Wtorek, 21 września
Imieniny: Jonasza, Mateusza
Czytających: 6859
Zalogowanych: 12
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Temida ma zeza

Niedziela, 14 czerwca 2009, 8:00
Aktualizacja: Wtorek, 16 czerwca 2009, 11:09
Autor: Mar
JELENIA GÓRA: Temida ma zeza
Fot. DTP
Prawie pięć lat przed jeleniogórskim sądem rejonowym trwał proces o ustalenie winnego wypadku samochodowego, do jakiego doszło 30 października 2004 roku na ulicy Spółdzielczej. Chociaż opinia biegłego sądowego zawierała istotne uchybienia i niektórzy świadkowie byli niezbyt wiarygodni, sąd 30 grudnia 2008 roku, ustami młodego sędziego, wydał nieprawomocny wyrok: dwa lata w zawieszeniu i kilka tysięcy złotych grzywny dla jeleniogórzanina, pana Adama za spowodowanie kraksy.

Jak wynika z ustaleń policji i zeznań mężczyzny, około godz. 19 jechał on samochodem marki Mercedes S 320 ulicą Spółdzielczą środkowym pasem ruchu pod górę w kierunku Szklarskiej Poręby. Gdy zbliżył się do szczytu wzniesienia zrównał się z samochodem jadącym prawym pasem dla wolniej poruszających się pojazdów.

– Widziałem ciemno czerwony samochód, ale nie zwracałem uwagi na markę – mówi pan Adam – gdy zrównaliśmy się, nagle poczułem uderzenie w bok mojego samochodu. Straciłem panowanie nad autem, który przejechało podwójną ciągłą i zderzyłem się z jadącym z naprzeciwka samochodem.

Jak wynika z opinii biegłych od wypadków samochodowych, w tym momencie w mercedesa, który odrzucony przez opla stanął w poprzek jezdni uderza nadjeżdżający z naprzeciwka samochód marki Daewoo Lanos.

Rozbieżne widzenie
Kierująca samochodem zeznaje potem, że widziała jak jakiś samochód jedzie szybko pod górę, skręca na drugi pas jezdni, uderza w samochód jadący przed nią, a następnie przemieszcza się w powietrzu i spada na jej samochód. Te zeznania oraz jadącego pod górę funkcjonariusza jeleniogórskiej straży miejskiej, który z kolei twierdził, że jechał obok mercedesa, gdy ten skręcił gwałtownie na przeciwległy pas ruchu, stają się podstawą do oceny zdarzenia przez biegłego sądowego, Marka Brzezińskiego.

– Ta opinia jest pełna przekłamań przeinaczeń i pomija istotne dla sprawy zeznania oraz oparta jest na fałszywych danych – denerwuje się pan Adam – biegły nie był na miejscu wypadku, nie oglądał mojego samochodu po zdarzeniu, wystarczyły mu tylko zdjęcia. Przyjął nieprawdziwą wagę samochodu, twierdził, że nie musi.

Przyjął zupełnie inny samochód niż ten, którym się poruszałem z nieprawdziwą wagą samochodu, z nieprawdziwymi wymiarami, co ma bardzo istotne znaczenie dla oceny przebiegu kraksy. Strażnik miejski był na miejscu wypadku i składał wyjaśnienia, ale w sądzie jego kolega który brał udział w czynnościach na miejscu wypadku zeznał, że nie widział jego, dość charakterystycznego, samochodu. Tymczasem oględziny auta, którego nikt na miejscu nie widział, a którym rzekomo jechał strażnik, posłużyły za dowód, że moje twierdzenie o uderzeniu w bok mojego auta jest nieprawdziwe. Skąd więc wgniecenie w moich prawych drzwiach i ślady na zerwanych osłonach z tych drzwi?

Biegły: powiedziałem wszystko
– Wszystko co mam do powiedzenia na ten temat, jest w protokole rozprawy i w moich wyjaśnieniach – usłyszeliśmy od Marka Brzezińskiego – czy robiłem wizję lokalną na miejscu wypadku? Przejeżdżam tamtędy codziennie samochodem od wielu lat i doskonale wiem, jak wygląda to miejsce więc oglądać go dodatkowo nie muszę. Od trzydziestu lat wykonuję ekspertyzy dla sądu i nigdy nikt niczego mi nie zarzucał. A jeśli sąd uznałby, że moja opinia nie jest wystarczająca, zawsze może powołać kolejnego biegłego. Ja tylko pomagam w ocenie zdarzenia i inni eksperci też się wypowiadają.

Biegły przyjął w swojej opinii, że samochód Mercedes ważył z kierowcą 1.395 kilogramów, według zapisu w tzw. farhzeugbrief ((niemiecki odpowiednik polskiej książki pojazdu) masa ta bez pasażerów wynosi 1.910 kg. W odpowiedzi na zarzuty obrony pisze między innymi: Biegłemu nie jest znany żaden model samochodu osobowego marki Mercedes, którego masa własna byłaby tak duża, jak twierdzi to obrońca. Briefu nie ma w aktach sprawy. Biegły wyjaśnia, że przyjął do wyliczeń wagę najpopularniejszego na polskich drogach samochodu marki Mercedes.

Lot samochodu
Kolejnym punktem spornym jest lot samochodu w powietrzu pod górę, po zderzeniu z Oplem. – Nic takiego nie miało miejsce, po zderzeniu mój samochód stanął w poprzek drogi. Wtedy uderzył w niego Lanos. Jak auto ważące dwie tony po zderzeniu z samochodem miało lecieć pod górę ponad 20 metrów? – pyta pan Adam.

Biegły znalazł na to wytłumaczenie i tak wyjaśnia sądowi: – Zdziwienie obrońcy możliwością lotu samochodu osobowego o masie około 1.500 kg po zderzeniu ukośnym z samochodem Opel Kadett będącym w ruchu przy prędkości zderzenia około 100 km/h jest nieuzasadnione, co można udowodnić chociażby scenami wyrzutu samochodów do góry po zderzeniu w filmach akcji lub scen kolizji na torach wyścigowych.
Natomiast nie dokonał oględzin samochodów, na których wyraźnie widać w jaki sposób się zderzyły.

Kłania się Kafka
– Przez pięć lat miałem wrażenie, jakbym uczestniczył w jakiej absurdalnej tragikomedii – mówi pan Adam. – Samochód, który widziałem tuż przed zderzeniem, wyparował, a na jego miejsce pojawił się inny, którego tego wieczora na miejscu wypadku na pewno nie było. Biegły nie ogląda miejsca zdarzenia, nie dokonuje oględzin mojego rozbitego samochodu, fałszuje dane o samochodzie i podaje inny typ samochodu i jego zaniżoną masę o blisko 700 kilogramów. Świadek wypadku mówi to czego z miejsca, w którym był w momencie zderzenia nie było widać, a sąd nie reaguje na wnioski obrony, aby zweryfikować te zeznania. Wystarczy stanąć na drodze, w miejscu w którym znajdował się samochód świadka, żeby przekonać, się, że nie widać tego, co się dzieje za wzniesieniem.

Okazało się, że to, czego nie sposób było sprawdzić przez prawie pięć lat, oczywiste było dla niezależnych biegłych, który wykonali powtórną ekspertyzę i ustalili na podstawie dokumentów i dokładnych oględzin miejsca zdarzenia najbardziej prawdopodobny przebieg wypadku. Jeden z wniosków jest dla biegłych oczywisty: świadek, Patrycja K. nie mogła widzieć tego, co zeznała przed sądem.

– To było już tak dawno. Teraz wiem, że nigdy już nie będę zeznawała jako świadek w jakiejkolwiek sprawie – powiedziała pani Patrycja – nawet nie chcę sobie przypominać, jak to dokładnie było. Teraz mam inne kłopoty na głowie. Akurat wtedy jechałam za samochodem poszkodowanej i zeznałam tylko to co widziałam. Za to zostałam potraktowana jak oszust. Dlaczego nie powiedziałam w sądzie, że kierująca Lanosem to moja dobra znajoma? Nie pamiętam dlaczego, ale od tych wydarzeń już nie utrzymujemy ze sobą kontaktów.

Ostatnio Wydział Odwoławczy Sądu Okręgowego w Jeleniej Górze zasądził powtórne przeprowadzenie postępowania dowodowego w tej sprawie.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (48) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group