Wtorek, 1 grudnia
Imieniny: Edmunda, Natalii
Czytających: 7807
Zalogowanych: 8
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Lisowczycy pod murami Jeleniej Góry

Wiadomości: Jelenia Góra
Poniedziałek, 3 listopada 2014, 7:37
Aktualizacja: Wtorek, 4 listopada 2014, 7:29
Autor: Mea
Fot. Archiwum Muzeum
Polskie oddziały zaciężne, zwane "Lisowczykami", przeszły dwukrotnie przez Kotlinę Jeleniogórską wracając z kolejnych kampanii, w I połowie XVII w., podczas wojny trzydziestoletniej. Po raz pierwszy jesienią 1622 r. i po raz drugi – jesienią 1636 r.

Podczas tej wojny przez Kotlinę Jeleniogórską przechodziły zarówno wojska wspierające ewangelików (oddziały saskie i szwedzkie), jak i katolików (oddziały cesarskie i polskie). Największy niepokój budziły jednak przemarsze najemnych wojsk polskich, lekkiej jazdy, zwanej często polskimi kozakami lub elearami (z języka węgierskiego – wyborowa jazda).

- Oddziały te, w typie konfederacji żołnierskiej, sformował w 1614 r. pułkownik Aleksander Józef Lisowski (wcześniej brał udział w "dimitriadiach", służąc u Dymitra II Samozwańca w latach 1607 – 1611) obok "pancernych", jako wsparcie rot husarskich. Od jego nazwiska ten typ jazdy zwano później "Lisowczykami". Lisowski, który dał się mocno we znaki Księstwu Moskiewskiemu, zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach, w 1616 r. Dokumenty rosyjskie mówią o tym tak: " I jak od Staroduba dwadzieścia wiorst, i Lisowskiemu uczyniła się szybko śmierć, spadł z konia i zdechł" – cytuje Stanisław Firszt, dyrektor Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze.

Lisowczycy byli ślepo oddani swoim dowódcom. Ich bojowe uzbrojenie stanowiły: szable, czekany, krótkie piki, łuki, pistolety, bandolety i hakownice. Przemieszczali się bez taborów (mieli juczne konie), co pozwalało im na szybkie marsze i zwrotne manewry.

- Dziś można by ich uznać za "siły szybkiego reagowania" ("psy wojny"). Żyli z wojny i za pieniądze mogli zrobić właściwie wszystko. Byli najemnikami, którzy mieli odwagę atakować nawet wielokrotnie liczniejszego przeciwnika. Gdy nie otrzymywali wynagrodzenia za swoje usługi grabili, plądrowali, mordowali i gwałcili. W Polsce przetrwali do 1635 r., kiedy to za sprawą króla Władysława IV, zostali potępieni i rozwiązani uchwałami Sejmu Rzeczypospolitej.

Ich skuteczność ujawniła się w wielu kampaniach wojennych, w niemal całej Europie, od Francji po Morze Białe – opowiada dyrektor.

W 1617 r., w bitwie pod Kaługą, niedaleko Moskwy, pod dowództwem pułkownika Stanisława Czaplińskiego, rozbili doszczętnie wojska kniazia Dymitra Pożarskiego, przywódcy powstania przeciwko okupacji Moskwy przez Polaków, w 1611 r. (jego pomnik i chłopa Minima stoi w Moskwie, a wyparcie Polaków z Kremla 4 listopada 1612 roku to dzisiaj święto narodowe Rosji - zastąpiło ono dzień 7 listopada, tj. rocznicę wybuchu rewolucji październikowej).

- Lisowczycy zostali wysłani przez Króla Zygmunta III Wazę, pod dowództwem Walentego Rogowskiego, na pomoc cesarzowi Ferdynandowi II Habsburgowi, kiedy w 1619 r., wybuchło anty habsburskie powstanie w Królestwie Węgier, a Gabor Bethlen oblegał Wiedeń (jednym z dowódców władcy węgierskiego był późniejszy książę Siedmiogrodu Jerzy I Rakoczy). Wiedeń został ocalony (była to pierwsza odsiecz Wiednia, dzięki wojskom polskim). Już rok później, pod dowództwem Jarosza Kleczkowskiego, Lisowczycy wzięli udział w bitwie na Białej Górze, gdzie zdobyli 20 chorągwi pułkowych. W 1621 r., po otrzymaniu zapłaty, część z nich wróciła do Polski i wzięła udział w bitwie z Turkami pod Chocimiem, a część przeszła na służbę księcia bawarskiego – Maksymiliana – mówi Stanisław Firszt.

Po wojnie z Turcją, król Polski znowu wysłał ich, pod dowództwem Stanisława Stroynowskiego i Idziego Kalinowskiego, na pomoc cesarzowi. Lisowczycy wzięli udział, m.in. w walkach o Kłodzko i Bystrzycę Kłodzką. Walczyli w Czechach i na Śląsku. I to właśnie wtedy, jesienią 1622 r., znaleźli się pod Jelenią Górą. Jak opisują kronikarze: Zeller, Herbst i Hensel, miało ich być około 10.000. Naprawdę były to 32 chorągwie, czyli ok. 13.000 ludzi.

- Pojawienie się w takiej liczby wojska i to o nie najlepszej reputacji, wywołało panikę wśród mieszkańców całej okolicy. Większość z nich szukało schronienia wewnątrz murów, dobrze umocnionej Jeleniej Góry. Inni poukrywali się w lasach, na okolicznych wzgórzach. Na nich Lisowczycy urządzali prawdziwe polowania, nawet z użyciem psów. Grabili okoliczne wsie. Szczególnie dali się we znaki mieszkańcom Dziwiszowa, gdzie zamordowali 60 osób, zgwałcili wiele kobiet, w tym 14–letnią dziewczynkę. W niedzielę 20 listopada wytropili i zabili 60–letniego Tobiasza Schmidta z Jeleniej Góry i jego 23-letniego syna – opowiada dyrektor.

22 listopada Lisowczycy zbliżyli się pod mury miasta i zażądali otwarcia bram. Mieszczanie, w większości ewangelicy, odmówili bojąc się represji ze strony wojsk, bądź co bądź katolickich. Miało wtedy dojść do honorowego pojedynku (jeśli ktoś z miasta pokona Lisowczyka, to oni odejdą), w którym jeleniogórzanin fortelem zwyciężył i miasto ocalało.

- Wojna trzydziestoletnia trwała nadal. Włączył się w nią król szwedzki, Gustaw II Adolf, w latach 1630 – 1634wspierający ewangelików. W tej kampanii wzięły też udział oddziały Lisowczyków, pod dowództwem Mikołaja Moczarskiego (oddziały te wcześniej walczyły przeciw Szwedom na terenie Rzeczypospolitej. Kiedy walki ustały, "bezrobotni" Lisowczycy rozpoczęli grabieże, co skończyło się dla nich rozwiązaniem tej formacji przez Sejm, w 1635 r., ale nie do końca, bowiem liczne oddziały Lisowczyków, które pozostały poza granicami kraju, brały jeszcze udział w walkach, aż do końca wojny trzydziestoletniej, tj. do 1648 r.). Po podpisaniu pokoju w Pradze 30 maja 1635 r. (w czasie tej fazy wojny, w lutym 1634 r., cesarz kazał aresztować za zdradę, Hansa Ulryka Schaffgotscha, którego ścięto 23 lipca 1635 r.), polskie oddziały wracały z Czech do Rzeczypospolitej, przechodząc jesienią 1636 r., pod murami Jeleniej Góry. Tym razem obyło się bez ekscesów i konieczności uciążliwego zakwaterowania, bowiem mieszczanie uchronili się, opłacając się sowicie żołdakom – mówi Stanisław Firszt.

- Lisowczycy w ciężkich chwilach zagrożenia, byli zbawcami dla wielu władców europejskich, ale w chwilach pokoju byli niepotrzebni i niebezpieczni, nawet dla swoich. Mieli rację bytu tylko w czasie wojny. O ich bezwzględności, braku litości, nie tylko dla wrogów, ale i sojuszników, przekonało się wiele miast europejskich, w tym Jelenia Góra i okoliczne miejscowości – podsumowuje Stanisław Firszt.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (15) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group