Sprawa Dino nabiera tempa. Nie doszło do kolejnej rundy rozmów ze zwiazkowcami z OPZZ gdyż... nie pojawił się nikt z zarządu firmy. Czy dojdzie do strajku generalnego, który byłby ostatecznością?
Na razie efekt jest jednoznaczny — fiasco rozmów i eskalacja protestu.
Mediacje zaplanowane na 27 kwietnia w Centrum "Dialog" przy Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zakończyły się niczym — ze strony Dino Polska nie pojawił się nikt. To już drugi taki przypadek z rzędu. Spółka nie przedstawiła publicznie żadnych powodów swojej nieobecności na mediacjach.
Sporządzony został więc protokół rozbieżności.
Związkowcy wskazują, że zamiast dialogu mają do czynienia z groźbami i zastraszaniem ze strony części kadry kierowniczej, która ma zniechęcać pracowników do udziału w strajku.
Wcześniej, 25 kwietnia, odbył się strajk ostrzegawczy — pracownicy niektórych marketów w kraju (nie wszystkich w sieci) przez dwie godziny (12–14) wstrzymali się od pracy.
Przypomnijmy jakie są postulaty związkowców w imieniu pracowników:
Podwyżki wynagrodzeń o 900 zł, utworzenie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych (obowiązkowego dla firm powyżej 50 pracowników) oraz uzupełnienie braków kadrowych.
Co dalej?
Związkowcy zapowiadają protesty pod centralą spółki w Krotoszynie, referendum strajkowe, a następnie strajk generalny bezterminowy.
Przewodniczący OPZZ Konfederacja Pracy ocenił, że "to była żółta kartka dla Dino, teraz czas na czerwoną".