Czwartek, 17 czerwca
Imieniny: Alberta, Laury
Czytających: 6333
Zalogowanych: 6
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Sekrety miasta i regionu. Mieliśmy pogotowie lotnicze

Niedziela, 20 listopada 2011, 8:06
Aktualizacja: Poniedziałek, 21 listopada 2011, 6:54
Autor: Agrafka
JELENIA GÓRA: Sekrety miasta i regionu. Mieliśmy pogotowie lotnicze
Fot. Archiwum
Listopadowym lotem uratowali życie ludziom w 47’, dostarczając na czas lek do szpitala w Inowrocławiu. Możliwe, że wyczyn jeleniogórskich pilotów przyczynił się do powstania darmowego pogotowia lotniczego w dużych miastach, do których numery podawano nawet w gazetach.

Aeroklub Jeleniogórski powstał, jako drugi na tzw. ziemiach odzyskanych, 27 stycznia 1946 r. Jego siedziba mieściła się na ówczesnej ul. Osóbki Morawskiego 19, dzisiejsza Armii Krajowej. Ponieważ 8 maja 1945 r. Niemcy spalili hangar z samolotami przy lotnisku, dlatego też aeroklub dwóch pierwszych samolotów, a dokładniej PO-2, doczekał się dopiero 9 sierpnia 1946 r., które przekazane zostały przez wojsko.

Piloci z Jeleniogórskiego Aeroklubu, Czesław Chochorowski i Mieczysław Szlegiel uratowali życie ośmiu osób dostarczając samolotem lek przeciwko trychinozie o nazwie Faudin, do Inowrocławia 5 listopada 1947 r. Informację o poszukiwanym leku podał spiker w Polskim Radiu. „Na białych szpitalnych łóżkach śmiertelnie chorzy ludzie. Cała rodzina. Czy znajdzie się dla nich lekarstwo? Czy otrzymają je na czas” – opisuje słowa spikera Kazimierz Gożdziewski, autor artykułu o jeleniogórskich pilotach pt. „SP-ACM jest szybszy od śmierci”.

Dalej pisze: Gmach poczty w Jeleniej Górze tonął w ciemnościach. Mężczyzna przyjechał z dalekiego Szunowa i miał przy sobie lekarstwo od tamtejszego aptekarza. Naczelnik poczty natychmiast zadzwonił do aeroklubu. Był mglisty, listopadowy ranek, piloci nie mieli na sobie futrzanych kombinezonów, czapek, ani rękawic. „Nie przerażał ich jednak lot w takich warunkach. Czesiek Chochorowski był przecież pilotem myśliwskim pułku Warszawa, a Mietek Szlegiel walczył w polskim dywizjonie w Anglii. A tu chodziło o życie ludzi.”

Ich zmarznięte dłonie z trudem utrzymywały drążek sterowy, musieli się zmieniać. Po niespełna dwóch godzinach wyczerpani wylądowali na inowrocławskim lotnisku. Musieli jeszcze biec ku szosie. „Gdybyście panowie przylecieli dwie godziny później, kto wie” – powiedział doktor Hanasz, ze szpitala w Inowrocławiu.

– Lotnisko sanitarne wtedy nie istniało, a transport chorego odbywał się najczęściej za pomocą koni. Nie było wtedy jeszcze karetek, nikt raczej też nie posiadał samochodu, więc życie ludzkie często zależne było od konia. Brak było sprzętu lotniczego i medycznego, a przede wszystkim brakowało ludzi. Znałem osobiście załogę samolotu „SP ACM”, to czego dokonali zasługuje na zapisanie złotymi głoskami w historii Jeleniej Góry.

– Lecieli na granicy wielkiego ryzyka, zła pogoda stanowiła poważne zagrożenie dla życia załogi. Pułap chmur do Inowrocławia wynosił 200 m i niżej. Jednak dostarczyli lek i uratowali ludzkie życie. Samolot do trudnego lotu przygotowywali Józef Januszewski, Dubiel i Działowski – mówi Leszek Gański, członek Jeleniogórskiego Aeroklubu.

W liście, w którym dyrektor szpitala dr Bolesław Hanasz dziękował pilotom za ofiarną i szybką pomoc, „rzucił myśl, ażeby stworzyć przy każdym regionalnym aeroklubie coś w rodzaju lotniczego pogotowia ratunkowego, celem szybkiego transportu chorych, lekarzy lub lekarstw”.

Pierwsze samoloty sanitarne adaptowane ze sprzętu lotniczego pojawiły się w Jeleniej Górze dopiero w 1949 r. i wtedy też trwały prace organizacyjne Centralnego Zespołu Lotnictwa Sanitarnego. Były to samoloty amerykańskie PO-2 i Piper Cub oraz poniemieckie Fi-156. W Warszawie C.Z.L.S. powstało dopiero w 1956 r. Wieloletnim kierownikiem wrocławskiego lotnictwa sanitarnego był mieszkaniec Jeleniej Góry Henryk Maciąg.

Gdy ktoś poważnie zachorował lub doszło do wypadku w małym miasteczku, na wsi, czy w osadach, a także w ciężkich warunkach atmosferycznych, gdy transport kołowy był utrudniony, czyli np. roztopy, zawieje śnieżne, powodzie, wzywano pogotowie lotnicze. Lotnicy instruowali osoby wzywający ich na pomoc o tym, jak należy przygotować lotnisko do lądowania samolotu.

Piloci lotniczego pogotowia ratunkowego z Warszawy dostarczali też krew do transfuzji, które były nieraz zrzucane na spadochronach. Wykaz i telefony pogotowia lotniczego podawane były w gazetach.

Każdy miał prawo wezwać lotnicze pogotowie ratunkowe po uprzednim porozumieniu z powiatową stacją pogotowia ratunkowego, która ustalała, czy przelot pogotowiem lotniczym jest niezbędny. Warto dodać, że transport chorych samolotem był bezpłatny. W zimie dobrym lądowiskiem były większe pola oziminy, a nawet zamarznięte jeziora, gdyż samoloty te posiadały płozy. W miejscu lądowania należało też palić ognisko dymiące, dla dokładnego wskazania pilotowi kierunku wiatru.

Warto podkreślić, że w 2009 r. nieopodal Jarostowa zginął w katastrofie śmigłowca sanitarnego Janusz Cygański, członek Jeleniogórskiego Aeroklubu.

Informacji dostarczył Leszek Gański, członek Aeroklubu Jeleniogórskiego i pasjonat lotnictwa.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (22) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group