region Jeleniogórski: Bohaterskie pielęgniarki uratowały tonących chłopców
Fot. Archiwum
Na co dzień pomagają ludziom w ich cierpieniu. W wolnym czasie ratują innych nie bacząc na ryzyko. Beata Kłoczkowska i Anna Rucińska, to pielęgniarki ze szpitala wojewódzkiego, kobiety o wielkim sercu i niecodziennej odwadze. Nie zważając na niebezpieczeństwo, jako jedyne z brzegu wypełnionego plażowiczami, wskoczyły do wody, by uratować topiących się chłopców.

Gdyby nie postawa jeleniogórskich pielęgniarek Beaty Kłoczkowskiej i Anny Rucińskiej, pisalibyśmy o wielkiej tragedii, do której mogłoby dojść na wojanowskiej żwirowni.

– To było jak koszmarny sen. W miniony weekend, po godzinie szesnastej pojechałyśmy z koleżanką i synową na żwirownię, żeby popływać i zrobić sobie grilla – opowiada drżącym głosem Beata Kłoczkowska. – Mam problemy z kręgosłupem, więc muszę pływać. Koleżanka miała mi tylko towarzyszyć i pływać tuż przy brzegu, bo pływalni nie odwiedzała od dwóch lat.

Wówczas kobietom nawet nie przeszło przez myśl, że tego dnia okażą się tak niezbędne w tym miejscu. – Siedziałyśmy z Beatką na brzegu, kiedy zobaczyłyśmy, jak jakiś chłopiec zaczyna się topić. Wymachiwał rękami i krzyczał ratunku, pomocy – opowiada Anna Rucińska. – Nikt się jednak nie ruszył, nikt nie popłynął na ratunek. Oprócz Beaty, która niewiele myśląc wyrwała komuś koło ratunkowe i rzuciła się na do wody.

Za nią, jak w dym, wskoczyła jej koleżanka Anna Rucińska. Płynęły tak razem i widziały, jak do topiącego się chłopca zaczął płynąć jakiś mężczyzna. Kiedy dopłynął, okazało się jednak, że młodszy w panice zaczyna go topić. – Wskoczył mu na głowę i podtapiał go siedząc mu na plecach – wspomina pani Beata.

– Pamiętam, że płynąc głośno krzyczałam, żeby z niego zszedł, bo go utopi, żeby go puścił. Przed oczami miałam dwie głowy, które na zmianę znikały mi pod wodą. Wtedy zdałam sobie sprawę, że teraz musimy zdążyć uratować dwóch chłopców, a nie jednego.

W takim momencie pielęgniarki nie myślały, że ta akcja może zakończyć się dla nich samych tragicznie. Nie bały się co będzie jak dopłyną, ale jak będą żyć dalej, kiedy dopłynąć nie zdążą. Do pokonania miały około 35 metrów. Na szczęście zdążyły. – Pani Beata rzuciła koło ratunkowe tonącemu, jak się później okazało 13-latkowi, i wraz z koleżanką zaczęły holować chłopców na wysepkę.

– Wtedy urwał nam się film, niczego nie pamiętamy do momentu dopłynięcia do wysepki i wciągnięcia chłopców na brzeg – przyznają bohaterki. Po wyjściu z wody, starszy chłopak, 18-latek z Bolkowa, zaczął sinieć i wymiotować. – Był bardzo podtopiony i napił się ogromnej ilości wody – mówią kobiety.

Panie rozpoczęły reanimację chłopca. W tym samym czasie na wysepkę dopłynął płetwonurek, który pomógł uratować chłopca. Nikt nie wie jak się nazywał ten człowiek, jednak kobiety zrobiły sobie z nim oraz z uratowanymi zdjęcie.

– Korzystając z okazji chciałyśmy temu płetwonurkowi podziękować, za to, że przypłynął i pomógł nam w reanimacji i później przetransportowaniu chłopców z wysepki na brzeg – mówią panie Anna i Beata.

Kiedy chłopcy doszli do siebie, przyszli podziękować ratowniczkom i od nurka usłyszeli słowa. – Dobrze przyjrzyjcie się tym kobietom, bo dostaliście od nich drugie życie, szanujcie je!
– Ten starszy cały czas dziękował i płakał, a młodszy był do końca roztrzęsiony, rozdygotany i przerażony – wspomina pani Beata. – Kiedy dowiedziałam się ile mają lat, pomyślałam sobie, że to mogli być moi synowie, bo mam dzieci w tym samym wieku.

Po akcji i podziękowaniach okazało się, że 18-latek i jego młodszy kolega Patryk z Kaczorowa na żwirownie przyjechali razem. Pływali do momentu, kiedy młodszy stracił siły. Wówczas starszy odholował go na wysepkę i kazał mu czekać do czasu, kiedy wróci z materacem. Ten jednak nie posłuchał starszego kolegi i wskoczył do wody. Po przepłynięciu kilku metrów zaczął się topić.

Kiedy emocje opuściły ratowniczki, przyszedł czas na refleksje. To była profesjonalna, ale nie planowana akcja ratująca życie i wystawiająca na próbę odwagę pań i siłę ich przyjaźni.
– Po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że mogli w tym dniu wyłowić czterech topielców, ich dwóch i nas z Anią. Ania popłynęła za mną jednak bez chwili zastanowienia. Przyjaźniliśmy się, a teraz wiemy ile ta przyjaźń dla nas znaczy. Gdyby sytuacja kiedykolwiek w życiu się powtórzyła, myślę, że zrobiłybyśmy dokładnie to samo. Ja wolałabym umrzeć tam razem z nimi, niż żyć ze świadomością, że na moich oczach utopili się ludzie, a ja nic nie zrobiłam. Jak widać, Ania myśli dokładnie tak samo.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (38) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group