Środa, 2 grudnia
Imieniny: Piotra, Pauliny
Czytających: 5502
Zalogowanych: 7
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Zaczytaj się z Jelonką.com

Wiadomości: Jelenia Góra
Piątek, 13 listopada 2020, 9:01
Autor: KK
Fot. Książnica Karkonoska
„Janowska” Michała Zabłockiego, „Abecadło Kisiela” Stefana Kisielewskiego i „Gucio na tropie zaginionej świnki morskiej” Małgorzaty Kur – te książki polecają bibliotekarze z jeleniogórskiej Książnicy Karkonoskiej. Dlaczego? O tym piszą w swoich recenzjach. Zapraszamy do lektury.

Janowska. Michał Zabłocki

Autor tomiku Michał Zabłocki jest synem tytułowej Janowskiej, czyli niezapomnianej śpiewaczki z „Zakazanych piosenek” czy cioci Uli, królowej autostopu z „Podróży za jeden uśmiech”. Pisarz w trzydziestu trzech krótkich formach pomieścił całe wspaniałe życie matki- aktorki. Pomiędzy fakty z życiorysu wplótł odczucia związane z zaszczytem dzielenia kawałka swego istnienia z niezwykłą kobietą, jaką była Alina.
Jako syn-poeta podjął się bardzo trudnego zadania - przedstawienia losów matki oraz próby zmierzenia się z sytuacją, która nastąpiła po wykryciu u niej postępującego zaniku pamięci. W pierwszych wierszach tomu aktorka jawi się czytelnikowi jako niezłomna osoba, w której egzystencję od samego zarania wpisany jest sukces związany „z planem wpisanym w geny/ zakodowanym dla danego osobnika/ od narodzin do śmierci”. To matka-siłaczka, która wszystko, czego się dotknęła robiła najlepiej. Niestety, z dnia na dzień z powodu błędu, który „popsuł odwieczny zapis”, zaczęła tonąć w niepamięci. W tej właśnie sytuacji muszą odnaleźć się jej najbliżsi, a szczególnie syn. To on pomaga matce-bohaterce w odgrywaniu najważniejszej w życiu roli i odnoszeniu i na tym polu zwycięstw. Już nie nagrody i splendor cieszą najbardziej „sukcesem jest uśmiech/ i delikatny uścisk dłoni”.
Chociaż Janowska umarła, to jednak żyje. Syn pisze jej legendę, bo przecież to on znał ją najlepiej. A ona ożywa w jego wspomnieniach, by znów choć na chwilę stać się tą Aliną, którą była zanim przestała poznawać bliskich.
Tomik powstał dzięki talentowi syna Aliny Janowskiej, która umiejętność poetyckiego opisu świata przekazała mu w genach. To on został strażnikiem jej pamięci, by codziennie własną rodzicielkę odmrażać w ciepłych dłoniach, przeżywać „żywą nieobecność” ukochanej matki.
Tę pozycję warto przeczytać, bo jako gatunek biografii wierszem jest wyjątkowa. (ET)

Abecadło Kisiela. Stefan Kisielewski

Bywa tak, że zamiast sięgać do nowości, warto odgrzebać nieco zakurzone pozycje sprzed lat i wrócić do klasyków. Oprócz Sienkiewiczów, Mickiewiczów, Prusów i Herbertów są bowiem tacy autorzy, których z jednej strony znamy i szanujemy, a z drugiej zupełnie zapominamy o ich istnieniu. Rzadko trafiają do kanonu lektur, a jeśli już to we fragmentach, a szkoda, bo ich dorobek po latach okazuje się być aktualny, uniwersalny i ponadczasowy. Tak właśnie jest ze Stefanem Kisielewskim „Kisielem” i jego Abecadłem, od którego premiery mija właśnie trzydzieści lat (Oficyna Wydawnicza Interim, Warszawa 1990).
Stefan Kisielewski był człowiekiem niepokornym, kochanym i znienawidzonym. Z zawodu kompozytor, po wojnie wykładowca Akademii Muzycznej, poseł z ramienia koła „Znak” (do czasu, gdy podpisał List 34), a przede wszystkim publicysta, literat i komentator życia publicznego. Podobno narzekał, że władza czyta go na potęgę, ale w ogóle nie słucha. Za publiczne nazwanie cenzorów „dyktaturą ciemniaków”, które to określenie kierownictwo Polski Ludowej niesłusznie przypisało sobie (paradoks!), ukarany został czasowym zakazem publikacji i przysłowiowym ostrzegawczym mantem spuszczonym przez „nieznanych sprawców”. Karcenie polityczne i fizyczne nie podziałało: do końca istnienia PRL Kisiel mówił i pisał to, co myślał dostarczając pracy cenzorom kreślącym po kolejnych numerach „Tygodnika Powszechnego”. Na łamach krakowskiego pisma w 1984 roku zamiast zwyczajowego felietonu opublikował słynną „listę kanalii” i w ten sposób bez słowa bezpośredniej krytyki upokorzył konformistycznych kolegów po fachu.
W 1990 roku, u progu III Rzeczypospolitej, Kisielewski wydaje swoje Abecadło – listę żyjących i nieżyjących osób publicznych, z którymi zetknął się w ciągu swojego życia. Krótkie biogramy opatrzył komentarzami i anegdotami. Można zaryzykować stwierdzenie, że trzy dekady później , kiedy znamy dalsze losy jego „bohaterów”, lektura „Kisielowego „alfabetu staje się jeszcze bardziej fascynująca. Są na tej liście oczywiście partyjni bonzowie, jak wieloletni nominalny szef państwa Henryk Jabłoński. Historyk z zawodu, podobno przed wojną wpadł na korytarzu Wojskowego Instytutu Historycznego na jakiegoś staruszka, od którego usłyszał słowa „Uważaj gówniarzu!” i w ten sposób jedyny raz w życiu zetknął się z Piłsudskim. Tuż obok figurują czołowi kontestatorzy Polski Ludowej, jak Andrzej Gwiazda („nie znam, nie wiem. Wiem, że boi się go Wałęsa”) czy Adam Michnik („Czy jest to wielka głowa polityczna - to mam wątpliwość. Natomiast jest błyskotliwy niezwykle, no i odważny. W więzieniach wysiedział. Nieustępliwy. Tylko, że on się teraz bawi polityką.”). Nie zabrakło wysoko postawionych duchownych z biskupem Teodorem Kubiną („Bardzo światły biskup, miał galerię malarstwa z aktami kobiecymi, którą mi pokazywał. Prosił, żebym nikomu nie mówił, bo nie wypada, ale teraz już można powiedzieć.”) i samym Karolem Wojtyłą („Bardzo wybitna postać. Żałuję go czasem, że się tam męczy okropnie pracą. Bo to poważny człowiek i poważnie traktuje to papiestwo.”). Późniejszego ministra Antoniego Macierewicza porównał Kisielewski do „Polaka – Diabła Boruty”, a Janusza Korwina-Mikkego nazwał fantastą, który jednak „tę kostkę węgierską w minutę składa”. Jerzy Urban to dla niego „bujacz i cynik”, ale z adnotacją, że „dziennikarzom zagranicznym się podoba”.
Czytając Abecadło w 2020 roku zapewne nie da się z Kisielewskim zgodzić w stu procentach, wszak w przeciwieństwie do niego współczesny Czytelnik zna dalszą część historii, ale równie często nie sposób nie mu przyznać racji. Książka ta jest jak wróżba dla naszego państwa – tym razem chyba zadziwiająco trafna. (EM)

Gucio na tropie zaginionej świnki morskiej. Małgorzata Kur

Zapraszamy do świata dwóch przyjaciół z podwórka. Gucio to rezolutny sześciolatek, uwielbiający bluzy ze zwierzętami, pokrojonego w słupki ogórka i rozwiązywanie zagadek. W przyszłości chciałby zostać detektywem. Ma swoje własne zwierzątko - kota o imieniu Migot. Łączy ich niezwykła więź. Najlepszym przyjacielem Gucia jest Franek, kolega z przedszkola i sąsiad mieszkający na tym samym osiedlu co Gucio. Franek także lubi zwierzęta i jest właścicielem kawii domowej czyli świnki morskiej o imieniu Stefan. Chłopcy lubią się razem bawić, odwiedzać w swoich domach i spacerować po pobliskim parku. Pewnego dnia zabierają na dwór Migota i Stefana, który miał sobie pobiegać i zjeść trochę świeżej trawy. Chłopcy bawią się w najlepsze, aż do czasu, kiedy zaczęło się zbierać na burzę. Wtedy okazało się, że zniknęła świnka! Gucio, chcąc pomóc w poszukiwaniach zaginionego zwierzątka, postanawia wraz z Frankiem otworzyć śledztwo. Pierwszym zadaniem mogącym ustalić gdzie jest zwierzątko było przepytanie świadków. Dzieci, dorosłych i sąsiadów. Jak się okazało, nikt nic nie widział. Gucio idzie również ze swoją mamą do schroniska dla małych zwierząt. Jednak żaden z tropów nie jest właściwy. Stefan przepadł jak kamień w wodę a znalazł się w najmniej oczekiwanym, choć wcześniej przeszukanym miejscu. „Gucio na tropie zaginionej świnki morskiej” to bardzo ciekawa, lekka i pełna humoru lektura. Mali czytelnicy poznają takie wartości jak przyjaźń, niezłomność i miłość do zwierząt. Przekonają się, że pomysłowość i współpraca są bardzo ważne. Książka Małgorzaty Kur zajęła pierwsze miejsce w kategorii wiekowej 0-6 lat, w V Konkursie Literackim im. A. Lindgren na współczesną książkę dla dzieci i młodzieży. Polecamy! (AJ)

Twoja reakcja na artykuł?

1
100%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group