Sobota, 18 września
Imieniny: Ireny, Józefa, Stanisława
Czytających: 5304
Zalogowanych: 7
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Zaczytaj się z Jelonką.com

Piątek, 30 lipca 2021, 9:04
Autor: KK
Jelenia Góra: Zaczytaj się z Jelonką.com
Fot. Książnica Karkonoska
„Jurata. Cały ten szpas” Anny Tomiak, „Gliniana pieczęć” Marty Kładź-Kocot i „Skrzeciuchy” Václava Havla – to te książki polecają tym razem bibliotekarze z jeleniogórskiej Książnicy Karkonoskiej. Dlaczego? Uzasadniają to w swoich recenzjach. Zapraszamy do lektury.

Jurata. Cały ten szpas. Anna Tomiak

„Jurata powstała z zachwytu” - czy można piękniej rozpocząć książkę? - opowieść o tym niewielkim skrawku ziemi pomiędzy Helem a Jastarnią i Bałtykiem a Zatoka Pucką. Że Jurata jest urocza, to, kto był ten wie i pewnie tylko z głębokim przekonaniem przytaknie, ale że ma tak ciekawą historię, to już dla wielu może być zaskoczeniem. I o tym jest ten reportaż. Półwysep Helski wrócił do Polski w 1920 roku. Strategiczne położenie na mapie od razu narzucało znaczenie militarne. Stąd bez mała natychmiastowa budowa wojskowej linii kolejowej i portu wojennego. Możliwość dojazdu przyciągnęła turystów i inwestorów a jednocześnie pogmatwała spokojne dotąd rybackie życie Kaszubów. Wybudowanie nowoczesnego, atrakcyjnego kurortu (konkurencyjnego w stosunku do Sopotu) wisiało w powietrzu. Szerokie piaszczyste plaże, wydmy, sosnowe lasy, mikroklimat z wysokim stężeniem jodu, a według niektórych odwierty, które wykazały duże zasoby pitnej wody przesądziły sprawę lokalizacji. Została zawiązana spółka akcyjna „Jurata” Uzdrowisko. Miejscowość rosła i piękniała w oczach. Trzy cytaty z okresu budowy domków letniskowych, czyli bungalowów: „O tym, jak bardzo to wszystko było nowoczesne, świadczy fakt, że w sąsiedniej Jastarni, wówczas sporej wsi, ludzie wciąż żyli bez prądu, a o bieżącej wodzie nikt tam nawet nie marzył. Tymczasem obszar Juraty został zelektryfikowany, zanim przystąpiono do budowy domów. (...) Równie wcześnie powstał system wodociągów. Następne obiekty też przybywały w ustalonej, logicznej kolejności”. „ Pilnowano dat, o poślizgach nie było mowy. Osoby budujące we własnym zakresie też były zobowiązane do utrzymania żelaznych terminów. Kto nie zdążył otynkować domu przed sezonem, płacił karę”. A na następny fragment proszę zwrócić szczególną uwagę: „Podczas budowy obowiązywała zasada nienaruszania istniejącego drzewostanu. Na obszernych, całkowicie zalesionych działkach domy stały jak pionki do gry w warcaby. Dzięki temu nikt nikomu nie przeszkadzał ani nie przesłaniał widoku. Budynki dzieliły spore odległości, to też zapewniało prywatność”. A potem? A potem przyszła wojna i zmiotła ten malowniczy świat. Zmieniały się czasy - Juratę upodobali sobie następni letnicy, ale o tym to sobie proszę już doczytać, a potem pojechać. Albo odwrotnie - kolejność dowolna. Książka dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej. (KH)

Gliniana pieczęć. Marta Kładź-Kocot

Kontynuacja powieści o Jardalu i Mitrii jest tak samo dobra jak pierwszy tom, mogłabym nawet się pokusić o stwierdzenie, że jest nieco lepsza przez to, że więcej rzeczy się dzieje, a także więcej się dowiadujemy na temat przedstawionego świata. Ta część jest też zdecydowanie brutalniejsza niż pierwsza. Zamach na Cesarza się nie udał i wszyscy spiskowcy muszą uciekać. Niestety nie wszyscy wychodzą z tego cało. Jardal jest nieprzytomny i musimy być podtrzymywany przy życiu przez energię przekazywaną mu przez Mitrię, bez niej może umrzeć. Cała grupa podąża w kierunku Xanty, gdzie mogą znaleźć kogoś , kto im pomoże. Poznajemy też losy innych bohaterów: Lety, a także Cantii, które poszukują odpowiedzi na pytania na temat Mitrii i Jardala. Kobiety są w stanie prześledzić pochodzenie czarodziejki, niestety pochodzenie maga pozostaje tajemnicą. Nawet Leta, doświadczona i wiekowa już magiczka nie pamięta Jardala młodego. W pewnym momencie czarodziejka i jej adeptka docierają do pewnej nordyckiej legendy, która może stanowić odpowiedź na ich pytania.
Poznamy także dużo nowych bohaterów, niektórzy nie pojawiają się na zbyt długo, a innych z pewnością nie polubimy. Leta spotka na swojej drodze emerytowanego wykładowcę, a także jego ucznia. Sam nauczyciel jest nieco ciapowaty, ale sympatyczny i zdecydowanie mogę go zaliczyć do jednych z moich ulubionych bohaterów, zwłaszcza, że wprowadza lekki wątek komediowy. Tego samego nie mogę powiedzieć o pierwszym nordyckim magu jakiego napotykamy, Haakonie Svearsonie. Jest brutalny i czerpie radość z przemocy i czyjejś krzywdy. Bardzo dużo złego uczynił Verenie, której los pozostanie dla nas zagadką.
Zakończenie jest nieco niezwykłe. Ja po doczytaniu do końca byłam w szoku, ponieważ okazuje się, że postać, która powinna być martwa i którą na początku pierwszego tomu mieliśmy wszelkie prawo uważać za pozytywną, okazuje się być głównym antagonistą i Panem na Zamku Cieni. Wielki i zły władca okazuje się być bohaterem, do którego od początku pałałam wielką sympatią i bardzo było mi go szkoda kiedy zapadał na niego wyrok śmierci.
W wypadku tej dylogii, trzeba czytać obydwa tomy po sobie. Pomimo tego, ze mamy spis postaci, to jednak bardzo łatwo jest się pogubić kto jest kim, zwłaszcza jeśli chodzi o postaci drugo i trzecio planowe. Pierwszy tom czytałam jakiś czas temu i przy kontynuacji miałam momentami trochę kłopotu, żeby sobie przypomnieć kim dany bohater jest i co robił w tomie poprzednim. Mimo dużej ilości bohaterów, to i tak bardzo dobrze się bawiłam przy tej opowieści.
Książka dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej. Serdecznie polecam. (PW)

Skrzeciuchy. Václav Havel

Niedawno w rubryce Zaczytaj się z Jelonką, w której bibliotekarze z Książnicy Karkonoskiej polecają książki ze zbiorów biblioteki, proponowano książkę „Havel od kuchni”. Parafrazując tytuł tamtej książki, dziś jako propozycję przedstawiam Havla od bajki czyli „Skrzeciuchy”. Havel był dramaturgiem i filozofem, kiedy zaproponowano mu w latach siedemdziesiątych napisanie bajki bronił się, twierdził, że nie potrafi. Ostatecznie wymyślił Skrzeciuchy i w swoim stylu napisał o nich bajki. Jest to niestety bardzo krótka lektura, mimo to dowodzi, że i w tej dziedzinie Havlovi nie zabrakło pomysłu, talentu i poczucia humoru. Filozof, kiedy siada do takiej literatury, z pewnością stworzy dzieło uniwersalne. Czy tak jest w przypadku tej książki? Istotą treści jest tu podtekst, polityczny i społeczny, nonsens i cyniczny uśmiech, stawia to książkę raczej na półce z literaturą dla dorosłych, chociaż mali czytelnicy pewnie zainteresują się zwyczajami i sposobem życia Skrzeciuchów. Byleby się nimi nie stać. O czym więc jest ta bajka? O przywarach, złych nawykach, uwikłaniu w schematy z prześwitami życia w państwie totalitarnym. W Czechach „Skrzeciuchy” spotkały się ze skrajnymi opiniami, pora wyrobić sobie własną. Książka wkrótce dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej. (JJ)

Twoja reakcja na artykuł?

0
0%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group