Wtorek, 17 maja
Imieniny: Weroniki, Sławomira
Czytających: 2295
Zalogowanych: 1
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Łukasz pnie się w rankingach zawodowego boksu

Wtorek, 10 czerwca 2008, 16:57
Aktualizacja: Środa, 11 czerwca 2008, 13:03
Autor: JEN
JELENIA GÓRA: Łukasz pnie się w rankingach zawodowego boksu
Fot. Archiwum Z.Janik
Liczący 24 lata rodowity jeleniogórzanin – Łukasz Janik stoczył od grudnia 2006 roku 10 zwycięskich walk w zawodowym ringu w tym dwie przez nokaut. Czeka na kolejne pojedynki jako bokser należący do niemieckiej grupy zawodowego boksu Sauerland.

A niewiele brakowało, by zrezygnował z uprawiania tej dyscypliny. Potencjalne nieszczęście stworzyło się w momencie, gdy w Jeleniej Górze rozwiązał się bokserski klub, który przez dwa lata (1999-2001) prowadził Zenon Kaczor, prowadzący jednocześnie szkolenie w AKS Strzegom. Już wówczas Ł. Janik był najlepszy w kraju w kategorii kadetów i juniorów w wadze lekkiej. Jednocześnie trenował karate i w tej dyscyplinie w wieku niespełna 18 lat zdobył tytuł mistrza Polski.

Jak wspomina Łukasz, kiedy MKS Jelenia Góra się rozsypał, zamierzał uprawiać tylko karate. Jednak Z. Kaczor namówił go, by wrócił do boksu i tak się stało, ale dopiero po upływie połowy roku. Trenował i boksował potem kolejno: w AKS Strzegom, PKB Poznań i Gwardii Wrocław. Był najlepszy w kraju w juniorach wadze średniej, a potem w seniorach w wadze półciężkiej i ciężkiej. Największym sukcesem dla niego w boksie amatorskim było zdobycie mistrza Polski w wadze ciężkiej w 2006 r., tym cenniejsze, że miał długą przerwę w treningach po operacji kolana. W tych mistrzostwach został uznanym za najlepszego boksera i objawienie roku.

Z czegoś trzeba było żyć

- Miałem 22 lata. Jako jeleniogórzanin nie mogłem liczyć na stypendium z miasta, bo boksowałem początkowo w AKS Strzegom, a to biedny klub i nie byłem mieszkańcem tego miasta. W Poznaniu i Wrocławiu zarabiałem grosze. Raz na jakiś czas za wygraną walkę w meczu między państwowym dostałem z łaski 500 zł - mówi Łukasz.
Miał tego dość, a już pytali się o niego i kusili kontraktami przedstawiciele kilku grup zawodowego boksu. Jednak czekał i nie dawał nikomu obietnic, był przecież członkiem kadry i kandydatem na olimpiadę w Pekinie 2008. Podpisanie zawodowego kontraktu likwidowało szansę na zdobycie olimpijskiego medalu.

Bolesna decyzja

Jednak Łukasz podjął taką decyzję. 16. grudnia 2006 podpisał zawodowy kontrakt tuż przed walką z belgijskim bokserem w Kempten koło Monachium. Wygrał w nim przez techniczny nokaut. To spowodowało, że został automatycznie wykluczony z kadry Pekin 2008. Władze Polski Związku Bokserskiego były niezadowolone z tego faktu, jednak musiał tak zrobić, bo miał dosyć życia w niepewności, a rezygnacja z kontraktu oznaczała dalszą biedę przez prawie dwa lata, aż do olimpiady. Ponadto przekonał się, że w boksie amatorskim o wygraniu walki przez zawodnika decyduje głównie to, czy reprezentuje kraj, który ma najwięcej do powiedzenia we władzach światowej i europejskiej federacji boksu.

Zupełnie inny boks

Łukasz jest zadowolony z podjętej decyzji. Nie odpowiadało mu boksowanie amatorskie, które nazywa pykaniem. Zawsze preferował twardą bezpardonową walkę polegającą na pójściu za ciosem. Nie obawia się tego, że walczy się bez kasków i w mniejszych rękawicach, a uderzenia często zapierają dech. No i wreszcie ma zapewniony byt. Pierwsze pieniądze dostał za podpisanie kontraktu. Otrzymuje miesięczne wynagrodzenie i za każde wejście do ringu ustaloną stawkę, bez względu na wynik potyczki. Na razie wygrywa i pnie się w klasyfikacjach rankingowych, bo jest dobry, a o wyniku walk decydują obiektywni sędziowie.
-Jestem przekonany, że znalazłem właściwy sposób na życie – stwierdza Łukasz Janik.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (9) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2022 Highlander's Group