Piątek, 30 lipca
Imieniny: Julity, Piotra
Czytających: 4994
Zalogowanych: 2
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Żywioł i kunszt: Pół wieku Piotra Konieczyńskiego

Niedziela, 10 sierpnia 2014, 9:05
Aktualizacja: Wtorek, 12 sierpnia 2014, 8:21
Autor: Elster
Jelenia Góra: Żywioł i kunszt: Pół wieku Piotra Konieczyńskiego
Fot. Archiwum Jelonki.com
Aż trudno uwierzyć, że jeden z najświetniejszych aktorów Teatru im. Cypriana Kamila Norwida Piotr Konieczyński wkroczył dzisiaj (10 sierpnia) w szóstą dekadę życia. Na swoim koncie ma kilkadziesiąt kreacji teatralnych, kilka ról filmowych i telewizyjnych. W tym roku minęło 27 sezonów od jego debiutu scenicznego w Jeleniej Górze i tyleż pracy na jeleniogórskiej scenie, której pozostał wierny przez te wszystkie lata. To jest kawałek historii.

Gdy w Jeleniej Górze w roku 1987 dyrektorka Teatru im. Norwida Alina Obidniak miała problemy z załogą, pojechała do wrocławskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej i zaproponowała, że zaangażuje cały rok. Byli to: Bożena Borowska, Joanna Kreft, Beata Rakowska, Aleksandra Śmiejczak, Mirosław Baka, Dariusz Bereski, Bogdan Ferenc, Jarosław Góral, Piotr Gulbierz, Wojciech Kościelniak, Mirosław Kropielnicki, Tadeusz Rybicki (obecnie aktor Teatru Cinema w Michałowicach), Roman Szafrański, no i oczywiście Piotr Konieczyński.

Alina Obidniak zaryzykowała i zdecydowała się przygarnąć dyplomantów Wydziału Aktorskiego na bieżący sezon z całym bogactwem inwentarza. Pierwszy ich spektakl “Bal w operze” Juliana Tuwima, przygotowany na III roku studiów pod kierunkiem Mieczysławy Walczak-Deleżyńskiej i Jerzego Kozłowskiego, odniósł spory sukces. Ówcześni studenci w Jeleniej Górze dostali mieszkania i zagrali na profesjonalnej scenie za prawdziwe pieniądze. Ich spektaklem dyplomowym był “Człowiek jak człowiek”, gdzie wykorzystano wiersze oraz fragmenty sztuk Bertolta Brechta.

Piotr Konieczyński wydaje się na pierwszy rzut oka aktorem jakby z zupełnie innej epoki, nieświadomym wartości swego talentu. Podczas gdy jego dwaj koledzy ze studiów - Mirosław Baka i Wojciech Kościelniak - opuścili Jelenią Górę i znaleźli swoje miejsce na ważnych scenach polskich robiąc oszałamiające kariery, Konieczyński pozostał w Karkonoszach i nieprzerwanie pracuje do dziś w Teatrze im. Norwida. Kariera Baki zaczęła się od głównej roli w “Krótkim filmie o zabijaniu” Kieślowskiego, spod ciężaru której chyba jednak nie mógł się wyzwolić, a Kościelniak po licznych nagrodach na wrocławskich Przeglądach Piosenki Aktorskiej do teraz zbiera znaczące sukcesy na arenie krajowej za reżyserię lub interpretacje sceniczne dzieł. Z kolei kariera zawodowa Konieczyńskiego przebiegała spokojnie i jej podstawą były/są kolejne role teatralne, za które otrzymywał mnóstwo nagród i wyróżnień. Dla wielu pozostaje cenionym wprawdzie coraz bardziej, lecz wciąż słabo rozpoznawalnym nazwiskiem, “aktorem z Jeleniej Góry”. Ale to zdaje się akurat jego atutem. To go napędza, dodaje energii i pozwala unikać pułapek, czyhających w rankingach, oraz kompromisu, wpisanego w popularność.

Urodził się w Wodzisławiu Śląskim na Górnym Śląsku. Prężny, dynamiczny i pełen energii, świetnie przygotowany ruchowo. Wiecznie młody, w zaskakująco znakomitej kondycji, pełen pogody ducha i pewności, choć dziś włosy lekko oszronione siwizną. No i to, co najważniejsze, to, co ma od Boga, czego nie da się wyuczyć – skupia uwagę na sobie, bez względu na to, co gra. A grał w spektaklach Henryka Adamka, Zygmunta Bielawskiego, Jerzego Bielunasa, Małgorzaty Bogajewskiej, Andrzeja Bubienia, Jacka Bunscha, Justyny Celedy, Sylwestra Chęcińskiego, Cezarego Domagały, Siergieja Fiedotowa, Aldony Figury, Krzysztofa Galosa, Adama Hanuszkiewicza, Wiesława Hołdysa, Krzysztofa Jaworskiego, Michała Kotańskiego, Piotra Łazarkiewicza, Wojciecha Klemma, Bogdana Kocy, Tomasza Koniny, Krzysztofa Kopki, Natalii Korczakowskiej, Łukasza Kosa, Jurija Krasowskiego, Andreja Kroba, Waldemara Krzystka, Ryszarda Majora, Tomasza Mana, Jacka Medweckiego, Grzegorza Mrówczyńskiego, Aliny Obidniak, Krzysztofa Pankiewicza, Marka Pasiecznego, Wojciecha Pitali, Piotra Probosza, Krzysztofa Prusa, Agaty Puszcz, Katarzyny Raduszyńskiej, Krzysztofa Rekowskiego, Krzysztofa Rogoża, Bogdana Rudnickiego, Andrzeja Sadowskiego, Roberta Skolmowskiego, Jana Skotnickiego, Moniki Strzępki, Stefana Szaciłowskiego, Jana Szurmieja, Wiktora Terelii, Adolfa Weltscheka, Bartłomieja Wyszomirskiego, Michała Zadary, Waldemara Zawodzińskiego i Jerzego Zonia. Jako reżyser zadebiutował spektaklem “Tango” Mrożka w 2004 r.

Jego aktorstwo nie eksponuje własnej osoby. Poddane jest całkowicie charakterowi granej postaci. Bo Konieczyński lubi poddawać się procesom transformacji i grać role od siebie odległe. Opiera się on przy tym na prostym przekonaniu, iż teatr to poważna sprawa, a stworzone przez niego kreacje, zarówno role komiczne i tragiczne, są z najwyższą precyzją dopracowane. Bez kokieteryjnej nachalności, w sposób czytelny gra “całym sobą”, jest autentyczny, nadaje postaci charakterystyczne rysy, dzięki którym wyraźnie zaznacza swój udział w spektaklach.

Piotra Konieczyńskiego śmiało można nazwać wirtuozem przeobrażenia. Nawet główny bohater Francisa Vebera - François Pinon w jego interpretacji z “Kolacji dla głupca” (Dyplom Honorowy Aliny Obidniak za kreację aktorską) operowany był już innymi niż zazwyczaj środkami wyrazu w “Zakale”. W tej czarnej komedii poszedł o krok dalej, pokazując znakomicie nieokiełznaną naturę ludzką. Podobnie było z rolą Jana Krzysztofa Schmidta - lokaja J.F. Haendla, kopisty jego nut i niespełnionego kompozytora w “Kolacji na cztery ręce” Barza w zestawieniu z postacią Françoisa Tortebata - hugenota i ogrodnika w domu burmistrza z “Czarnej maski” Hauptmanna. Dało to granej przez niego postaci pewną metamorfozę, wiele łagodności i wieloznaczności. Zresztą aktor w obydwu tych sztukach miał pełną wyrazistość. Bo to właśnie on budował te najlepsze sceny spektakli.

Wątek Młodego Kelnera (wyróżnienie w I Ogólnopolskim Konkursie Polskich Sztuk Współczesnych w Warszawie) w “Starej kobiecie wysiaduje” Różewicza to łańcuszek gagów prawie kabaretowych, rozgrywanych przez Konieczyńskiego z cudowną, śmiertelną powagą. Niezaprzeczony komizm sylwetki i maski przeniósł z tradycyjnej farsy w wysokie regiony demonstrowanego nam teatru. Jego kreację Chłopca, pensjonariusza zakładu zamkniętego, chorego psychicznie, winnego zabójstwa, podpalenia i usiłowania morderstwa w “Godzinie kota” Enquista oglądało się ze ściśniętym gardłem. To była postać zbudowana karkołomnie na skrajnych pasmach i reakcjach emocjonalnych. Konieczyński stworzył tu drapieżną, pełną, fascynującą rolę sceniczną. Za rolę anioła Amhiela w “Kantacie na cztery skrzydła” Bruttera na jubileuszowych 35. Jeleniogórskich Spotkaniach Teatralnych Jury Młodzieżowe przyznało mu wyróżnienie. Jako Don Kiszot z La Manczy wg Miguela de Cervantesa Saavedra - w spektaklu granym także w plenerze na jubileuszowym 20. Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Ulicznych w Krakowie - nie pozostawił złudzeń, że z wiatrakami walczy rycerz (o)błędny. Jego obłęd i pojawiający się po wielokroć na twarzy wyraz rozmarzenia były aż nadto wymowne. Z kolei występ Konieczyńskiego w “Gogu i Magogu: Kronice Chasydzkiej” Bubera niósł wiele refleksji eschatologicznych. Miał pomysły na detale i całe sceny, czuł umowność i język teatru. Zdecydowanie ciekawsze jest to, co dodał do tekstu, niż sama literatura, która bez uzupełnień mogłaby być trudna do przyjęcia przez widzów.

Kreacjami w “Intrydze i miłości”, “Mistrzu i Małgorzacie”, “Miarce za miarkę”, “Poskromieniu złośnicy”, “Romeo i Julii”, “Trans-Atlantyku”, “Samobójcy”, “Dożywociu”, “Zemście”, “Martwych duszach”, “Dziadach”, “Don Juanie”, “Norwidzie”, “Balladynie”, “Lilli Wenedzie”, “Gyubalu Wahazarze” czy “Klątwie” przekonał, że jest znakomitym aktorem szekspirowskim i gombrowiczowskim, że świetnie czuje Bułhakowa, Erdmana, Fredrę, Gogola, Mickiewicza, Moliera, Mrożka, Norwida, Schillera, Słowackiego, Witkacego i Wyspiańskiego. Jednym słowem, jeleniogórzanie mieli ten komfort, że mogli go oglądać na co dzień. Dla Teatru im. Norwida stał się błogosławieństwem, a Teatr im. Norwida dał jemu tę wspaniałą możliwość bycia nieustannie kimś innym. Z przyjemnością obserwuje się rozwój tego artysty, szczególnie, gdy pamięta się jego początki na jeleniogórskiej scenie.

Prywatnie - poczciwy dla wszystkich. Szalenie skromny i pokorny, cichy, schowany za gardą swojego talentu. Zwyczajność przy nadzwyczajności. Kiedy ludzie na ulicy mijają go, uśmiecha się do nich. A gdy ktoś go zagadnie, kończy się na serdecznej rozmowie, podczas której dyskutant dostaje kolki ze śmiechu, tylko trzeba zrozumieć jego specyficzne poczucie humoru. Zdarza się, że jest wesołkiem i rozbawia całe towarzystwo. Ale bywa też tak, że jest poważny, a czasem nawet unika towarzystwa. Jednocześnie niesłychanie wrażliwy i prawdziwy. Kto był na Nocy Muzeów 2010 w Muzeum Karkonoskim – pewnie pamięta jego łzy wzruszenia gdy czytał poezję pióra dzieci i młodzieży. Czego życzyliby mu przyjaciele, gdyby gasił 50 świeczek na swoim torcie? Przede wszystkim końskiego zdrowia, powodzenia w życiu osobistym i zawodowym oraz następnych udanych występów i wspaniałych ról w spektaklach. Najlepsze rzeczy przytrafiają się po pięćdziesiątce. Do tych życzeń dołącza się też nasza redakcja.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (14) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group