• Sobota, 14 grudnia 2019
  • Godz. 18:49
  • Imieniny: Alfreda, Izydora, Jana
  • Czytających: 5916
  • Zalogowanych: 8
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

"Madonna" Holbeina była w Karpnikach

Wiadomości: Region
Poniedziałek, 25 listopada 2019, 7:01
Aktualizacja: Wtorek, 26 listopada 2019, 15:52
Autor: Stanisław Firszt
Hans Holbein młodszy. Madonna burmistrza Meyera/fot. Internet
Fot. Archiwum S. Firszta
Jeden z najbardziej znanych obrazów Hansa Holbeina młodszego, pt. „Madonna burmistrza Meyera”, namalowany w 1525 roku ocalał zawieruchę wojenną dzięki zapobiegliwości konserwatora zabytków Dolnego Śląska Güntera Grundmanna.

Kiedy od 1942 roku samoloty alianckie rozpoczęły bombardowanie niemieckich miast, na prośbę książęcej rodziny von Hessen, w której posiadaniu było, m.in. wspomniane arcydzieło, ich zbiory znajdujące się na zamku w Darmstadt zostały ewakuowane w bardziej bezpieczne miejsce. Za takie uważano Sudety i Kotliny Sudeckie. Tam znajdował się ich zamek letni w Karpnikach i to było docelowe miejsce zabezpieczenia rodowych zbiorów. Wśród nich znajdował się wspomniany obraz Madonny, namalowany na deskach o wymiarach 146,5 x 102 cm. Dzieło było spakowane w drewnianej skrzyni o numerze 7.

Istnieją dwa obrazy „Madonna burmistrza Mayera”. Jeden z nich to oryginał, a drugi to kopia wykonana po 1633 roku przez handlarza dziełami sztuki. Kopia trafiła po latach na dwór króla polskiego i elektora saskiego Augusta II Mocnego i wzbogaciła Galerię Drezdeńską. Oryginał został zakupiony w 1822 roku przez księcia Wilhelma, gubernatora Dolnej Nadrenii i Westwalii, brata króla pruskiego, Fryderyka Wilhelma III. Książę nabył zamek w Karpnikach położony opodal królewskiego zamku letniego w Mysłakowicach. Zakupił go dla żony Marii Anny von Hessen Homburg i wraz z obrazem Holbaina przekazał jej na własność. Odziedziczyła je ich córka Elżbieta, która była żoną księcia heskiego Karola. Ciekawostką jest to, że ich syn, książę Hesji Ludwik IV był mężem Alicji, córki najsłynniejszej królowej angielskiej - Wiktorii.

Książe Ludwik IV umieścił „Madonnę” na zamku w Darmstadt. Tam obraz był przechowywany do 1942 roku, ale dla bezpieczeństwa, jak wspomniano wyżej, został przewieziony do zamku w Karpnikach.

W cczasie wojny konserwator Günter Grundmann zabezpieczał coraz więcej dzieł sztuki i pamiątek historycznych na podległym mu terenie, szczególnie w śląskich górach (miał tu rodzinę w Cieplicach). Pracami tymi kierował ze swojego urzędu we Wrocławiu. Na terenie Śląska założył wiele miejsc ukrycia, a wszystko skrupulatnie notował w zeszytach, a nawet na luźnych kartkach (dzisiaj spisy te nazywa się listą Grundmanna).

W okolicach Jeleniej Góry, w latach 1942-1944 założył ich siedem: w cieplickim klasztorze, w Urzędzie Kameralnym Schaffgotschów (pałac w Sobieszowie), w Wieży Książęcej w Siedlęcinie, w willi Guthmanna-Zimmermanna w Szklarskiej Porębie, w zamku w Mysłakowicach, w kościele Św. Józefa w Krzeszowie i zamku w Karpnikach. Dzięki temu ocalił tysiące dzieł sztuki. Przeniesienie zbiorów z Darmstadt do Karpnik uchroniło tamtejsze zbiory przed całkowitym zniszczeniem, bowiem zamek książąt von Hessen doszczętnie spłonął w czasie walk z 11 na 12 września 1944 roku.

Do końca 1944 roku z różnych opuszczonych dworów i zamków pozwoził do miejsc ukrycia cenne obiekty, a pod koniec tego roku najcenniejsze z nich zwiózł do pałacu Schaffgotschów w Cieplicach (były tam również dzieła sztuki wywiezione z Polski, m.in. z Warszawy i Krakowa). Do kiedy tylko mógł akcjami tymi zarządzał z Wrocławia. Kiedy jednak na początku 1945 roku ruszyła sowiecka nawała, a stolicę Dolnego Śląska ogłoszono twierdzą, władze zarządziły 20 stycznia 1945 roku ewakuację wielu urzędów. Grundmann opuścił miasto 23 stycznia z poleceniem wywiezienia ze Śląska na Zachód najcenniejszych obiektów historycznych i dzieł sztuki, aby nie uległy zniszczeniu lub nie wpadły w ręce Sowietów.

W ciągu trzech tygodni zwiózł najcenniejsze obiekty do cieplickiej siedziby Schaffgotschów, którą właściciele już opuścili. Czas naglił. I jak sam wspominał: „A w Karpnikach czekała na mnie Madonna Holbeina! Nadszedł dzień 12 lutego. Na górach otaczających Kotlinę Jeleniogórską toczyły się już gwałtowne boje, lada godzinę spodziewano się, że Rosjanie przerwą front. Zdałem sobie sprawę: jeżeli moja cała akcja ratunkowa ma mieć jakikolwiek sens, to muszę uczynić wszystko, co w mojej mocy, by zebrane w Cieplicach dzieła sztuki wywieść na Zachód. Niewyobrażalnie trudne było urzeczywistnienie tego zamierzenia. Równocześnie był to zamiar niebezpieczny, bo jeszcze wciąż Partia dbała o pozory i aresztowała i rozstrzeliwała każdego, kto był zdania, iż walka jest przegrana i zdążał na tyły. Udało mi się jednak przekonać decydujące czynniki Wermachtu o konieczności wywiezienia dzieł sztuki; czynniki te otrzymały również telegramy Księcia Heskiego z prośbą o pomoc”.

W dniu 12 lutego 1945 roku Günter Grundmann zabrał samochodem meblowym z zamku w Karpnikach najcenniejsze obiekty, w tym obraz Holbeina i przewiózł je do pałacu w Cieplicach. Tam, w nocy z 12 na 13 lutego decydował co ewakuować na Zachód (miał tylko jeden samochód meblowy !). Jak pisał: „Tej nocy gdy w Cieplicach ustaliłem ostatecznie, które dzieła sztuki mają być załadowane, ożywiała mnie wciąż myśl o obrazie, który został mi powierzony. Myśl ta dała mi siłę do wytrzymania wraz z moją żoną nie chcącej się zakończyć podróży, która trwała osiemnaście dni i nocy i nie do popadania w rozpacz”.

Samochód załadowany przede wszystkim obiektami z zamku Darmstadt przechowywanymi w Karpnikach ruszył przez Śląsk do Saksonii, a następnie przez Czechy do Niemiec w kierunku Coburga. Tam cenny ładunek został zabezpieczony i przetrwał walki Amerykanów z Niemcami. Dzisiaj „Madonna burmistrza Meyera” znajduje się znowu na zamku Darmstadt.

Wiele obiektów zabezpieczonych przez Grundmanna, których nie mógł on ewakuować na Zachód, wpadło na wiosnę 1945 roku w niepowołane ręce: sowieckich żołdaków, polskich i niemieckich szabrowników, nieodpowiedzialnych nowych władz lokalnych i napływającej fali nowych mieszkańców tych ziem. Wiele obiektów zabytkowych i dzieł sztuki z dawnych zbiorów Schaffgotschów i z dawnych polskich zbiorów z Warszawy i Krakowa ocalało w Cieplicach dzięki Kazimierzowi Pawelskiemu, robotnikowi przymusowemu w majątku Schaffgotschów, późniejszemu mieszkańcowi Cieplic Śląskich Zdroju.

Większością zbiorów Schaffgotschów „zaopiekowały” się nieco później nowe polskie władze. Zrobiły to tak umiejętnie, że aby je dzisiaj zobaczyć trzeba by zorganizować „Tour de Pologne” po muzeach, archiwach, bibliotekach i zbiorach prywatnych.

Twoja reakcja na artykuł?

10
56%
Cieszy
0
0%
Dziwi
0
0%
Nudzi
1
6%
Smuci
1
6%
Złości
6
33%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (11) Dodaj komentarz

~jakim trzeba być 25-11-2019 9:18
....matołem? żeby działania szkodnika Grundmanna nazywać zapobiegliwością? Facet ukradł w Polsce co mógł. "W skrytce w Cieplicach, gdzie Grundmann miał willę odnaleziono 19 skrzyń ze zbiorami skarbca katedry na Wawelu, katedry warszawskiej, Wilanowa, Łazienek, Muzeum Narodowego w Warszawie i Muzeum Czartoryskich w Krakowie" tyle ten człowiek "uratował"z Polski. Gdyby nie szybkość ofensywy wojskowej nigdy byśmy tych zbiorów nie odzyskali. Do dzisiaj jego potomkowie? zajmują się wywożeniem dzieł sztuki z Dolnego Śląska przy aktywny udziale różnych "lokalnych patriotów". Nadal centrum tego procederu są Karpniki... Pan Firszt zaś szczęśliwy...
~zwykla_baba 25-11-2019 9:33
Piękna historia i przepięknie opowiedziana 🌝
~lolek 25-11-2019 11:23
"Zapobiegliwość"? To tak się nazywa rabunek dzieł sztuki? Czy ten sam pan nie zbierał czasami kolekcji dla Georinga lub innego gościa z wierchuszki NSDAP? A dzisiaj to "konserwator zabytków". Prawdę o złodziejach piszcie
~Jak lolek to i bolek 25-11-2019 13:24
Nikt Grundmannowi nie odmówi zapobiegliwości i tego, że był uzdolnionym człowiekiem i prawdziwym konserwatorem w odróżnieniu od tych co po wojnie działali na Śląsku.Nie lubił partyjnych funkcjonariuszy z Georingiem na czele i nienawidził złodziei dzieł sztuki.Jeśli już mielibyśmy podać listę złodziei to zaczynałaby się od 1945 roku i miałaby kilkaset stron.W ilu domach nie tylko na Dolnym Śląsku do dzisiaj znajdują się dzieła sztuki po dziadkach i pradziadkach tylko nie z naszej strony.
~Sowa 25-11-2019 16:32
Panie Stanisławie, czy mógłby Pan coś napisać o podobozie Gross - Rosen w Jeleniej Górze i Cieplicach?
~s. 25-11-2019 21:26
do: ~Sowa (16:32)
Były dwa podobozy. Jeden w Cieplicach na starym boisku obok Wojewódzkiej. Powstał w październiku 1944, funkcjonował do kwietnia 1945. pracowali w Fampie. Drugi przy późniejszej Celwiskozie od marca 1944 do marca 1945. Pracowali w Celwiskozie i w optycznych. W obydwu podobozach pracowali głównie żydzi. W JG istniało jeszcze w 1943 arbeitskommando, które wykorzystywało przymusową pracę więźniów różnej narodowości. Znaną postacią w filii Cieplickiej był lekarz, dziennikarz i pisarz Arnold Mostowicz.
~Pamięć 25-11-2019 19:00
Niemieccy "ŻOŁNIERZE" rycerskiego Wermachtu (zwłaszcza z jesieni 1939 roku - Piaśnica) rabowali i niszczyli polskie muzea, a sowieccy "ŻOŁDACY" też śmieli robić to samo. Panie Firszt trzymaj Pan fason! P.S.: Plusy dla "Sowy".
~Sowa 25-11-2019 19:19
do: ~Pamięć (19:00)
Wiem tylko tyle, że w Cieplicach był podobóz przy fabryce maszyn papierniczych, ale prawdopodobnie produkowano tam także haubice i silniki do samolotów. Wizytował go ponoć sam Mengele prowadzący eksperymenty pseudomedyczne w Auschwitz. W Jeleniej podobóz był przy fabryce celulozy. Ale czy to prawda, gdzie dokładnie zlokalizowane były obozy, czy coś po nich zostało?
~Grześ 26-11-2019 10:42
To może po kolei. Grundmann nie niszczył dzieł sztuki. on je z pożogi wojny ratował. A że zabezpieczał z polskich skarbnic też, to cóż powiedzieć. Utrata niezabezpieczonych dzieł sztuki np. z Warszawy spalonych w czasie i po powstaniu jest poniekąd skutkiem braku takiego innego Grundmanna, który interesował by się tymi zbiorami. Obozy filie były na terenie przed bramą wjazdową na teren Celwiskozy - terza jest tam hurtownia spożywcza i koło niej obelisk upamiętniajacy ofiary, a murowany budynek przy bramie ( taki barak) to dawna komendantura i pomieszczenia strażników oraz chyba kuchnia obozowa. Baraki zostały rozebrane i przewiezione do Sarbinowa nad morzem i zmontowano ponownie w 1961 roku aby stworzyć podwaliny ośrodka kolonijnego dla dzieci pracowników. W Cieplicach teren obozu to dzisiaj zarośnięte ale płaskie okolice stadionu i dawnej gazowni przed torami kolejowymi . Część murowanych baraków jest zamieniona na mieszkania i stoi tam pomnik upamiętniający, częśc wyburzono. Były jeszcze podobozy z barakami w Mysłakowicach przy Orle ale w latach 80-tych je wyburzono, a przed mieściła się w nich kwatera chyba ZOMO.
~Pamięć 26-11-2019 21:05
do: ~Grześ (10:42)
Po raz pierwszy byłem na koloniach w Sarbinowie w 1955 roku (i wcale nie jestem pewien, czy to był pierwszy rok funkcjonowania tego ośrodka). Kwadrat z boiskiem do siatkówki, a jednocześnie plac apelowy tworzyły 3 baraki. Dwa równoległe - mieszkalne i jeden poprzeczny - stołówka. Całość zamykał poniemiecki, murowany budyneczek (willa), gdzie mieściło się kierownictwo kolonii. Jeździłem tam 7 razy, od I - VII klasy. Mój ojciec był robotnikiem na dziale wodnym i filtrach ówczesnej Celwiskozy. Tak więc podany rok 1961 trzeba obniżyć o co najmniej 6 lat :-). Pomnik Ofiar Faszyzmu odsłonięto 1.09.1966 roku. Zdjęcie na "fotopolsce".
~eco 28-11-2019 19:22
Ulicę Zakopiańską w Cieplicach upodobali sobie konserwatorzy zabytków. Najpierw Grundmann (właściwie to jego matka), później W.K. Też konserwator wojewódzki. Nawet upodobali sobie ten sam domek! :-)

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group