Poniedziałek, 29 listopada
Imieniny: Błażeja, Saturnina
Czytających: 5024
Zalogowanych: 7
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Co z "naszym" bocianem?

Piątek, 22 października 2021, 14:46
Aktualizacja: 14:49
Autor: UM Jelenia Góra
Jelenia Góra: Co z "naszym" bocianem?
„Jeleniogórski” bocian z drugim w trakcie rekonwalescencji
Fot. Użyczone/UM Jelenia Góra
Kilka dni temu na portalach i w mediach temat jeleniogórskiego „zbuntowanego” bociana, który nie odleciał z innymi do Afryki zajmował sporo uwagi. W końcu ptak został odłowiony przez strażaków z OSP i trafił do ośrodka opieki nad zwierzętami „Klekusiowo”, specjalizującego się w opiece nad bocianami i innymi dzikimi gatunkami ptaków. Zapytaliśmy gospodarzy, - co z nim?
„ Jeleniogórski” bocian m się dobrze, skaleczenie na szyi wygoiłoby się samo, i bez naszej ingerencji. Nie musiał być tu przywożony. A to, że przebywa u nas na krótkiej rekonwalescencji, to sprawa przyjętych przez nas procedur w opiece nad ptakami – powiedział Mieczysław Żuraw, który od kilkunastu lat opiekuje się ptakami, ze szczególnym uwzględnieniem bocianów. Jest w tej sprawie uznanym – nie tylko w Polsce – autorytetem.
Powiem więcej – stwierdził M. Żuraw – aczkolwiek wysoko cenię ludzką życzliwość wobec zwierząt, w tym ptaków, to nie jestem zwolennikiem nadopiekuńczości, bo ona – jak każda przesada – szkodzi. Bociany są moimi ukochanymi ptakami, teraz mam w Klekusiowie około 30 bocianów, a poza tym żurawie, jastrzębie, łabędzie… Łącznie z innymi mieszka u nas ponad 170 „dzikich lokatorów”. Żaden z nich specjalnie zimy się nie boi, ani tutaj, ani w naturze. Zagrożeniem jest głód. Jeśli więc mądrze dokarmiamy zwierzęta dzikie, to temperatury nawet do minus 15 – 20 st. C. nie są dla nich straszne. A z dokarmianiem też trzeba uważać.
Zasada jest taka – kontynuował. – Karma podawana przez ludzi powinna składać się z tego, co dzikie zwierzę latem czy jesienią znajdzie w lesie i na polu. Z pewnością nie są to buraki, chleb, czy resztki zupy. Żaden bocian zupy w lesie nie znajdzie, więc jeśli ją podetkamy, to możemy tylko zaszkodzić. Odławianie ptaków dlatego, że nam się wydaje, że dzieje im się jakaś krzywda jest niepotrzebne bo pozornie chcąc pomóc ptakowi, w rzeczywistości uzależniamy go od siebie, to znaczy m.in. skracamy życie.
Taka jest prawda – potwierdza weterynarz w „Klekusiowie”, dr Dominika Pinczer. – Bociany na wolności żyją po kilkanaście lat, ale trzymane „w niewoli” – raptem kilka. Wysoko sobie cenię ludzką życzliwość wobec zwierząt, usiłujemy pomagać każdemu rannemu zwierzęciu, jakie do nas trafia, ale jako weterynarz podkreślam, że nie możemy ingerować zanadto w naturę. Często ludzie przynoszą do nas gołębie, poturbowane przez m.in. .jastrzębie. Najczęściej nie można już ich odratować, mają przed sobą kilkanaście, lub kilkadziesiąt minut życia. A jastrząb? Nie dość, że lata głodny, to w dodatku upoluje kolejnego gołębie, bo coś musi zjeść. I zamiast jednej ofiary – mamy dwie. Jasne, że są okresy, kiedy tylko ludzka pomoc może uratować zwierzęta, szczególnie przy wichurach i zamieciach w okresie silnych mrozów, ale to są rzadkie przypadki. Zwierzęta są tak „wyregulowane”, że ich organizm zimą broni się sam.
Początkowo w części naszej woliery zainstalowaliśmy promienniki ciepła – wspomina M. Żuraw. – Byliśmy przekonani, że bociany będą skupiać się w tej części, gdzie temperatura była taka, iż nawet trawa była zielona. Okazało się, że wszystkie poszły do części zaśnieżonej. Owszem, jadły więcej, m.in. kurzych podrobów, czy tp. i dokarmianie zimą jest ważne, ale z nadmierną opieką należy uważać.

A skąd tutaj wobec tego trzydzieści bocianów, które jednak zdecydowały się zostać, a nie odlecieć? – zapytaliśmy. – Może one chcą takiej opieki?

Nie odlatują z kilku powodów – wyjaśnia M. Żuraw. – Po pierwsze, przypisany im czas migracji minął około połowy września. Skoro nie odleciały wtedy, bo nie czuły się na siłach czy też były z późniejszych lęgów to znaczy, że już będą tu zimować. Niektóre już nigdy nie polecą, bo mają uszkodzone skrzydła czy kości nóg – dodaje dr Dominika. – Inne miały jakieś swoje powody, żeby nie odlecieć. Nie wszystkie ptaki tego gatunku odlatują. I tylko one same wiedzą , dlaczego.
Wysoko sobie cenimy współpracę z dwoma okolicznymi samorządami – powiedział M. Żuraw. – Odnosimy wrażenie, że samorządy Lubania i Jeleniej Góry mają szczególnych pracowników. Nie chcę mówić, że w innych jest gorzej, bo każdy ma jakieś powody, żeby postępować według wybranych dla siebie schematów, ale te dwa dają dowody racjonalnego stosunku do dziko żyjących zwierząt.

A jaki będzie dalszy los „jeleniogórskiego” bociana? Dostatnie obrączkę i wiosną poleci sobie gdzie, zbuduje gniazdo, a w końcu kolejnego lata może zdecyduje się na wylot do Afryki?

Twoja reakcja na artykuł?

32
80%
Cieszy
4
10%
Hahaha
0
0%
Nudzi
1
3%
Smuci
0
0%
Złości
3
8%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (6) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group