Środa, 22 września
Imieniny: Maurycego, Tomasza
Czytających: 4821
Zalogowanych: 4
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Zaczytaj się z Jelonką.com

Piątek, 6 sierpnia 2021, 11:07
Autor: KK
Jelenia Góra: Zaczytaj się z Jelonką.com
Fot. Książnica Karkonoska
Panie bibliotekarki z jeleniogórskiej Książnicy Karkonoskiej polecają tym razem książki: „Najada” Zyty Oryszyn, „Państwo Gucwińscy. Zwierzęta i ich ludzie” Marka Górlikowskiego, „Vox” Christiny Dalcher i „Drzewo” Rodriga Mattioli. O polecanych tytułach piszą w swoich recenzjach. Zapraszamy do lektury.

Najada. Zyta Oryszyn

Nie tak prosto napisać o „Najadzie” w paru słowach. Choć niezbyt obszerna, skromna jak jej autorka; wiek średni już osiągnęła, bo to debiut Zyty Oryszyn z roku 1970, a jednak wymyka się szybkim i pobieżnym interpretacjom, czyli nie zestarzała się. Najłatwiej zaliczyć ją do nurtu wiejskiego. To tym cenniejsze, bo nie wiedzieć czemu ta tematyka bliższa jest panom i jeżeli mówimy o kulturze chłopskiej w literaturze, to jednym tchem wymieniamy Mariana Pilota, Wiesława Myśliwskiego, Macieja Płazę czy Andrzeja Muszyńskiego. Przywołanie kobiecych nazwisk wymaga dłuższej chwili namysłu. Rzeczywiście akcja powieści toczy się na wsi, jaką można już tylko odnaleźć na kartach książek, jej bohaterowie mówią piękną i pewnie zapomnianą zupełnie gwarą, ale Zyta Oryszyn była mądrą, inteligentną osobą, świadomą złożoności świata, przemijania, pogmatwania ludzkiej natury, aby ograniczać się do utrwalenia obrazu wsi, choć znała ją z autopsji - urodziła się na Podkarpaciu. „Najada” nie zestarzała się, tak jak nie zestarzały się pragnienia, tęsknoty, niepokoje jej bohaterów, pod którymi i my możemy się podpisać. Niezmiennie targa nami potrzeba znalezienia lub chociaż zdefiniowania sensu życia, niechby i tylko własnego. Ciągle szukamy swojego miejsca w świecie. I niech nikogo nie zwiedzie spokojna, nawet lekko senna narracja, prowadzona delikatnym piórem Zyty Oryszyn, kobiety, która wiedziała o człowieku więcej niż on sam o sobie. Przeglądam „Najadę” po raz kolejny, nie mogąc się zdecydować, który fragment przywołać. Może ten? „ Ja sie o nic ciebie nie pytam. Ale ty mi nie wymawiaj tego nazwiska więcy. Bo to podrzutek jest i przybłęda. Ot, przyszedł tu nie wiada skąd, jak te Cygany, i tak jak one cichcem pójdzie. - Stała przed Marychną zwalista, z rozjarzonymi oczami. - Ja ci ino tyla powiem - ciągnęła - że powiadali mi, że on z Molendą i Kownasem przestaje. A z nimi to jest tak, że cale życie sie pytali, jak tu żyć, i wydziwiali na to życie, jakie to ono jest, i o Bogu zapominali. Ja ci ino tyla powiem, że taki człowiek jest dla nikogo, tylko dla siebie i na pożarcie myślom”. Książka dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej(KH)

Państwo Gucwińscy. Zwierzęta i ich ludzie. Marek Górlikowski

Jestem z pokolenia, które doskonale pamięta program „Z kamerą wśród zwierząt” i dla którego wycieczka do wrocławskiego ZOO była wielką przygodą zaczynającą się na jeleniogórskim dworcu PKP. Dla mnie na zawsze twarzami wrocławskiego ogrodu zoologicznego pozostaną Hanna i Antoni Gucwińscy. Zacznijmy od początku. Oboje urodzili się przed wojną, ona w rodzinie granatowego policjanta, ofiary zbrodni katyńskiej, on syn rolnika spod Nowego Sącza. Po wojnie walczyli o wykształcenie, zwłaszcza Hanna, miała złe pochodzenie. We wrocławskim ZOO spotkali się w roku 1957. Antoni został jego dyrektorem w roku 1966 i kierował nim przez 40 lat, u jego boku zawsze stała stanowcza Hanna. Dzięki licznym kontaktom zagranicznym Antoniego i bezkompromisowości Hanny wrocławskie zoo stało się najlepszym w Polsce. Pod koniec lat sześćdziesiątych zaczęła się ich kariera medialna, najpierw radio a od 1971 roku telewizja, regularnie pojawiali się w niej przez 30 lat, przyciągali przed odbiorniki miliony wielbicieli, dostawali tysiące listów i telefonów. Byli sławni, a to kosztuje. Gorzki smak sławy zaczęli poznawać na początku lat dziewięćdziesiątych, w tym czasie zmieniła się ustawa dotycząca ochrony zwierząt, w zagranicznych stacjach telewizyjnych pojawiły się lepiej wyprodukowane programy o zwierzętach. Zmieniło się myślenie o przeznaczeniu i funkcjach ogrodów zoologicznych. Antoni nie przyjmował uwag, nie odpowiadał na sugestie, nie rozumiał potrzeby zmian. Ostatecznie z wrocławskim ogrodem zoologicznym rozstał się po 40 latach kierowania nim. To był 2006 rok, gwoździem do trumny była sprawa Mago, która potem przez 4 lata była rozpatrywana przez kolejne sądy. I wydawałoby się, że już wszystko jasne, media, organizacje prozwierzęce szybko oceniły wieloletnią pracę Gucwińskich. Wokół pary narosły kontrowersje, zniknęli z życia publicznego, zaszyli się w swoim domu wypełnionym zwierzętami. Książka Górlikowskiego pokazuje, że kij ma dwa końce i nic nie jest czarno-białe, daje głos bohaterom oraz osobom z ich otoczenia. Książka jest opowieścią Hanny i Antoniego o ich życiu, o pracy w ogrodzie zoologicznym w trudnych powojennych czasach, o zdobywaniu sławy i towarzyszącym tym emocjach. Zawiera setki niezwykle ciekawych czasem tragicznych, trudnych do zrozumienia opowieści o zwierzętach, o wydarzeniach, które miały miejsce, o ludziach, których spotkali na swojej drodze. Ostatnie rozdziały chyba najwięcej dają do myślenia, mnie od momentu dokończenia książki dręczy myśl, kto traktuje zwierzęta bardziej przedmiotowo i czy nagonka na jednostkę to jedyna forma walki o zmiany dla ogółu.
To potrzebna książka, w tle porusza wiele aspektów moralnych stosunku człowieka do zwierzęcia, daje szanse na wyrobienie sobie własnej opinii, a przy okazji jest bardzo interesująca i warta zarwania nocy. Książka dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej (JJ)

Vox. Christina Dalcher

Główną bohaterką powieści Christiny Dalcher jest Jean McClellan – żona, matka czwórki dzieci oraz znana specjalistka z zakresu neurolingwistyki. Poznajemy ją w momencie, gdy w kraju rządzą fanatycy religijni, a kobietom odebrano wszystkie prawa. Jean opowiada nam historię swojego życia oraz jak doszło do tego, że kobiety stały się jedynie własnością męża. Wyobraźcie sobie, że odbierają wam telefon, komputer, paszport, pracę … do tego wszystkiego zakładają na rękę licznik, który pozwala wypowiedzieć dziennie 100 słów, a przekroczenie tego limitu powoduje porażenie prądem. „Bransoletki” dostają również malutkie dzieci, którym zamyka się usta już od dnia narodzin. Wszystko to dzieje się tylko dlatego, że jesteście kobietą ! Homoseksualiści tracą jakiekolwiek prawa, wtrącani są do więzień, z których mogą się uwolnić jedynie po przejściu na „dobrą” stronę orientacji. Każde wykroczenie przeciwko cnocie jest surowo karane, oczywiście wykluczając mężczyzn. Jean dzięki swojemu wykształceniu oraz badaniom naukowym prowadzonym jeszcze przed zmianą ustroju politycznego, dostaje szansę na względny powrót do normalności. Zauważa, że nie wszystko wygląda tak jak pokazuje to propaganda i nie wszyscy popierają rząd. Czy wykorzysta tę szansę aby zawalczyć o swoją i innych kobiet wolność? „Vox” przedstawia nam dystopijną, alternatywną rzeczywistość, która pochłania bez reszty czytelnika i angażuje go do tego stopnia, iż razem z główną bohaterką zastanawia się, jak mogło dojść do zaistniałej sytuacji. Bohaterowie są znakomicie skrojeni, ludzcy, mają swoje słabości, a fabuła popycha nas do przodu bez chwili wytchnienia. Powieść budzi gniew, ale też i strach, szczególnie, że wiele wątków jest uderzająco podobna do obecnej rzeczywistości.
”Chyba trak naprawdę nie wierzyłam, że może dojść do tego. Myślę, że nikt z nas nie wierzył. Dopiero po wyborach zaczęło coś do nas docierać. Niektórzy po raz pierwszy podnieśli głowy. Głównie to kobiety stały na czele protestów (...) – kobiety takie jak ja, które nigdy nie chodziły na demonstracje, tłoczyły się w autobusach i wagonach metra, żeby maszerować na mrozie ulicami”. „Aborcja nie wchodzi w grę. I nie chodzi tylko o Wielebnego Carla i jego zgraję cnotliwych fanatyków. Odebrano nam prawo do tej decyzji z innego powodu – ze względów pragmatycznych. Zważywszy na ten obecny stan rzeczy, a zwłaszcza na sytuację kobiet, żaden normalny rodzic nie marzy o córeczce. Nikt by nie chciał wybierać koloru licznika dla trzymiesięcznego dziecka. Ja bym nie chciała”
Książka dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej. (AS)

Drzewo. Rodrigo Mattioli

Pewnego razu mała Hania postanowiła zasadzić drzewo. Po jakimś czasie wyrosła jedna gałąź a potem druga. Od tej chwili zaczęło się wszystko zmieniać. Pojawiły się ptaki, rodzina królików biegających w pobliżu, pszczoły i mrówki, co skrupulatnie zlicza autor na kolejnych kartach książki. W miarę pojawiania się nowych istot w końcu traci rachubę i prosi czytelnika o zliczenie wszystkich przybywających stworzeń. Książka staje się świetną zabawą w liczenie. Ale „Drzewo” to także bardzo pouczająca historia. Opowiada o tym, co się może stać, gdy zasadzimy drzewo i pozwolimy mu rosnąć. Z każdą kolejną stroną udowadnia, że sadząc tylko jedną sadzonkę daje się dom, schronienie i pożywienie dziesiątkom organizmów. Bo tylko czasami jedna decyzja wystarczy by odmienić świat. Polecamy! Książka dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej. (AJ)

Twoja reakcja na artykuł?

0
0%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group