Sobota, 5 grudnia
Imieniny: Krystyny, Sabiny
Czytających: 5704
Zalogowanych: 6
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

W cieniu kominów

Wiadomości: Jelenia Góra
Środa, 18 kwietnia 2007, 0:00
Autor: TEJO
Fot. Janusz Lewicki
Marne szanse na ożywienie terenów byłej Celwiskozy.

Industrialna dzielnica Jeleniej Góry z futurystyczno-katastroficznym krajobrazem niczym scenografia do filmu science fiction. Jednak to nie dekoracje, ale rzeczywistość. Opuszczone fabryki, rozkradane z resztek złomu budynki. A wszystko w cieniu najpotężniejszych kominów w rejonie Karkonoszy.

Ulicą Wojewódzką czasami przejedzie ktoś na rowerze. – To najkrótsza trasa z Jeleniej Góry do Cieplic. W miarę bezpieczna. Nie to, co szalejące na ulicy Wolności samochody. Tu ruchu prawie nie ma – mówią napotkani cykliści, którzy całymi rodzinami wybierają się na dwóch kółkach na wycieczkę do uzdrowiska.

Hodowca kóz rytualnie przeprowadza zwierzęta na wypas przez tory kolejowe, którymi raz na jakiś czas sunie powoli pociąg w kierunku Szklarskiej Poręby. Od kiedy obcięli rozkład jazdy, składów jest coraz mniej.
Przystanek Jelenia Góra Celwiskoza, niegdyś tętniący robotniczym życiem wsiadającej i wysiadającej załogi sztandarowej fabryki włókien sztucznych to dziś – podobnie jak sąsiedztwo – ruina.

Wokół pustka budząca jednocześnie zachwyt, niesmak i grozę.
Piękno jest gdzie indziej. Nie tak daleko. Z morza na pół walących się hal fabrycznych z czerwonej cegły prześwitują Karkonosze i zieleniejące łąki i wzgórza między Jelenią Górą i Cieplicami. Tam jeszcze jest życie, które
zamarło na terenie między ulicami Karola Miarki i Wojewódzką.

Na najwyższy komin dawnej Celwiskozy prowadzą schody, a raczej wbite w konstrukcję metalowe stopnie. Ale wejście po nich to raczej propozycja dla samobójców. Lub alpinistów, którzy poza sezonem dorabiają malując tego typu obiekty. Ktoś tam czasami musi wejść: na kominie – nadajniki przekaźnika telefonii komórkowej. Światła ostrzegające pilotów przelatujących nad fabryką samolotów.
W wyobraźni widać, jakie panoramy rozciągają się z tego komina. Chyba najwyższego „drapacza chmur” w okolicy.

Aż się prosi, aby coś z tym zrobić. To przecież kawał miejskiej przestrzeni, która w innych warunkach, może w innym kraju, nabrałaby charakteru, zachęciła czymś ludzi do zwiedzania tego miejsca z żelazobetonu, cegieł i stali.
Teren jest własnością kilku spółek, które powstały po rozpadzie Celwiskozy. Działa jeszcze spadkobierczyni zakładu, firma Jelchem. Stąd od czasu do czasu wśród stert brudów i śmieci oraz ruin pojawi się jakiś normalny samochód.

Bije cisza. Dla ludzi, którzy mieszkają w pobliżu bywa przygnębiająca, bo kiedy fabryka działała, cały czas tu szumiało. Hałas niesiony pogłosem roznosił się nawet kilka kilometrów. – Teraz to jak wymarła planeta – mówi napotkany mężczyzna. – Dobrze, że przynajmniej nie truje i nie cuchnie – dodaje. Choć toksyczne wyziewy czuć było najbardziej daleko poza Celwiskozą, a trujące osady do dziś „zachowały się” w nurtach Bobru, dokąd Kamienną płynęły przemysłowe ścieki.

Wizja ucywilizowanej dzielnicy industrialnej: mekki artystów, którzy takie klimaty uwielbiają. W Niemczech wykorzystują dawne hale fabryczne na studia i pracownie. U nas, nie. Może jakiś pub w technicznym stylu? Koncerty techno dla młodzieży? Może taras widokowy na nieczynnym od lat kominie? W środku – winda, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie wejdzie tam po metalowych szczeblach. To rozmaite propozycje, o których słyszało się ostatnio. Okazuje się, że nie do zrealizowania.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (23) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group