Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Sobota, 16 maja
Imieniny: Andrzeja, Szymona
Czytających: 14921
Zalogowanych: 74
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Zaczytaj się z Jelonką.com

Piątek, 29 lipca 2022, 8:02
Autor: KK
Jelenia Góra: Zaczytaj się z Jelonką.com
Fot. Książnica Karkonoska
„Lato z Homerem” Sylvaina Tessona, „Ferdinand Albin Pax i dzieło jego życia” Magdaleny Mularczyk oraz „Nawia: szamanki, szeptuchy, demony” – to te tytuły polecają nam tym razem panie bibliotekarki z jeleniogórskiej Książnicy Karkonoskiej. O wybranych książkach piszą ciekawie w swoich recenzjach. Warto je czytać.

Lato z Homerem. Sylvain Tesson

Zacznijmy od autora. Sylvain Tesson – geograf, pisarz, dziennikarz, ale przede wszystkim podróżnik, a właściwie poszukiwacz przygód i to z najwyższej półki. Trudno zdecydować, które z jego przedsięwzięć określić jako najbardziej ekstremalne: rowerową podróż dookoła świata, przebyte pieszo Himalaje czy wyprawę z Syberii do Indii, śladami bohaterów książki Sławomira Rawicza „Długi marsz”. Tylko on mógł stworzyć taką rzecz i tak się do niej zabrać. „Lato z Homerem” to pierwotnie zapis audycji radiowych, będących subiektywnymi komentarzami do starożytnych eposów. Powstawały w niezwykłych okolicznościach, bo w izolacji od świata: Sylvain Tesson przez miesiąc mieszkał na Cykladach, na wyspie Tinos, górującej nad Morzem Egejskim, czyli w iście homeryckiej scenografii – nieustanny wiatr, zaciekłość morskich fal, przeszywający krzyk sowy, bezlitosne słońce i nagie skały. Znał oczywiście” Iliadę i „Odyseję”, ale dopiero ponowna ich lektura, wolna od szkolnego obowiązku, poszerzyła możliwości interpretacyjne, a w efekcie pozwoliła spojrzeć na dzieło Homera jak na tekst, którego nie ima się upływ czasu. „Pamiętacie, jak w dzieciństwie musieliśmy czytać te staroświeckie teksty? Byliśmy w pierwszej klasie gimnazjum, przerabialiśmy Homera. Tęskniliśmy za otwartą przestrzenią. Podczas lekcji znudzeni patrzyliśmy przez okno na niebo, na którym nigdy nie pojawiał się żaden rydwan. (…) Rada anarchisty: porzućmy wszelkie zajęcia! Odłóżmy zmywanie do jutra! Wyłączmy monitory! Dajmy popłakać niemowlętom i sięgnijmy po „Iliadę i „Odyseję”, by czytać na głos fragmenty, nad morzem, w domu przy oknie, na szczycie góry. Pozwólmy, aby dotarły do nas nieludzko cudowne pieśni. Pomogą nam we mgle naszej epoki. Nadchodzą bowiem straszne stulecia. (…) Otworzyć „Iliadę” i „Odyseję” to tak, jak zajrzeć do gazety. Ten napisany raz na zawsze dziennik świata jest dowodem, że nic się nie zmienia pod słońcem Zeusa: człowiek – to wspaniałe i beznadziejne zwierzę, jaśniejące blaskiem i pełne niedoskonałości – jest zawsze taki sam. Homer pozwala zaoszczędzić na prenumeracie gazet”. Może tak właśnie trzeba mówić i pisać o literaturze, może to jest klucz, aby otworzyć umysły i wrażliwość? W każdym razie warto spróbować. Książka dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej. (KH)

Ferdinand Albin Pax i dzieło jego życia. Magdalena Mularczyk

26 lipca 1858 w miejscowości Dvůr Králové nad Łabą koło Trutnova urodził się Ferdinand Albín Pax. Z pochodzenia był Niemcem. Już w dzieciństwie w poszukiwaniu ziół z babcią wędrował po Karkonoszach i pokochał tutejszą przyrodę, zwłaszcza kwiaty. Systematycznie i intensywnie poświęcił się ich badaniom. Po śmierci matki w 1861 roku jego rodzina przeprowadziła się do podkarkonoskiego Žacléřa. Po ukończeniu szkoły podstawowej uczęszczał do gimnazjum w Kamiennej Górze, w którym zaczął publikować pierwsze florystyczne opracowania. We Wrocławiu studiował botanikę i geologię oraz chemią, matematykę i geografię. Podczas studiów opracował kompleksowo roślinność Karkonoszy i współpracował z Emilem Flekie przy jego florze Śląska. W 1882 roku zdobył tytuł doktora filozofii, wyjechał na praktyki do Kiel. W wieku 35 lat zostaje profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Wrocławskiego i kierownikiem katedry Botaniki. Z tym miejscem związał niemal 50 lat życia. Był rektorem Uniwersytetu Wrocławskiego w latach 1913/1914. Dziełem jego życia było badanie flory obszarów górskich, w 1984 roku pokusił się o odwzorowanie występowania roślin w Karpatach. Podczas I wojny światowej przeprowadził szczegółowe badania flory Polski. Profesor Pax był skromnym, pracowitym, zdecydowanym i silnym psychicznie człowiekiem. Jako syn ubogiego górala w trudnym dzieciństwie i młodości ukształtował się jego charakter, był odporny i niezłomny, pilny i systematyczny. Często znikał wśród przyrody, nie znosił przemądrzania się i noszenia krawatów. Nigdy nie nosił zimowej bielizny i rękawic, jeździł saniami aż do sześćdziesiątki. Wychował ponad 50 doktorantów. Był dyrektorem ogrodów botanicznych w Berlinie i Wrocławiu i wykładowcą na Uniwersytecie w Warszawie i Wrocławiu oraz wrocławskiej politechnice. Jedną z prac naukowych poświęcił motylowi Niepylakowi apollo w Sudetach. Obecnie trwają w KPN prace nad przywróceniem tego gatunku do środowiska naturalnego.
Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego jest drugim najstarszym ogrodem botanicznym w Polsce, założonym w 1811 roku i jedynym uniwersyteckim ogrodem botanicznym na Ziemiach Odzyskanych. Ferdinand Albín Pax kierował nim przez 33 lata w okresie wielkiego rozkwitu nauk przyrodniczych i eksplorowania niezbadanych obszarów kuli ziemskiej. Jego życie i dorobek naukowy oraz olbrzymi wkład w rozwój wrocławskiego Ogrodu Botanicznego opisała Magdalena Mularczyk w książce „Ferdinand Albin Pax i dzieło jego życia”. Książka zawiera te anegdoty związane z naukowcem.
„Będąc uczniem gimnazjum w Kamiennej Górze, często odbywał samotne wycieczki w Góry Krucze i w Karkonosze. Najczęściej wyruszał w drogę w sobotę po lekcjach, zabierając ze sobą tylko skromny prowiant i kilka fenigów. Nocował przeważnie w zaroślach kosodrzewiny. W poniedziałek rano wracał do szkoły tak zmęczony, że w czasie popołudniowych lekcji musiał nieraz uciekać się do groteskowych sposobów, aby nie zasnąć. W zimie również wybierał się w góry bardzo często i w czasach, gdy prawie nie było jeszcze mowy o sportach zimowych, chętnie jeździł na sankach. […] „Synem gór” pozostał aż do późnej starości. Bardzo ubolewał, że Karkonosze z roku na rok tracą na dzikości i niedostępności, a ich szata roślinna zmienia się w związku z rozwojem turystyki. Mimo to do późnego wieku często je odwiedzał i nawet swoje 80. Urodziny spędził w Karpaczu. Był tak świetnym znawcą flory Karkonoszy, że nawet wtedy, gdy już prawie nic nie widział, pamiętał stanowiska rzadkich i cennych roślin”.
Dziś by nie poznał ukochanych Karkonoszy i zadeptanej Śnieżki.
Książka dostępna jest w zbiorach biblioteki. Polecam, bo to opowieść o niezwykłym człowieku z wyjątkowym, góralskim charakterem, który niemal nie wypuszczał cygara z ręki, a w domu zawsze miał chociaż jednego psa. (JJ)

Nawia: szamanki, szeptuchy, demony

Nawia jest to zbiór niezwykłych opowiadań fantasy, który bazuje na wierzeniach słowiańskich. Każde z opowiadań stworzył inny polski autor. Znajdziemy tutaj różne szeptuchy, a także magię i stworzenia zrodzone ze słowiańskich mitów. Niektórych bohaterów polubimy od razu, a innym będziemy musieli dać trochę czasu. Poziom jak i klimat opowiadań jest zróżnicowany. Zbiory opowiadań lubię za to, że nie koniecznie trzeba przeczytać je od początku do końca, ale można wybrać jaka tematyka nas interesuje i wybrać najciekawsze z nich. Część opowieści ma miejsce w czasach współczesnych, inne sięgają czasów dawnych, przy jednych owionie nas zapach drewna z ogniska, przy innych poczujemy się jak podczas wędrówki dawno zapomnianą, leśną ścieżką, jedno jest pewne- każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.
Zbiór otwiera opowiadanie „Płacz cichą nocą się niesie”. Opowiadanie jest o zjawie dziecka, które nawiedza swoich rodziców. Zrozpaczona matka oczywiście udaje się do Szeptuchy, która jest jedyną osobą, która jest w stanie pomóc dręczonym ludziom. Ostatnie, natomiast dzieje się w czasach pierwszych Piastów i również traktuje o szeptuchach, na dodatek takich, które zadają się ze skrzatami. Z całego zbioru najbardziej charakterystyczne jest opowiadanie „Szeptucha”, ponieważ stanowi ciekawe połączenie rozsądnej dawki humoru, magii i barwnych postaci. W tej opowieści pojawia się rusałka, a także przerażony sołtys, no i oczywiście sędziwa Szeptucha, która zawsze jest gotowa nieść pomoc mieszkańcom wsi, jeśli pojawi się jakiś starożytny byt z pradawnych wierzeń słowiańskich.
Cała książka jest utrzymana w tematyce słowiańskich wierzeń, ale skupia się głównie na zawartych w tytule szamankach, szeptuchach i demonach. Czyta się ją szybko, więc jest idealnym wyborem na lekką lekturę na letnie popołudnie.
Serdecznie polecam.
Książka dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej (PW).

Twoja reakcja na artykuł?

1
100%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Sonda

Puste kościoły, mniej księży... Niedzielne msze raz w miesiącu?

Oddanych
głosów
681
Dobry pomysł
49%
To jest niedopuszczalne
32%
Nie mam zdania
19%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Polacy tracą fortunę przez promocje
Rozmowy Jelonki
Rezonans dla węża domowego już możliwy
 
Kultura
"Nocny łowca" nadchodzi
 
112
Toyota na barierce
 
Aktualności
Moda na recykling
 
Uzdrowisko Cieplice
Termalny relaks dla zdrowia i dobrego samopoczucia
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group