Piątek, 30 lipca
Imieniny: Julity, Piotra
Czytających: 6958
Zalogowanych: 11
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Kotlina Jeleniogórska: Strach wsiąść do autobusu

Poniedziałek, 23 lipca 2007, 0:00
Aktualizacja: Poniedziałek, 23 lipca 2007, 13:40
Autor: Angela/ TEJO
Kotlina Jeleniogórska: Strach wsiąść do autobusu
Fot. Angela
Zły stan autokarów i zmęczeni kierowcy: to może doprowadzić do tragedii.

Wypadek polskiego autokaru z pielgrzymami we Francji to szok nie tylko dla rodzin i bliskich ofiar i poszkodowanych. Zatrwożeni są wszyscy, którzy zamierzają wybrać się autokarem w dłuższą podróż.

Przypomnijmy zdarzenie z końca maja, kiedy to Podgórkach blisko Jeleniej Góry spłonął autobus przewożący szkolną wycieczkę. Wtedy, na szczęście, pasażerom udało się w porę uciec z dymiącego pojazdu.
Jednak w przypadku, kiedy taki autobus spada przy okazji w przepaść – szanse ratunku są nikłe.

Tymczasem połatane i poskręcane przez mechaników autobusy „jakoś” jeżdżą. Na nowe przewoźników nie stać, a pracować trzeba. Czasem pasażerowie wchodząc do rozsypującego się pojazdu, modlą się o bezpieczne dojechanie do celu. Kierowca zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą, choć sam zdaje sobie sprawę, że to nie do końca prawda.

Kierowcy i mechanicy są przekonani, że w takim i gorszym stanie jest około siedemdziesiąt procent taboru komunikacji miejskiej i międzymiastowej. Tymczasem tylko najprężniej rozwijające się firmy przewozowe mogą sobie pozwolić na wymianę autobusów na nowe. Do nich należy, między innymi, PKS Tour w Jeleniej Górze.

– Autobusy, które liczą więcej niż 10 lat to zaledwie 30 procent taboru – mówi Paweł Karmelita. – Staramy się w miarę możliwości wymieniać je na nowe, ale na to potrzebne są pieniądze. A tych większość firm przewozowych niestety nie ma. Stąd właśnie łatanie dziur w starych wrakach autobusów, których pasażerowie mają już serdecznie dosyć.

– Jak można dopuszczać do kursu autokary, które już samym wyglądem straszą – mówi Ania Kruk czekająca na autobus do Świerzawy.
Ta miejscowość i okolice obsługiwane są przez wiekowe autosany, kopcące spalinami i śmierdzące w środku. – Zdarzyło się, że czekaliśmy aż kierowca naprawi, jak to za każdym razem określa, „drobną usterkę” – dodaje pasażerka.

Takie sytuacje zdarzają się głównie na połączeniach lokalnych. Autobusy, które jadą za granicę, muszą być w bardzo dobrym stanie po obowiązkowych przeglądach. Tu problem leży gdzie indziej: kierowcy mogą być zmęczeni.

– Wystarczy chwila dekoncentracji, aby sytuacja wymknęła się spod kontroli. Zwłaszcza na krętych, górskich drogach. Tak najpewniej stało się we Francji – przypuszcza Michał Chacimski z jednej z firm przewozowych.
– Kierowcy muszą być wypoczęci. Nie ma mowy o tym, aby w dłuższe trasy jeździli bez zmienników. Do Francji i Hiszpanii wysyłamy nawet trzech kierowców – dodaje.

Autobusy turystyczne, którymi dysponują lokalni przewoźnicy, to najczęściej używane pojazdy, których pozbywają się bogatsze firmy. Na zakup nowych przedsiębiorców z mniejszych miast nie stać.

Ratownicy podkreślają, że po wypadku łatwo o pożar autobusu. – To płonąca pochodnia, śmiertelna pułapka, z której wydostanie się graniczy z cudem. Zwłaszcza jeśli w takim autokarze wybuchnie panika – przestrzegają.

Wnętrze pojazdu jest wykonane z łatwopalnych materiałów. Do tego dochodzi paliwo, które w przypadku wywrotki i uszkodzenia zbiorników wszystko zalewa. Wystarczy iskra z nie do końca sprawnego silnika i autobus może spłonąć jak błyskawica.

Autokarową ofertę biur turystycznych coraz częściej wypierają propozycje dostania się do miejsca przeznaczenia samolotem. Zwłaszcza jeśli chodzi o dłuższe, europejskie dystanse do Hiszpanii czy Portugalii. Podróż autobusem trwa około 36 godzin. Samolotem – wraz z doraciem na lotnisko we Wrocławiu i czasem potrzebnym na załatwienie lotniskowych formalności – to około czterech, pięciu godzin.

Zdaniem gestorów turystyki loty są coraz tańsze i bezpieczniejsze, ale nie zanosi się na to, że zepchną na margines podróże autokarami. Zwłaszcza do bliższych krajów, choćby Francji czy Włoch.
Kierowcy często sami wybierają trudniejsze odcinki podgórskich dróg, choć są one bardzo niezbezpieczne. I nie chodzi tu tylko o podziwianie krajobrazów, ale i o oszczędność. Większość takich traktów można ominąć korzystając z autostrad, które – na przykład we Francji – są płatne.

Oby tragedia z Villiers uświadomiła wszystkim przewoźnikom, zarówno lokalnym jak i międzynarodowym, że bezpieczeństwo podróżnych jest najważniejsze.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (19) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group