Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Czwartek, 1 stycznia
Imieniny: Mieczysława, Mieszka
Czytających: 9733
Zalogowanych: 39
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Terapeuta z powołania, pasjonat z przekonania

Niedziela, 7 sierpnia 2016, 12:23
Aktualizacja: Wtorek, 9 sierpnia 2016, 7:42
Autor: Angelika Grzywacz–Dudek
Jelenia Góra: Terapeuta z powołania, pasjonat z przekonania
Fot. Archiwum Prywatne
Przez 32 lata walczył o życie kilku tysięcy ludzi uzależnionych od narkotyków i alkoholu. Wiele z tych nierównych walk wygrał, pozostałych nie traktował jak porażki. Czuł się jak lekarz walczący z najcięższym rakiem. Od lat szkoli terapeutów w całej Europie. Jest też pasjonatem czytania i słuchania książek, tworzenia stron internetowych, filozofii orientalnej, podróży, jazdy na motocyklu i rowerze. Uprawia również ogród i nordic walking – mowa o Józefie Leśniaku zgłoszonym przez naszych Czytelników do grona „Zwykłych – Niezwykłych Jelonki.com”.

Józef Leśniak, mimo poświęcenia całego życia osobom uzależnionym od narkotyków i alkoholu, a w ostatnim czasie również ofiarom przemocy i traumatycznych zdarzeń, nie ma gabloty z nagrodami. Jedynym docenieniem go była nagroda przyznana mu w 2014 roku w konkursie „Od PRL-u do demokracji - Oni zmieniali Jelenią Górę w okresie ostatnich 25 lat”.

- Nie robię tego dla nagród i wyróżnień, dla odznaczeń czy uznania – mówi Józef Leśniak. – Wybrałem swoją drogę, którą traktuje jak życiową misję, bo wierzę, że trzeba ratować każde życie. Jest ono bowiem wartością samą w sobie – dodaje.

Ścieżką swojej misji Józef Leśniak zaczął kroczyć już jako nastolatek. Jako 15-letni mieszkaniec Jeżowa Sudeckiego zamarzył kiedyś wyjechać do Wrocławia. Miasta, które go oczarowało pewnego wieczoru, kiedy neony i światła stworzyły wizję magicznego miejsca, w którym zapragnął zamieszkać.

- Po skończeniu Szkoły Podstawowej w Jeżowie Sudeckim, w 1974 roku wyjechałem, by uczyć się w Elektronicznych Zakładach Naukowych przy Elwro – wspomina. – To była renomowana szkoła. Cieszyłem się, że się do niej dostałem. Miałem masę braków, które zacząłem intensywnie nadrabiać. Pociągało mnie czytanie książek. Czytałem je pasjami. Niemal codziennie odwiedzałem księgarnie i antykwariaty z nadzieją, że w czasie ocenzurowanej literatury, uda mi się wychwycić ciekawą pozycję. Chciałem nawet studiować polonistykę, ale moja znajoma odradziła mi. Powiedziała, że tam „zbabieję” na kierunku, na którym studiowały głównie kobiety. W czasie studiów, w okresie stanu wojennego, razem z Bogdanem Zdrojewskim wyjeżdżaliśmy do Warszawy po bibułę (wydawnictwa bez zezwolenia na rozpowszechnianie – wydawnictwo podziemne). Groził za to wilczy bilet, ale w ramach gratyfikacji można sobie było wybrać jedną pozycję książkową lub kasetę magnetofonową – dodaje „Zwykły – niezwykły Jelonki.com”.

Za radą koleżanki, J. Leśniak polonistykę porzucił i wybrał Katedrę Filozofii i Socjologii na Uniwersytecie Wrocławskim. I tu miał pierwszy kontakt z osobą uzależnioną od narkotyków. - Na pierwszym roku zamieszkałem z Jurkiem, który dożylnie brał heroinę i zajmował się produkcją tego narkotyku. Został on wyrzucony z akademika, ale zanim to się stało, razem słuchaliśmy radiowęzła. Któregoś dnia usłyszeliśmy w nim Marka Kotańskiego. Mówił w taki sposób, który utkwił mi w pamięci na zawsze. Chyba od tego momentu wiedziałem, co będę w życiu robił. Pracę pisałem z socjologii. Po raz pierwszy od wielu lat można było sobie wybrać temat, który wcześniej był tematem tabu, a dotyczył uzależnienia od narkotyków. I ja go podjąłem. Wbrew rodzinnym oczekiwaniom. Kiedy zaczynałem studia rodzice, zajmujący się ogrodnictwem, mówili mi żebym wracał do domu i zajął się ogrodem, który przyniesie mi pieniądze. Ja jednak wiedziałem, że będę pomagał ludziom – dodaje.

Swoją pierwszą pracę podjął na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, gdzie wykładał socjologię pracy. Nie zagrzał tam jednak zbyt długo miejsca. Zrezygnował, kiedy kazano mu się zapisać do partii. A że już w takcie studiów magiczne miasto wydało się Józefowi Leśniakowi zbyt głośne i tłoczne, zgasły magiczne neony i prysł czar magii, w 1984 roku postanowił wrócić do Jeżowa Sudeckiego. – Czuję się jednak jeleniogórzaninem, bo od zawsze tu pracuję, spędzam tu więcej czasu niż w domu, a najlepszym razie fifty-fifty – mówi Józef Leśniak.

Po powrocie z Wrocławia, najpierw miał pracować w Szkole Podstawowej nr 4 (obecnie Gimnazjum nr 4) jako pedagog szkolny. – Chciałem pracować z młodzieżą, ale żeby móc podjąć pracę, musiałem przejść rozmowę w kuratorium, gdzie po obejrzeniu moich dokumentów podpowiedziano mi, że w Mysłakowicach w Czerwonym Dworku otwiera się Monar, ośrodek rehabilitacyjny dla osób uzależnionych. W tzw. międzyczasie, mając do odrobienia rok służby w wojsku, zacząłem ją w Sieradzu i przeniesiono mnie do Szkoły Oficerskiej w Jeleniej Górze, gdzie wykładałem socjologię wojska. Proponowano mi zostanie tam na dłużej, ale nie zgodziłem się, bo to co wykładałem, kłóciło się z moimi poglądami i wartościami. W Monarze w Mysłakowicach pracowałem trzy miesiące. Zrezygnowałem, kiedy urodził mi się mój syn Kordian (obecnie ma 31 lat i mieszka na Malcie). Później jako specjalista terapii uzależnień pracowałem w Poradni Profilaktyki i Terapii Uzależnień „Monar” w Jeleniej Górze przy ul. Wolności, w punkcie konsultacyjnym. Pracując z ludźmi, cały czas miałem przed oczami Jurka, który zaprzepaścił swoje życie wciągając w narkotyki również swoją żonę, skrzywdził swoje dzieci. Moja pierwsza pacjentka Ewa wyszła na prostą, założyła rodzinę, skończyła studia, jest terapeutką. Jednak nie wszystkich można było z nałogu wyciągnąć. Wyleczalność była oficjalnie na poziomie 10 procent, a moim zdaniem, dużo niższa. Oczywiście miewałem chwile zwątpienia, ale nigdy nie traktowałem śmierci swoich pacjentów jako porażki. Przecież glejak, najcięższy rak mózgu, jest praktycznie nieuleczany, a śmiertelność pacjentów z tym nowotworem jest bardzo wysoka, ale lekarze podejmują się jego leczenia. Moi pacjenci często chorowali na rozmaite choroby zakaźne: HIV, AIDS, ale też inne przenoszone z krwią na igłach. Wiedziałem, że muszę walczyć, być z ludźmi, którzy mnie potrzebowali, dawać im nadzieję. Często, szczególnie po dyżurach 48 – godzinnych, „zabierałem” swoich pacjentów ze sobą. Myślałem o nich, czy nie wyjechali, czy nie poddali się, czy żyją. Z czasem nauczyłem się oddzielać pracę od życia prywatnego. Dzisiaj też jest inna generacja narkotyków, tzw. "czystych narkotyków" – dodaje.

Od 1992 do 2009 roku był szefem jeleniogórskiego Monaru (teraz kieruje nim jego żona Żaneta Leśniak). – Zrezygnowałem z tej funkcji, bo było za dużo papierologii, a ja wolę pracę z ludźmi – mówi.

Życie Józefa Leśniaka, to jednak nie tylko terapie, ale i szkolenia terapeutów. W tym kierunku przeszedł on kilkanaście szkoleń i kursów. Jest superwizjerem i prowadzi szkolenia w całej Europie. Dużo podróżuje, również prywatnie.

– Zwiedziłem praktycznie całą Europę, byłem też na Florydzie. Prywatnie jeżdżę z żoną Żanetą i córką Zuzanną (12 lat) pod namioty, które w każdej chwili można zwinąć i jechać dalej. Zjechałem Rosję wzdłuż i w szerz, gdzie szkoliłem rosyjskich terapeutów, miałem staż w Brukseli, byłem we Włoszech, na Sycylii, Słowenii, we Lwowie - w Kresach jestem zakochany. W tym roku chcemy jechać z rodziną do Czarnogóry, może też do Albanii – opowiada.

Podczas podróży słucha książek. W czasie wolnym je czyta, ale też (od pięciu lat) jeździ po bezdrożach motocyklem, zwiedza region na rowerze, wędruje z kijkami, fotografuje. Pielęgnuje rodzinną tradycję prowadząc ogród, w którym ma praktycznie wszystko, od kwiatów, po owoce i warzywa. Społecznie tworzy strony internetowe dla fundacji zajmujących się pomocą, co sprawia mu ogromną przyjemność. Od zawsze słucha muzyki (głównie poważnej i jazzu, ale nie tylko). Od lat zgłębia wiedzę na temat filozofii orientalnej i zdrowej żywności, uprawia jogę, teraz już tylko w wymiarze duchowym.

Komentarz autorki
Zapytany o marzenie, Józef Leśniak zaznacza, że nie nadaje się ono do publikacji. Rzeczywiście jest zbyt osobiste i zbyt delikatne, by dało się zamknąć w pisanym słowie. Jednak jest też najlepszą odpowiedzią na pytanie, jaki jest Józef Leśniak. Jest cały oddany innym.
Angelika Grzywacz - Dudek

Sonda

Czy zdarzyło Ci się, że samochodem wpadłeś/aś w poślizg, ale nic się nie stało?

Oddanych
głosów
620
Tak
80%
Nie
20%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Nigdy nie rób i nie spożywaj tych rzeczy
Rozmowy Jelonki
Zwierzęta boją się huku petard 100 razy bardziej niż człowiek
 
Aktualności
Uważajcie, bardzo trudne warunki na drogach
 
Aktualności
Wieża Książęca znów zachwyca
 
Aktualności
Koniec stacji PKP w Mikułowej
 
Karkonosze
Ratownicy wchodzili na Śnieżkę po pijanego!
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group