Niedziela, 19 września
Imieniny: Konstancji, Teodora
Czytających: 4742
Zalogowanych: 6
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

MYSŁAKOWICE: Lot „Orła” nad przepaścią

Poniedziałek, 15 marca 2010, 7:53
Aktualizacja: 7:54
Autor: Ania
MYSŁAKOWICE: Lot „Orła” nad przepaścią
Fot. dtp
Czarne chmury nad zakładami lniarskimi w Mysłakowicach. Firma jest na krawędzi bankructwa. Prezes obarcza odpowiedzialnością samorządowców i radnych, którzy nie chcą umorzyć przedsiębiorstwu półtora miliona złotych zaległego podatku od nieruchomości. Obwiniani ripostują, że to nieprawda.

Swoje stanowisko zarząd spółki wyraził podczas ostatniej sesji Rady Gminy Mysłakowice. – Prezes przekazał nam informację, że jeżeli dalej będziemy czynili kroki w celu odzyskania zaległego podatku, ogłosi upadłość. Powiedział to w taki sposób, jakby gmina była winna złej sytuacji finansowej spółki – mówi Jerzy Wateha, zastępca wójta Mysłakowic.

Radni nie spodziewali się takiego obrotu sprawy. Większość z nich była bowiem przekonana, że zarząd „Orła” przedstawi jakąś sensowną propozycję spłaty, albo wyrazi chęć dojścia do kompromisu. Tak się jednak nie stało.

– Nie mam stuprocentowej pewności, ale wydaje mi się, że sam wójt, Zdzisław Pietrowski gotów był wysłuchać prezesa spółki i dojść do ugody. Każdemu w końcu zależy na tym, żeby zakład dobrze prosperował. Dług za zaległy podatek wynosi półtora miliona złotych. Logiczne jest więc, że gmina chciałaby go odzyskać. Samorządowcom zależy jednak na tym, żeby fabryka funkcjonowała i z pewnością wielu radnych wyraża stanowisko, że mimo wszystko należy jej pomagać. „Orzeł” to w końcu historia każdego z nas. W okolicy nie ma najprawdopodobniej rodziny, z której nikt nigdy nie pracowałby w tym zakładzie – mówi Jerzy Cieślik, radny Gminy Mysłakowice.

Obecna kondycja finansowa fabryki faktycznie jest zła. „Orzeł” wyraźnie chyli się ku upadkowi, a nawet pojawiają się głosy, że powinno do tego dojść.
– Ogłoszenie upadłości w obecnej sytuacji wydaje się być rozsądne. Podejrzewam, że zakład ma przynajmniej trzy miliony długu i nie wiem czy w ogóle jest możliwa jego spłata. Jeżeli przejąłby go mądry syndyk, byłaby szansa, że odzyskałby on dobrą kondycję, bo obecnie nic na to nie wskazuje.

Gmina przecież nie może cały czas umarzać podatku, bo hamuje to w pewnym sensie jej rozwój. Szkoda tylko tego, że wcześniej nie kontrolowano sytuacji spółki – mówi anonimowo jeden z mieszkańców Mysłakowic, zainteresowany sprawą.

Tymczasem prezes spółki tłumaczy, że współpraca z gminą nie jest łatwa, a z powodu postępowania radnych i wójta zakład poniósł znaczne straty. Według niego w 2009 roku spółka wpłaciła do gminy 90 tysięcy złotych podatku z dwóch tytułów.

– Zgodnie z umową od połowy ubiegłego roku mieliśmy wpłacać do gminy 20 tys. zł miesięcznie. W związku z tym, że podnieśliśmy kapitał zabrakło nam 60 tys. złotych, mimo to zasililiśmy budżet o 90 tys. zł., bo 63 tys. zł wpłaciliśmy w ramach podatku od podniesienia kapitału. Łącznie gmina otrzymała o kilkanaście tysięcy więcej niż sama uzgodniona zaliczka z tytułu podatku.
Pomimo ciężkiej zimy, a dzięki dużym zleceniom, byliśmy w stanie od stycznia realizować wcześniejsze porozumienia. Kontrakty opiewały na kwotę dwa miliony sto tys. złotych. Niestety gmina zablokowała konta spółki i nie mogliśmy wszcząć produkcji, bo nie mieliśmy pieniędzy na zakup przędzy – mówi Rafał Czupryński.

– Jeszcze w 2008 roku zwróciliśmy się do wójta o zmniejszenie podatku. Nie mógł tego zrobić, ale w zamian umówiliśmy się, że w deklaracji podatkowej ujmiemy tylko te nieruchomości, które użytkujemy. Niestety były to wyłącznie ustne uzgodnienia i ostatecznie nie doszły do skutku. W późniejszym czasie dostaliśmy bowiem pismo, że wszczęto przeciwko nam postępowanie karno-skarbowe, a w sierpniu 2009 r., czyli na samym początku sezonu produkcyjnego, egzekucję komorniczą.

Ostatecznie fabryka stanęła na sześć tygodni, generując około 860 tysięcy złotych strat. Nie mówiąc już o tym, że w tym czasie mogłaby zarobić prawie milion dwieście złotych. Podobna sytuacja powtórzyła się w styczniu br. Było to dla mnie bardzo niezrozumiałe, ponieważ w grudniu 2009 roku rozmawiałem z wójtem i doszliśmy do porozumienia. Reasumując spółka poradziła sobie ze 170 egzekucjami, przetrwała kryzys, ale nie jest możliwe porozumienie z gminą.

Rozważamy więc ogłoszenie upadłości likwidacyjnej. Poza tym sytuacja firmy, a przede wszystkim koszt egzekucji i fakt niskich poziomów kapitałów obrotowych (czyli gotówki) był gminie od początku jasno komunikowany wiec wszczynając egzekucje wiedzieli że w spółce pieniędzy na jej zaspokojenie nie ma – wyjaśnia prezes Rafał Czupryński.

Wójt Zdzisław Pietrowski odpiera zarzuty i tłumaczy, że odpowiedzialny jest przede wszystkim za gminę. - Należy sobie uzmysłowić, że ja jestem odpowiedzialny za gminę, a prezes za spółkę. Gmina niejednokrotnie pomagała zakładowi. W ciągu kilku lat umorzyliśmy „Orłowi” około czterystu tysięcy złotych podatku. Sam jestem ostatnią osobą, która chciałaby, żeby fabryka ta nie istniała. Nie mówiąc już o tym, że przez 12 lat byłem jej pracownikiem, a kiedy rozpocząłem pracę w 1966 roku zakład zatrudniał około trzech tysięcy osób.

Jeszcze kilka miesięcy temu miało dojść do ugody spółki z samorządem. „Orzeł” miał bowiem przekazać jedną ze swych nieruchomości na rzecz gminy. Transakcja nie doszła jednak do skutku. Prezes zakładów przekonuje, że wszystkie czynności zostały w tej sprawie dokonane, ale gmina musi podpisać umowę przedwstępną, co nie jest łatwe.

– Nie doszło do porozumienia z gminą w tej sprawie, ponieważ wójt nie podpisał umowy przedwstępnej, która jest potrzebna do uzyskania zgody na transakcję od drugiego wierzyciela, czyli ZUS-u oraz Zgromadzenia Walnego. Natomiast wydzieliliśmy działkę i jest ona gotowa do sprzedaży – tłumaczy Rafał Czupryński.

Prezesa popiera także jego pracownik, dyrektor administracji, Tadeusz Drozda. – Gmina pomogła zakładowi tylko raz. Natomiast odkąd przejęli go nowi prezesi nie udzielono spółce żadnego wsparcia. Nie mówiąc już o tym, że w połowie lat 90. „Orzeł” przekazał gminie wiele obiektów m. in. znany w okolicy budynek Miejskiego Ośrodka Kultury oraz oczyszczalnię ścieków, w którym prowadzona jest także działalność gospodarcza, zasilająca budżet gminy – mówi Tadeusz Drozda.

Obecnie w fabryce nic się nie produkuje, a wielu pracowników nie dostało jeszcze pensji za grudzień i styczeń. Pieniądze są jedynie na wynagrodzenia za luty, ponieważ komornik nie może zablokować środków na bieżące wypłaty. Wygląda więc na to, że z powodu konfliktu gminy i spółki, cierpi załoga. Sytuacja może się jeszcze pogorszyć w momencie ogłoszenia upadłości „Orła”.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (46) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group