Wtorek, 21 września
Imieniny: Jonasza, Mateusza
Czytających: 6265
Zalogowanych: 9
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Miłość, zdrada, zazdrość, seks i „List”

Poniedziałek, 22 czerwca 2009, 10:11
Aktualizacja: Środa, 24 czerwca 2009, 23:09
Autor: TEJO
JELENIA GÓRA: Miłość, zdrada, zazdrość, seks i „List”
Fot. TEJO
Piękna Zofija, Zdzisław przystojniaczek, miłosna intryga, ekscytujące momenty, kolorowe kostiumy z epoki a wszystko w autentycznym wnętrzu renesansowego dworu. Cóż więcej trzeba do udanej realizacji „Listu” Aleksandra hrabiego Fredry? Warto zobaczyć i to do końca. Nie ma bowiem możliwości wyjścia przed finałem: brama do dworu znajduje się na scenie.

Premiera najnowszego spektaklu Teatru im. Norwida już w środę. Na dziedzińcu Dworu Czarne trwają tymczasem próby przed tym najważniejszym przedstawieniem. Już można śmiało powiedzieć, że na norwidowskiego Fredrę warto poświęcić czas i pieniądze. To godna podziwu kreacja duetu: Tadeusz Wnuk (Radost) i Jacek Grondowy (Orgon) okraszona pięknem Agaty Moczulskiej (Zofia), powabem wampa Elwiry Hamerskiej-Kijańskiej (Celina) i dandysowym image Igora Kowalika (Zdzisław).

Chorobliwie zazdrosny i skąpy pan domu Orgon podejrzewa swoją żonę Celinę o zdradę. W gościnę przybywa Radost ze swoim synowcem Zdzisławem, który kocha się na zabój w Zofii. Orgon ledwo toleruje obecność Zdzisława, bo boi się, że ten uwiedzie jego Celinę. Z kolei Radost – przedstawiony jako żydowski kupiec – nie ukrywa, że chciałby swojego synowca ożenić i przy okazji ubić interes z Orgonem. W jego ręce przez przypadek trafia list skreślony ręką małżonki Celiny, w którym kobieta pisze do rzekomego kochanka słodkie słówka. Orgon wpada w szał. I docieka, kto może być adresatem listu.

Co z tego wyniknie? Mnóstwo zabawnych scenek, istna komedia pomyłek, w której – między innymi – Zdzisław bierze za kobietę przebranego w nocny strój Radosta… No i – jak to u Fredry bywa – wszystko dobrze się kończy. Okazuje się, że Celina to niespełniona literatka: właśnie zaczęła pisać nowy romans, którego początek Orgon potraktował jako zdradę. Zdzisław żeni się z Zosią. Orgon ubija interes z Radostem, a Celina – w pełni zaspokojona – dostaje srebrny pierścionek. – Miłość i zazdrość: to siostry dwie – śpiewają na koniec wszyscy bohaterowie „Listu”.

W realizacji Teatru Norwida ujmuje najbardziej duet Grondowy – Wnuk. Aktorzy po dwóch latach skazania na teatralną banicję, udowadniają, jak wielkim błędem było odsunięcie ich od przedstawień. Orgon Grondowego śmieszy do łez, a kreacja Radosta Wnuka przypomina najlepsze postacie komediowe grane przez Bourvila czy też Louisa de Funesa. Cytatów z klasycznej komedii jest tu zresztą mnóstwo. A archaizujący język tylko dodaje sztuce aury podróży do dawnych czasów.

Brawa należą się też aktorkom: dawno nie widziana na scenie Elwira Hamerska-Kijańska (Celina) rzeczywiście mogłaby dawać powód swojemu mężowi do zazdrości. Czarująca nastolatka Zosia (w tej roli gościnnie Agata Moczulska) nie kryje się z zaletami swojej urody. Między innymi, próbuje w nocnej koszuli wyjść przez okno… Momentów sensualnych jest w sztuce więcej. Zupełnie nie rażą, zawoalowane w grę słów i gestów. Tu oklaski dla Juliana Hasieja (grał we Wrocławskim Teatrze Pantonimy u Tomaszewskiego), który opracował ruch sceniczny.

O współczesności przypominają gadżety. Zdzisław, dandys świetnie zagrany przez Igora Kowalika, gra na saksofonie. A i melodia piosenki finałowej, skomponowana przez Bogdana Kocę, nie ma w sobie nic z klasycznego menueta. Skąpe instrumentarium (tylko wspomniany saksofon i tuba z muzykiem z Filharmonii Dolnośląskiej) w zupełności wystarczą jako muzyczne tło „Listu”. Sama scenografia też jest ascetyczna. Wystarczy bowiem, że sztuka rozgrywa się w naturalnym wnętrzu renesansowego zabytku dodatkowo animowanego grą świateł. Aktorzy pojawiają się w oknach, wychodzą z piwnic, bram i drzwi prowadzących do poszczególnych pomieszczeń.

Wystawienie sztuki poza przestrzenią teatru niesie ze sobą jednak sporo ryzyka. Podczas niedzielnej próby siadło światło. Najpewniej instalacja elektryczna dworu może nie wytrzymywać napięcia. Na widowni utworzonej z krzeseł, które trafią na amfiteatralny podest, nie jest za ciepło, bo na dziedziniec nigdy nie dociera słońce. Nie ma powodów do obaw przed deszczem: zadbano o prowizoryczny dach rozpostarty nad podwórcem. W naturalnej scenografii nieco rażą współczesne włączniki do światła.

Do premiery jeszcze dwa dni. Jutro (wtorek) o godz. 20 odbędzie się ostatnia próba generalna, na którą zaproszono uczestniczki castingu na rolę Zofii. Na środowy spektakl biletów już nie ma. Może być kłopot z miejscami na czwartek. Za to na piątek, sobotę, niedzielę i przyszły wtorek (od 26 do 29 czerwca i 30 czerwca) wejściówki można nabyć bez kłopotu. Cena: 18 złotych ulgowy, 25 – normalny.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (28) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group