Czwartek, 4 marca
Imieniny: Eugeniusza, Kazimierza
Czytających: 8384
Zalogowanych: 12
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Grając „bez prezydenta” stawiają na autentyzm

Czwartek, 4 sierpnia 2011, 8:02
Aktualizacja: 8:04
Autor: Petr
JELENIA GÓRA: Grając „bez prezydenta” stawiają na autentyzm
Fot. Izabela Szpera
Rozmowa z formacją NON PRESIDENT z Wojcieszowa o graniu autentycznym, a nie na pokaz; kondycji sceny alternatywnej w regionie, pseudo–festiwalach w Sopocie czy innych imprezach „ustawionych”

Kiedy powstało NON PRESIDENT?
Trudno powiedzieć (śmiech). Właściwie to gramy chyba od podstawówki, tylko nazwy kapeli i jej skład nam się ciągle zmieniały. Ogólnie rzecz biorąc, NON PRESIDENT to ostateczny efekt wszystkich naszych wspólnych projektów. Dużo ludzi się przez „nas” przewinęło, ale w końcu jesteśmy stabilni i to nas bardzo cieszy.

Skąd wzięła się nazwa zespołu?

A, jakoś tak samo wyszło. Ktoś tam zaproponował nam NON PRESIDENT, przyjęło się i tak już zostało. Generalnie wymowa nazwy: „bez prezydenta” ma świadczyć o tym, że do tego, co robimy nie potrzebna jest nam żadna władza; żaden prezydent, premier, burmistrz, wójt oraz sołtys. Gramy muzykę, nie potrzebujemy żadnych dotacji i żadnych sponsorów. To wydźwięk NON PRESIDENT, które nie robi nic na zasadzie transakcji wiązanych.

A jaką muzykę gracie?

Ludzie z Pasażer Rec., którzy nas wydali określili ją jako crust. My uważamy, że jest to crust-punk, czyli muza grana szybko, bez żadnych kompromisów i wtrętów dotyczących miłości. Te zostawiamy innym; od tych są seriale telewizyjne, jak również gwiazdki z kręgu „plastikowej” popkultury.

Jak wyglądają Wasze koncerty?

Wiesz, zazwyczaj organizujemy je sobie sami choć od czasu do czasu gramy również na czyjeś zaproszenie. Tak czy owak, pod względem frekwencji bywa różnie – raz jest naprawdę sporo ludzi, innym znów razem gramy kameralnie. Co ciekawe, to właśnie kameralne koncerty są zazwyczaj najmilej przez nas wspominane; to właśnie one najbardziej cieszą i utwierdzają nas w przekonaniu, że warto grać dalej.

Czy uważacie, że Wasza muzyka „się sprawdza”?

Nie wiemy, czy to „się sprawdza”. Nie wychodzimy z założenia, że mamy się komuś podobać i podbijać jakieś tam listy przebojów. Po prostu, my tak nie działamy i takie działanie mamy w głębokim poważaniu. Gramy crust-punk, który nas kręci czy to komuś odpowiada, czy też nie. Nie jesteśmy partią polityczną, której celem jest zebranie jak największego elektoratu. Albo inaczej – wszystko, co robimy, robimy totalnie dla siebie, a nie z chęci zysku czy dla interesu.

Jak oceniacie kondycję sceny alternatywnej w regionie?

Wszystko, co wiąże się z szeroko pojętym graniem alternatywnym jest dobre, bo dalekie od pseudo-festiwali w Sopocie i innych imprez, które w większości są z góry ustawione. Estrada, oszukańcze wielkie koncerty, my tym szczerze gardzimy. Co zaś się tyczy regionu, w Jeleniej Górze i okolicy scena alternatywna ma się raczej słabo... Z drugiej strony, w ostatnim czasie coś jakby bardziej się ruszyło, więc zakładamy, że z czasem może być całkiem ciekawie.

Wasze największe osiągnięcia?

Największym osiągnięciem jest dla nas fakt, że od dłuższego już czasu gramy bez przerwy. Po kilku nieudanych demo i roszadach w składzie udało nam się w końcu wydać debiut na płycie co też może być jakimś tam „osiągnięciem” dla chłopaków z prowincji. Jeszcze raz pragniemy podkreślić, że nie traktujemy muzykowania jak jakiegoś amerykańskiego snu o wolności itp. Dla nas muzyka to nie wyścigi, konkursy i śpiewanie z playbacku w telewizji, lecz integralna część naszego życia.

A więc nie zabiegacie o promocję?

Nie. Kto jest choć trochę zorientowany w temacie, ten wie, gdzie i kiedy gramy, i to nam w zupełności wystarczy. Nie potrzebujemy billboardów ani plakatów; chcemy pozostać w niszy, na scenie niezależnej, dalekiej od komercji i show businessu – to zostawiamy karierowiczom. Po prostu, pragniemy pozostać szczerzy i autentyczni. Nie rozumiemy, dlaczego niektóre młode zespoły chcą być kalką swoich idoli. Wyglądać, grać podobnie i mówić tak, jak ich ulubione „gwiazdy”. Po co? W jakim celu? To chyba nie tędy ta droga wiedzie. Pamiętajmy, że gwiazdy często spadają. I co wtedy? Wtedy ich miejsce jest w dyskotece pośród oparów wódki napędzanych amfetaminą. Przede wszystkim, liczy się to, co jest autentyczne. Tyle mamy do powiedzenia, NON PRESIDENT.

Dzięki za rozmowę.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (1) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group