Wtorek, 22 czerwca
Imieniny: Pauliny, Jana, Tomasza
Czytających: 7389
Zalogowanych: 19
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Być albo nie być dla Teatru Jeleniogórskiego

Sobota, 8 marca 2008, 8:06
Aktualizacja: 8:07
Autor: ROB
JELENIA GÓRA: Być albo nie być dla Teatru Jeleniogórskiego
Fot. AGA
– Dyrektor Bogdan Nauka robi wszystko, żeby utrudnić nam życie – skarżą się aktorzy sceny dramatycznej Teatru Jeleniogórskiego. Sam zainteresowany stanowczo zaprzecza. To nie pierwszy konflikt w tej placówce. Spokój zamierza zaprowadzić prezydent Marek Obrębalski, który chce rozdzielić teatr na dwa: animacji i dramatyczny. – Nareszcie – cieszą się pracownicy. Ale to powrót do niechcianej kiedyś przeszłości. Teatry połączono kilka lat temu, bo razem generowały straty.

– Dyrektor Bogdan Nauka faworyzuję scenę animacji. Oni korzystają z naszych materiałów, strojów, i dekoracji. Przykład? W Cieplicach są elementy dekoracji Testosteronu, a przecież ten spektakl nie został zdjęty z repertuaru – mówi jeden z aktorów sceny dramatycznej. To jednak tylko jeden z szeregu zarzutów.
Czarę goryczy aktorów przelał jednak zaproponowany przed dyrektora nowy schemat organizacyjny.

– Mieliśmy dostać 20 etatów aktorskich na scenie dramatycznej. Obecnie jest ich 18,5 (w sumie zatrudnionych jest 22 aktorów), a docelowo ma być tylko 18 – mówi Lidia Schneider. Ponadto aktorzy uważają, że rozbudowano do granic możliwości administrację. Nowy schemat zakłada 5 nowych stanowisk kierowniczych.

Tymczasem brakuje pracowników technicznych, choćby elektryków czy akustyków. – W pracowni plastycznej sceny dramatycznej jest zatrudniona tylko jedna osoba. Sama maluje, ustawia scenografię. Obsługuje dwie sceny: duża i studyjną. Biorąc pod uwagę, że w tym sezonie planowanych jest 10 premier, ma pełne ręce roboty – mówi Magdalena Kuźniewska. – Dla przykładu, w pracowni plastycznej sceny animacji jest 4 plastyków – mówią aktorzy.

Sam Bogdan nauka odpiera zarzuty. – Stanowiska kierownicze nie są nowe. Po prostu, jeśli jest grupa np. akustyków, to jeden z nich kieruje ich pracą. Czyli jest kierownikiem – argumentuje. I podkreśla, że nowy schemat organizacyjny nie jest jego wymysłem. – To wynika z zaleceń audytu, przeprowadzonego w teatrze w ubiegłym roku – mówi. – Chodziło o to, że do tej pory nie było funkcji pośrednich między dyrektorem i pracownikami. A takie są potrzebne. Co do etatów aktorskich, problemem nie jest ich ilość, ale płynność. Przecież nie wszyscy aktorzy grają w każdym spektaklu. Dawniej było tak, że aktorzy się zmieniali, przechodzili z teatru do teatru – wyjaśnia dyrektor Nauka.

To tylko jeden z wielu konfliktów w teatrze. Spisanie wszystkich zajęłoby kilka stron maszynopisu. Traci na tym oczywiście placówka. Ten sezon był jednym z najgorszych w historii pod względem liczby widzów. Aktorzy twierdzą, że to wina osób odpowiedzialnych za sprzedaż biletów. – Dyrektor przesunął jedną z pracownic działu organizacji widowni na inne stanowisko. Druga zachorowała i punkt sprzedaży był zamknięty przez kilka dni – mówią. – Ludzie przychodzili, ale nie mogli kupić biletu.

Pracownicy administracji jednak uważają, że widzowie nie chcą oglądać spektakli proponowanych przez nowego dyrektora artystycznego Wojtka Klemma, za którym murem stoją aktorzy sceny dramatycznej. – Plakaty z repertuarem wiszą w całym mieście, wszędzie są też ulotki – mówią. – Ale odzew jest niewielki. Za to jak świeże bułeczki rozchodzą się bilety na występ zespołu muzyki i tańca irlandzkiego. Grupa gra dopiero 7 kwietnia i w mieście nie pokazały się jeszcze nawet plakaty, a już zarezerwowano 300 wejściówek.

Sposób na wyjście z sytuacji ma prezydent Marek Obrębalski.
– Połączenie teatrów, którego dokonano w 2001 roku, nie dało spodziewanych efektów – mówi. – Analizowałem sytuację finansową i wynika z niej, że nie przyniosło to praktycznie żadnych oszczędności.
Marek Obrębalski rozważa możliwość rozdzielenia teatrów na dwa. W ten sposób powstałby Teatr Animacji i Teatr im Norwida – dramatyczny. Jak przed laty. – To wprawdzie tylko propozycja, ale rozważam ją bardzo poważnie – mówi.

– Są poważne argumenty, które przemawiają za takim rozwiązaniem – mówi też Bogdan Nauka. – Pierwszy z nich to fakt, że teatry dramatyczne na Dolnym Śląsku (w Wałbrzychu i w Legnicy) są finansowane przez urząd marszałkowski. Jeleniogórski jest w całości utrzymywany przez miasto. Między innymi dlatego, że ma w strukturze scenę animacji, do której marszałek nie chce dopłacać. – Gdyby oddzielić teatr, ten dramatyczny mógłby liczyć na pomoc marszałka. W ten sposób odciążono by miasto – mówi Bogdan Nauka.

– Drugi powód: składamy rocznie ok. 12 wniosków o środki unijne, z czego do realizacji są zakwalifikowane dwa. Gdyby teatry ubiegały się oddzielnie o pieniądze, być może zyskalibyśmy więcej unijnych pieniędzy – argumentuje szef sceny.

Dyrektor uważa też, że na rozłączeniu placówki zyskają Cieplice. – Teatr animacji byłby odpowiedzialny za organizację imprez w uzdrowiskowej części miasta – mówi. – Teraz nie ma jednej placówki, przedstawiającej ofertę dla kuracjuszy i turystów.
Przykład? Ubiegłoroczną Wiosnę Cieplicką organizowało Jeleniogórskie Centrum Kultury.

– Tak naprawdę te teatry się nigdy nie połączyły. Zrobiono to tylko na papierze, ale w naszych głowach wciąż funkcjonują one oddzielnie – mówią aktorzy sceny dramatycznej. Na wieść o planach prezydenta reagują z ulgą. – To bardzo dobra wiadomość – podkreślają.
– Ten podział jest rzeczywiście widoczny w codziennej pracy – przyznaje także Wojtek Klemm, dyrektor artystyczny placówki, który w teatrze pracuje od pół roku.

Dlaczego pracownicy przez tyle lat nie pogodzili się, że teatr jest jeden? – W 2001 roku popełniono kilka błędów – wyjaśnia Bogdan Nauka. – Pierwotnie zakładano likwidację obu teatrów i utworzenie jednego. W efekcie teatry połączono. Różnica jest taka, że pracownicy przeszli do wspólnej jednostki na wcześniejszych zasadach (m.in. warunkach finansowych).

I tak na przykład aktorzy sceny animacji otrzymują za spektakle niższe premie od tych ze sceny dramatycznej. Z kolei grają więcej, niż ich koledzy. Ale obie strony są z tego niezadowolone.
Nie doszło też do planowanej przeprowadzki pracowni artystycznej z lotniska na zaplecze teatru. A to dlatego, że nie rozbudowano budynku zaplecza.
Jak wyliczył Bogdan Nauka, oszczędności uzyskane z połączenia placówek to jedynie 200 tysięcy złotych. – To niewiele biorąc pod uwagę budżet placówki, który wynosi 5 milionów złotych – mówi.

Rozłączenie teatrów nie jest jednak takie proste. Po pierwsze, jak rozdzielić pracowników administracji, m.in. księgowości? Po drugie, teatr animacji musiałby zatrudnić kilka osób, np. portiera czy dodatkowe sprzątaczki. Budynek w Cieplicach jest zabezpieczony alarmem. Gdyby była to odrębna placówka, potrzebowałaby dozorcę.

Marek Obrębalski nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, co do losu teatru. W tym sezonie jednak nic się nie zmieni. – To nie jest kwestia kilku dni. Potrzebuję trochę czasu na dogłębne przeanalizowanie za i przeciw – mówi.
Wydaje się jednak, że rozłączenie teatru jest nieuniknione.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (34) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group