Piątek, 27 listopada
Imieniny: Waleriana, Maksymiliana
Czytających: 2073
Zalogowanych: 1
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Troska o hitlerowskich katów

Wiadomości: REGION/ ŚWIAT
Niedziela, 2 listopada 2008, 7:49
Aktualizacja: Poniedziałek, 3 listopada 2008, 8:12
Autor: Ania
Fot. Archiwum
Starsze mieszkanki regionu, które mają kłopot ze znalezieniem dobrej pracy na miejscu, wybrały znacznie korzystniejsze oferty z Niemiec. Za niemałe pieniądze pielęgnują o opiekują się starcami, którzy za młodu służyli w szeregach nazistowskich wojsk i podczas wojny mordowali Polaków i Żydów.

Kobiet, które nie mają szans na lokalnym rynku pracy, jest sporo. Zwłaszcza po czterdziestce. – Choć mam doświadczenie i znam język niemiecki, tu nikt mnie nie zatrudni. A dobra praca w Niemczech to rzecz pewna. Tam potrzebują takich osób – mówi nam pragnąca zachować anonimowość mieszkanka jednej z podjeleniogórskich miejscowości.

Jedną z pań, którą życie zmusiło do zarobkowej emigracji, jest Katarzyna z Mysłakowic. W Niemczech pracuje od pięciu lat. Opiekuje się zniedołężniałymi starcami wymagającymi ciągłej troski. Cierpią na chorobę Alzheimera. Niewiele pamiętają z tego, co dzieje się na bieżąco. Za to zachowali doskonale w pamięci makabryczne obrazy sprzed ponad 60 lat.

Kobieta zajmowała się starym mężczyzną. Nazywał się Gerhard. Podczas II wojny światowej był oficerem Wehrmachtu. Opowiadał o tym, jak do ich jednostki przywieziono grupę Żydów. Dorosłe osoby kazano im zagazować, a dzieci rozstrzelać na miejscu. Opowiadał: – Jak strzelałem do tych małych Żydów, to one tak piszczały i skakały jak groch rzucony o ścianę, a jak nie trafiłem, musiałem dobić. Część zwłok wywożono, z niektórych robiono mydło, a jeszcze inne palono w piecu.

Gerard stał się na starość ciężarem dla swojej rodziny. Chorował na Alzheimera, nie zawsze rozpoznawał ludzi. Bliscy nie mieli siły ani chęci opiekować się zniedołężniałym mężczyzną, dlatego zatrudnili opiekunkę poleconą przez znajomych.

– Codziennie starzec pytał mnie, czy przypadkiem nie jestem Żydówką. Odpowiadałam, że nie i wtedy się uspokajał, bo bał się Żydów. Nie wytrzymałam tam jednak długo, jego opowieści były ponad moje siły – opowiada pani Katarzyna.

Nie jest to odosobniony przypadek, kiedy Polka trafia do domu schorowanego byłego hitlerowca, który dobiega dziewięćdziesiątki i traci samodzielność.
Inni starcy zdają sobie sprawę z tego, jakie krzywdy wyrządzili innym, często robili to walcząc o własne życie, bo jako młodzi ludzie nie mieli wiele do powiedzenia.

– Hans, którym się obecnie opiekuję, został siłą wcielony do wojska, kiedy miał 18 lat. Od razu uczono go latać bombowcami. Pierwszą bomby zrzucił na Warszawę w 1939 roku. Podczas jednego z nalotów pod koniec wojny został zestrzelony przez polskie lub radzieckie działa przeciwlotnicze. Udało mu się na spadochronie wylądować w lesie, gdzie pomogli mu Polacy cywile, którzy zlitowali się nad nim i jego kolegami, ponieważ byli bardzo młodymi ludźmi.

Hans był ranny w nogę i przez parę tygodni leżał nieprzytomny, ale cały czas opiekowała się nim polska rodzina. Zamieszkał w Polsce i ożenił się z Polką, a cztery lata po wojnie wyjechali do Niemiec, gdzie mieszkają do dziś.

Pilotowi Luftwaffe pozostał sentyment do Polaków: każdego lubi i szanuje, co pokazuje swoim zachowaniem. Jego polska żona, z którą zresztą rozwiódł się kilkanaście lat temu, uważa się za Niemkę, nie chce nawet rozmawiać po polsku – dziwi się pani Katarzyna.

Polki, które trafiają do niemieckich domów, często są zszokowane stanem świadomości wielu Niemców, zwłaszcza starszego pokolenia. Nie dość, że opiekują się ludźmi, na których ciąży – choć zatarta przez czas – ale jednak bezpośrednia odpowiedzialność za zbrodnie wojenne, to jeszcze muszą stykać się ze stereotypem Polaka nędzarza. Idealnie pasującego do nazistowskiej teorii podludzi.

– Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że wielu Niemców w ogóle nie wie, gdzie jest Polska. To są ci, którzy nigdy nie byli w Polsce. Myślą, że jesteśmy częścią Rosji, a w związku z tym panuje u nas ogromna bieda – mówi nasza rozmówczyni.

– Gospodarze sądzą, że nie mamy nowoczesnych sprzętów w domu. Tłumaczą jak włączyć pralkę, otworzyć lodówkę, czy przełączyć kanał telewizyjny. Byli zaskoczeni, gdy mówiłam, że znam obsługę tych urządzeń. Widziałam, że w telewizji niemieckiej często pokazują Polaków żyjących w nędzy. Dlatego też ciężko się dziwić, że osoby, które nigdy nie były w Polsce, kojarzą nas wyłącznie z brudnymi i biednymi ludźmi – opowiada pani Katarzyna.

Na szczęście to tylko margines społeczeństwa, choć tam właśnie najłatwiej o nieźle płatną, choć upokarzającą pracę. – Niemcy, którzy byli w Polsce, dobrze wiedzą, jak żyje większość z nas. Dziwią się, że Polki szanują podopiecznych i otaczają ich troską, mimo że wielu z nich wyrządziło tyle krzywdy naszym rodakom. Zaskoczenie jest tym większe, gdy na opiekę do Niemiec wyjeżdżają kobiety z wykształceniem średnim, znające język i zaradne życiowo – usłyszeliśmy.

– Mój obecny pracodawca nie rozumie dlaczego zdecydowałam się wyjechać z kraju. Skończyłam technikum ekonomiczne, znam język niemiecki i załatwiam wiele spraw w urzędach i bankach. Gdybym była Niemką nie miałabym problemów ze znalezieniem pracy w biurze, bo u nich pięćdziesiątka na karku nie oznacza końca kariery zawodowej – wyznaje pani Katarzyna.

Ogłoszenia

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group