Piątek, 7 maja
Imieniny: Benedykta, Ludmiły
Czytających: 4872
Zalogowanych: 2
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

REGION JELENIOGÓRSKI: Kesselschloßbaude – dowód zniszczenia

Poniedziałek, 15 września 2008, 9:54
Aktualizacja: Wtorek, 16 września 2008, 7:59
Autor: TEJO
REGION JELENIOGÓRSKI: Kesselschloßbaude – dowód zniszczenia
Fot. TEJO
Miejsce niegdyś tętniące życiem, lada dzień przestanie istnieć. Uroczy zakątek w okolicach Mirska mógłby wciąż być atrakcją regionu, gdyby nie zaniedbanie i przestępcza ręka nieznanych łobuzów podpalaczy.

Kilka kilometrów od Mirska na zboczu Grzbietu Kamienickiego rozpościera się wieś Kotlina. A raczej pozostałości z tego, co kiedyś było prężnym letniskiem. Zwana przez Niemców Regensberg (Deszczowa Góra) otrzymała to miano po wycieczce jednego z przedstawicieli rodu Schaffgotschów, który udał się na tygodniowe polowanie w to miejsce i trafił na fatalną, deszczową pogodę.

W okolicy wydobywano kasyteryt, dlatego właśnie założono pierwotnie osadę górniczą. Kiedy zaprzestano eksploatacji, moda na turystykę przywiodła tu letników z całych Niemiec, których przyciągały piękne krajobrazy i swoisty mikroklimat okolicy. Wbrew pozorom i nazwie – wcale nie deszczowy. Wtedy właśnie, w latach 20. XX wieku powstaje na zboczu Góry Kocioł schronisko Kesselschloßbaude.

Kesselberg – niemiecka nazwa góry – ma dwa znaczenia, bo Kessel to w znaczeniu geograficznym zarówno kocioł jak i kotlina. A samo schronisko nazwano zameczkiem ze względu na legendarną budowlę, którą w wiekach dawnych miał tu wznieść Bolesław Kędzierzawy.

Kesselschloßbaude to był kompleks uroczych trzech murowanych piętrowych budynków. W latach międzywojennych doskonale widocznych z daleka i przykuwających oko bielą ścian i nieszablonową architekturą. Z tarasów widokowych położonych na wysokości prawie 700 metrów nad poziomem morza rozciągała się panorama na Mirsk, zamek Gryf, Gryfów Śląski i okolice aż po horyzont.

A samo schronisko szybko zyskało popularność zwłaszcza wśród kuracjuszy, turystów i mieszkańców Świeradowa Zdroju (Flinsberg), którzy przychodzili tu na spacery (pół godziny drogi piechotą) i różne imprezy. Można było zostać na noc – placówka proponowała 30 miejsc. Atrakcją była piękna sala jadalna z belkowanym sufitem oraz magiczne widoki. Dziesięć lat przed wybuchem wojny schronisko przejęła na swój ośrodek wypoczynkowy kasa chorych z Berlina. To był ostatni rozdział niemieckiego Kesselschloßbaude.

Po 1945 roku urządzono tu najpierw ośrodek kolonijny dla dzieci urzędników i pracowników Wojewódzkiej Rady Narodowej z Wrocławia. Później całość przejął Związek Harcerstwa Polskiego, który jeszcze do lat 60. XX wieku utrzymywał tu harcówkę. Ale i skauci zrezygnowali – w okolicznościach niewyjaśnionych – z opieki nad dawnym schroniskiem. Zapomniano też o części wsi Kotlina. Dość gęsto postawione domki na zboczu góry zawaliły się lub zostały zniszczone. Ich los podzieliło Kesselschloßbaude.

Dzieła zniszczenia dopełnił pożar, który strawił obiekt trzy lata temu. Wcześniej można było jeszcze podziwiać resztki dawnej świetności budynku: zachował się, między innymi, zdobiony sufit w jadalni. To wszystko zniszczył ogień. Niezapomniane widoki zasłoniły drzewa, które przez lata wyrosły przed naturalnym tarasem położonym na „półce” wzgórza. Dziś dawne schronisko to obraz nędzy i rozpaczy. O dawnych latach przypomina wymalowany białą farbą przez młodzieżowych aktywistów napis: XXV lat naszej młodości. Do tego ruiny nadające się chyba tylko do wyburzenia. Resztki alejek wysadzanych kasztanowcami przypominają o istniejącym tu niegdyś tętniącym życiem uroczysku.

Warto – przy okazji jesiennej wycieczki – odwiedzić to miejsce, bo być może niebawem przestanie istnieć. Teren – jak wskazuje napis na resztkach bramy – został wykupiony. Wątpić należy, że nowemu właścicielowi będzie się opłacała odbudowa obiektu.

A z okolicą wiążą się rozmaite, mniej lub bardziej bliskie prawdy legendy i mity. Jeden z poszukiwaczy skarbów napisał na forum internetowym, że znalazł… sieć telefoniczną, którą Niemcy założyli na części zbocza góry, łączącą poszczególne chałupy. Po 1945 roku została ona zniszczona. Co ciekawe – główny kabel zachował się w stanie nienaruszonym i był sprawny jeszcze kilkadziesiąt lat po wojnie.

Są też relacje mówiące o wykutym na głazie znaku Polski Walczącej i polskich imionach oraz nazwiskach. Podobno Niemcy mieli tu wywieźć część ludności Warszawy po klęsce Powstania Warszawskiego. W okolicy są także nieczynne sztolnie po dawnych kopalniach kasyterytu.

Te i inne informacje można wyczytać na portal wrocław.hydral.com

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (17) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group