Sobota, 5 grudnia
Imieniny: Krystyny, Sabiny
Czytających: 5617
Zalogowanych: 7
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Teatry uliczne: najlepsze na koniec

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Poniedziałek, 9 sierpnia 2010, 9:08
Aktualizacja: Niedziela, 3 lipca 2011, 9:18
Autor: Natasza
Fot. Natasza
Wczorajszy wieczór ostatniego dnia XXVIII Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych wypełniły występy katalońskiej grupy Circus Delirium z Hiszpani, ponownie La Complet’ Mandingue z Francji oraz najbardziej wyczekiwany holenderski Theater Gajes.

„Bambola” grana przez Katalończyków to opowieść o człowieku pragnącym mieć przepiękną baletnicę z plakatu. Za pomocą katarynki, do której włożył poszczególne części ciała, wykreował swą ulubienicę, a następnie próbował nią złożyć. Uzależniona od muzyki i pewnego widza ślicznotka tańczyła na szarfie i kole oraz nieustannie myślała o swym ukochanym z publiczności. Mimo przeszkody, jaką był jej twórca, w końcu uwalniła się od zależności i nasyciła się miłością. Przedstawienie barwne i ładne wizualnie. Tancerka oczarowywała wszystkich swym plastycznym ruchem, a aktor - grą na wiolonczeli.

Francuzi z La Complet’ Mandingue – tak jak wcześniej – pokazali swoje zdolności muzyczne w formie performance – koncertu. Wielu widzów przyłączało się do śpiewów i tańców przy okazji świetnie się bawiąc.

„Don Quixote” grany przez Theater Gajes na placu blisko Hotelu Mercure, został nagrodzony największymi brawami spośród wszystkich ulicznych spektakli tej edycji MFTU. Cała historia została "zbudowana" kilka metrów nad publicznością. Aktorzy chodzili na szczudłach przy dużej scenografii składającej się z wielu jeżdżących i statycznych maszyn. Do pokazu zaproszono dziewięciu statystów z Jeleniej Góry, którzy podczas spektaklu pomagali w technicznych rzeczach. – Jestem zadowolony, że mogę pracować z tymi ludźmi. Choć trwało to krótko, trochę od nich się nauczyłem – powiedział jeden z młodych ludzi.

Dzieło Cervantesa „Don Quijote de la Mancha” jest powszechnie znane. W przedstawieniu używano angielskich zwrotów bądź pojedynczych polskich słówek. W ustach Holendrów brzmiały one nieco dziwnie, więc widownia od razu się śmiała. Cały czas unosiła się nastrojowa muzyka grana przez trio, a momentami śpiewała spektaklowa diva lub kapłan.

Widownia nie stała w miejscu. W momencie nadjeżdżania konia bądź zbliżających się aktorów na szczudłach od razu wszyscy się odsuwali. Do czynnego śledzenia widowiska zmuszali także aktorzy, którzy zmieniali miejsce akcji na obszernym placu przy ulicy Sudeckiej. Theater Gajes z całą pewnością tak jak w tamtym roku zagórował nad wszystkimi innymi teatrami. I znów sprawdza się powiedzenie: najlepsze zawsze na koniec.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (11) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group