Piątek, 22 stycznia
Imieniny: Anastazego, Wincentego
Czytających: 2252
Zalogowanych: 1
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Monika Szwaja: piszę ksiażki (nie tylko) dla pieniędzy

Czwartek, 29 marca 2012, 7:43
Aktualizacja: Piątek, 30 marca 2012, 14:44
Autor: RED
JELENIA GÓRA: Monika Szwaja: piszę ksiażki (nie tylko) dla pieniędzy
Fot. RED
– Miałam dramatyczną sytuację finansową i zaczęłam pisać, bo to potrafię – wyznała Monika Szwaja, poczytna powieściopisarka, która wczoraj była gościem Książnicy Karkonoskiej. Z czytelnikami rozmawiała o propagowaniu dobrych postaw na kartach jej powieści, muzyce i rejsach morskich, które są pasją kochającej życie literatki.

Fanom literatury nie tylko dla kobiet tej autorki przedstawiać nie trzeba. “Dziewice, do boju!”, “Zatoka trujących jabłuszek”, “Zupa z ryby fugu”, wreszcie – “Matka wszystkich lalek” – to tylko niektóre tytuły z bogatego dorobku Moniki Szwai: dziennikarki z zawodu, pisarki z wyboru, mieszkającej w Szczecinie, ale związanej mocno z Karkonoszami, gdzie czuje się prawie jak u siebie. W latach 80. XX wieku mieszkała w Zachełmiu i uczyła polskiego w szkole podstawowej w Podgórzynie. Wcześniej była związana z Telewizją Polską, ale pracę straciła w stanie wojennym za “wywrotowe poglądy”.

- Praca w telewizji była dla mnie jak narkotyk. Uwielbiałam to zajęcie i ludzi tam pracujących – wyznała. Wróciła do zawodu po przemianach ustrojowych w 1989 roku, jednak kłopoty zdrowotne sprawiły, że odeszła na wcześniejszą emeryturę. Zaczęła pisać – jak podkreśliła bez obłudy – dla pieniędzy. - Miałam kilka kart kredytowych i przelewałam “z pustego w próżne” – mówiła Monika Szwaja. Postawiła na literaturę, bo czuła w tym powołanie i udało się: osiągnęła sukces na rynku, mało tego – założyła własne wydawnictwo. Jednak nie wzięło się to z niczego, ale z ciężkiej pracy, którą autorka bardzo sobie ceni i lubi.

Jaki ma przepis na napisanie dobrej książki? - Stosuję tę samą zasadę, co w telewizji, gdzie mawiałam, kiedy przygotowywałam program: to się musi dać oglądać, inaczej – choćby nie wiem, jakie mądre słowa padały z ekranu, widz przełączy na inny kanał. Analogicznie w przypadku książek: to się musi dać czytać! – opowiadała Monika Szwaja. Kiedy pracuje nad książką, często – po paru dniach - wraca do tego, co już napisała, i weryfikuje. Czyta także własne książki, aby nie powielać pomysłów i dowcipów. - Wiem, że wielu czytelników nie znosi mojego poczucia humoru, ale są i tacy, którzy je lubią. I to dla nich piszę – powiedziała nie precyzując, do kogo konkretnie adresuje książki.

Monika Szwaja zaprzeczyła jednocześnie, że tworzy literaturę stricte kobiecą. Dowiedziała się, że pewien kapitan statku bardzo sobie cenił jej książki, zaś – ukradkiem – czytali je także jego koledzy. - Kieruję moje powieści po prostu do odbiorców – zaznaczyła podkreślając, że zależy jej na promowaniu tego, co w świecie jest dobre. - Kiedy pracowałam w telewizji, robiłam programy o zjawiskach niepokojących i złych, a przecież nie tylko z tego składa się życie. Toteż w książkach staram się to właśnie oddać. Nie znaczy to, że moi bohaterowie nie przeżywają trudnych chwil cierpienia: tak nie jest, bo ono – prędzej czy później – dopadnie każdego człowieka – mówiła Monika Szwaja.

Autorka posiłkuje się głównie wyobraźnią. Rzadko portretuje w książkach swoich znajomych. Jeśli tak się dzieje, to za ich zgodą, najczęściej drugoplanowo. Czerpie też inspiracje z doświadczeń życia: w jednej z powieści napisała o Karkonoszach, a także z licznych podróży, głównie morskich. Żegluga, bowiem, jest pasją pani Moniki. Długo opowiadała o rejsach “Darem Młodzieży”, żaglowcem, w którym regularnie od trzech lat pływa w sezonie w różne ciekawe zakątki. Nie boi się sztormu, nie ma choroby morskiej i ufa ludziom morza, którzy czuwają nad bezpieczeństwem na pokładzie.

Monika Szwaja ceni też muzykę, głównie etniczną i klasyczną. - Jutro jadę do Filharmonii Narodowej, do Warszawy, bo dyryguje Jerzy Semkow, w którym kocham się od 40 lat. Widziałam go na żywo trzy razy, jak dyrygował. Jutro będzie czwarty raz – mówiła pisarka. Ceni sobie także szanty, nie takie przyśpiewki, jakie znane są ogółowi, ale prawdziwe morskie pieśni, które powstały w dawnych latach na ogromnych żaglowcach.

A poza tym? - Kocham życie i wszystkich (no prawie) ludzi – wyznała. Takie nastawienie zrodziło się w literatce około 10 lat temu, kiedy w płucu lekarze odkryli zmiany, które okazały się nowotworem. Trafiła na stół operacyjny. Szczęśliwie – choroba nie miała charakteru złośliwego. - Od tamtego momentu cieszę się każdą chwilą, każdym kwiatkiem, każdym uśmiechem – mówiła Monika Szwaja, z której rzeczywiście emanowała prostoduszność i życzliwość.

W Ksiażnicy Karkonoskiej spotkała też znajomych z dawnych lat, kiedy pracowała w Podgórzynie. Dotarł, między innymi, Jacek Jakubiec, kustosz Dworu Czarne, który w latach 80. “konspirował” z Moniką Szwają znaną z wywrotowych politycznie poglądów. - Ale do tamtych czasów nie wracam na kartach książek: nie lubię kombatanctwa. Żyję zawsze do przodu! - powiedziała powieściopisarka.
Spotkanie, na które – jak podkreśliła Alicja Raczek, p.o. dyrektor Książnicy Karkonoskiej – czekano prawie trzy lata, upłynęło w bardzo przyjemnej atmosferze rozmowy bohaterki z czytelnikami jej książek. Była możliwość zakupu kilku pozycji i otrzymania autografu na pamiątkę.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (10) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group