Okazuje się, że wprowadzony niedawno system kaucyjny, jest zwykłą podwyżką cen napojów. Na razie mało kto zwraca puste plastikowe butelki. A i tak za 50 groszy "kaucji" musi coś kupić w sklepie... Okazuje się więc, że kaucja... nie jest do końca kaucją.
Owe 50 groszy jest rodzajem kaucji tylko wówczas kiedy zwrócimy pustą butelkę. Jeśli jej nie oddamy to cena np. wody będzie dla nas większa o 50 groszy. Taki finansowy majstersztyk: jak zgodnie z prawem podnieść cenę napoju.
- To taki rodzaj przymuszenia obywatela przez państwo do ekologicznego zachowania - słyszymy.
W teorii w systemie tym nikt nie może zarabiać. Na razie jest to jednak tylko teoria, bowiem system dopiero niedawno ruszył. A jak powszechnie wiadomo Polak potrafi...
Na razie rząd chwali system jako krok ku zielonej gospodarce – do końca roku taki recykling ma objąć 90 proc. opakowań. Ale dla zwykłego Polaka to nie takie proste.
Wyobraźmy sobie bowiem typowy scenariusz, gdzie przeciętny Kowalski kupuje w dyskoncie sześciopak coli za 10 zł. Przy kasie dostaje kaucję 3 zł (po 0,50 zł na butelkę) i wychodzi mu do zapłaty 13 zł. Jeśli nie odda butelek, straci te 3 zł. A to tylko jedne zakupy...
- Dla wielu to jednorazowy wydatek, bo kto biega po sklepach z pustymi opakowaniami? – pyta pani Janina z Jeleniej Góry, matka trójki dzieci.
Na razie dane z pilotażu w innych krajach potwierdzają, że dopiero po kilku latach 70-80 proc. opakowań wraca do sklepów, reszta to strata konsumenta. Czysta "butelkowa" strata na której na razie nikt nie zarabia.
Czy Kowalski przestawi się więc na picie z kranu? Wątpliwe. Ludzie zapłacą więcej.
- System kaucyjny to dobry pomysł, ale wdrożony po polsku – z zatorami w sklepach i frustracją klientów. Czas pokaże, czy ekologia nie okaże się wymówką dla wyższych cen - słyszymy.
Kaucja w groszach wygląda niewinnie
Pozornie więć kaucja za napoje wygląda niewiennie. Schody zaczynają się, gdy sprawę "rozbierze się" na kawałki.
Otóż, aby otrzymać voucher na zakupy (owa "kaucja") o wartości pustych butelek trzeba najpierw składować (Chińczycy sprzedają już specjalne wielkie torby na polskie butelki) gdzieś w domu lub na korytarzu puste butelki (nie każdy ma miejsce). Później te butelki, w wielkiej torbie, trzeba przenieść lub przewieźć do sklepu gdzie jest butelkomat. Dopiero tam maszyna wyda voucher na zakupy. Nie gotówkę. Zakupy więc jakieś trzeba zrobić...
Można założyć, że bynajmniej na razie, sporej części ludzi nie będzie się po prostu chciało tego robić. Czyli zbierać, a później oddawać puste butelki.
Dla przykładu: największa polska sieć handlowa, Biedronka, co prawda przystąpiła do systemu kaucyjnego, ale.... tylko niektóre sklepy mają już działające butelkomaty. Instalacja postępuje powoli, etapami i wiele placówek ich jeszcze nie ma.
Kasjerki muszą więc przyjmować opakowania inaczej (np. pracownik sklepu zbiera butelki przy kasie lub w kartonach).
Szwedzi przyzwyczajali się latami
De facto owe 50 groszy w Polsce nie jest wcale tradycyjną kaucją, bo nie można jej odzyskać w gotówce (w Niemczech jest wybór, albo gotówka albo voucher na zakupy).
Organizacje konsumenckie szacują, że rocznie Polacy stracą nawet 2 mld zł na niezwróconych butelkach (nieodebranych kaucjach). Bynajmniej przez pierwszy rok. W Szwecji, która podobny system wprowadziła 40 lat temu, musiało minąć kilka dekad, aby społeczeństwo się do niego przyzwyczaiło. A i tak nie całe, gdyż obecnie systemu tego używa tam ok. 95 % ludzi.
Dla Kowalskiego to po prostu droższa woda czy cola
System kaucyjny na opakowania po napojach w teorii ma zmniejszyć góry plastiku i puszek na śmietnikach i w innych miejscach. Brzmi dość ekologicznie.
Dla przeciętnego Kowalskiego, zjadacza chleba, to jednak czysta podwyżka cen napojów. To nie zachęta do recyklingu, a dodatkowy podatek na zwykłą wodę. Przynajmniej na razie...