Środa, 4 sierpnia
Imieniny: Dominika, Jana
Czytających: 5292
Zalogowanych: 2
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Powiększenia z dawnego świata

Poniedziałek, 12 lutego 2007, 0:00
Aktualizacja: Wtorek, 13 lutego 2007, 17:12
Autor: TEJO
Jelenia Góra: Powiększenia z dawnego świata
Fot. Archiwum
W szczegółach może nie tkwi „diabeł”, ale na pewno sporo można w nich podpatrzeć. Zwłaszcza na zdjęciach analizując ich powiększenia. Dziś wycieczka w przeszłość śladem spostrzeżeń często pomijanych przez oglądających fotografie dawnej Jeleniej Góry oraz uwiecznione na nich miejsca, które przecież ostały się do dziś.

<b> 15:04 na Schildauerstrasse </b>
Który to rok? Nie wiadomo. Pewnie początek XX wieku. Na pewno jest godzina piętnasta i cztery minuty wskazywana przez ozdobny uliczny zegar wieńczący elewację kamienicy, w której od połowy 19. stulecia mieścił się zakład zegarmistrzowski (najpierw Fritza Hampela, później – Heinricha Mentzela. Raczej ciepła pora roku. Leniwa Schiladeuerstrasse (dziś Konopnickiej).

Zdyscyplinowani przechodnie kroczą dystyngowanie chodnikami. Nobliwe małżeństwo: on coś jej czyta na głos nie patrząc na drogę. Ona – zdaje się nie zwracać specjalnie uwagi na partnera, lub w skupieniu słucha.
Para z córką. Dziecko, które jako jedyne na obrazku, wnosi trochę żywiołowości podskakując na trotuarze. Dwie damy, pewnie przyjaciółki. Panowie w surdutach.

Mijają bez większego zainteresowania witryny składu materiałów lnianych Haehnela oraz sklep z towarami różnymi Central Bazar. Przechodnie na zakupy nie przyszli: nie mają żadnych toreb, jedynie parasolki, chyba przeciwsłoneczne. W oddali zatrzymuje się dorożka. Jeszcze dalej sunie jeden z nielicznych wówczas automobilów.

Śródmiejska popołudniowa sielanka, której czas odmierza wspomniany zegar, obrazek niemal wyidealizowany w porównaniu z dzisiejszym zabieganiem. Ale prawdziwy.

<b> Odwiedziny na rynku </b>
Markt, czyli plac Ratuszowy: epoka mniej więcej ta sama, sądząc po strojach dwóch dam zmierzających ku ratuszowej przybudówce, siedmiu kamieniczkom kupieckim, zwanymi także „Siedmioma Domami”.

Na ich parterach – wytworne sklepy i punkty usługowe. Od nasłonecznionej strony (jest letnie popołudnie) nieco ochłody i cienia dają modne wówczas i praktyczne markizy zamontowane w wielu kamienicach: zarówno nad witrynami jak i oknami.

Jedynie dwie kamienice od strony magistratu mieszczą biura urzędników, dla których w ratuszu zabrakło miejsca. Ale – jeśli zdjęcie zrobiono przed 1910 rokiem – wciąż mieszkają tam kupcy, którzy na parterze prowadzili, rozbudowane o kilka metrów w głąb Marktu, sklepy.

Nie widać jeszcze charakterystycznego łukowatego łącznika, którym można przejść z głównego gmachu magistratu do jego przybudówki.
Za to w tle majaczy się wejście do ratuszowych podziemi, do restauracji Rathaus Keller, która pod magistratem działała blisko 200 lat. Z przyczyn nieokreślonych przybytek zamknięto.

Nobliwe panie raczej tam nie idą: gośćmi piwnicy byli raczej mężczyźni. Legenda głosi, że na piwo przechodzili tamtędy rajcy miejski, znudzeni sesjami. Korzystać mieli z tajnego przejścia… Jak to legenda, pewnie część prawdy zawiera. Związaną zwłaszcza z konsumpcją przez ówczesnych samorządowców złocistego trunku.

Piwnice pozostały zamknięte do 2004 roku, kiedy otwarto tam „Piwnicę rajców”. Wcześniej jedno z pomieszczeń dawnego wyszynku służyło… funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa, którzy zainstalowali tam odbiorcze urządzenia podsłuchowe podłączone do telefonów niektórych mieszkańców placu Ratuszowego jak i (podobno) urzędników pracujących w magistracie.
Centralkę rozebrano dopiero na początku XXI wieku podczas remontu piwnicy przeprowadzonego przy okazji robót wykopaliskowych w ratuszowych podziemiach.

Bohaterki zdjęcia nie myślą na pewno o aż tak odległej przyszłości. Udają się – być może do jednego z najwytworniejszych salonów fryzjerskich (dla pań i panów), zakładu rodziny Wecke.
Salon, oprócz finezyjnych fryzur, miał w ofercie mydła najlepszych gatunków i najwytworniejsze pachnidła.
Mniej więcej tam, gdzie znajdowało się wejście do wspomnianego przybytku, jest dziś dziwna konstrukcja z bruku, wykonana podczas remontu nawierzchni placu Ratuszowego przeprowadzonego pod koniec XX wieku.

<b> Droższa dorożka </b>
Oprócz tramwajów, szybkim i w miarę wygodnym – choć droższym – środkiem transportu były dorożki. Oczywiście w ciepłych porach roku. Zimą bywały zastępowane saniami.

Często znajdują się one w kadrach fotografii obrazujących dawne miasto. Dorożkarze działali na własny rachunek. Mieli kilka miejsc postojowych (między innymi blisko dworca głównego) skąd wozili głównie spieszących się klientów, którym nie chciało się czekać na tramwaj, lub wybierali się tam, dokąd tory nie prowadziły.

I choć linia wiodła ku hotelowi Drei Berge (dzisiejszy Hotel Europa) na Banhofstrasse (1. Maja), podróżni – którzy chcieli się tam zatrzymać na noc – często wybierali właśnie konny transport.
Pewnie zdarzali się także klienci, którzy dorożką wybierali się na zakupy do pobliskich sklepów. Wszelkiej marki tytonie, cygara i papierosy w niewielkim salonie tytoniowym, a tuż obok (tam, gdzie dziś jest salon Empik-u oraz sklep z odzieżą) piętrowy skład z towarami do wyposażenia mieszkań, głównie z meblami i akcesoriami kuchennymi, należący do nijakiego Jentego.

<b> Był fryzjer, jest fryzjer </b>
Jadąc tramwajem w stronę dworca po przebyciu kilkuset metrów dawni jeleniogórzanie znajdowali się w miejscu, które przez następujące lata niewiele się zmieniło.

W tym samym miejscu jest fryzjer damski i męski, tyle że do 1945 działający pod szyldem Georga Langera (zachował się nawet identyczny, jak w chwili powstania zakładu w 1901 roku jego układ i być może – późniejsza część wyposażenia. Dalej – dawny rzeźnik z masarnią na zapleczu rozbudowaną przez właściciela Juliusa Riesela.

Jeszcze dalej – w kamienicy o charakterystycznych płaskorzeźbach na fasadzie, które przedstawiają… baranka paschalnego (trudno jednoznacznie wskazać powód takiej dekoracji, być może była to tylko ozdoba wymyślona przez projektanta?) – działał sklep kolonialny prowadzony przez kupca o słowiańsko brzmiącym nazwisku: Karl Kuba.

Nie ma już cienia, które dawały latem rosnące po przeciwległej stronie ulicy wiekowe kasztanowce. Część wycięto jeszcze przed 1945 rokiem, pozostałe – za polskich czasów.

<b> Mała wielkomiejskość </b>
Zdjęcie wykonane z balkonu dawnego Cesarskiego Urzędu Pocztowego, z którego fotograf wycelował obiektyw w stronę zachodnią dawnej Banhofstrasse, pokazuje jeleniogórską wielkomiejskość z początku wieku.

Mijają się tramwaje, szerokie herbrandy – wbrew przebarwieniu na kolorowanym zdjęciu były czerwone, a nie zielone. Widać dorożki oraz słynny zegar (podobny znajduje się niemal w tym samym miejscu do dziś). Jednak ludzi – jak na taką wielkomiejskość – niewielu.

Na sfotografowanym odcinku doliczyłem się 17 osób. Zapewne są jeszcze pasażerowie tramwajów z wagonami doczepnymi zajmujący miejsca wewnątrz pojazdu.

Architektura niezmienna, przeznaczenie – inne. Po lewej drogeria Ludwika Gutmanna, w której można było kupić „artykuły opatrunkowe”. Widząc po reklamie tej placówki, dostępne w niej były także gorsety, specjalne korekcyjne i ortopedyczne aparaty oraz maszyny – w tym protezy rąk i nóg.
Gutmann zajmował się także produkcją i sprzedażą rękawiczek. Firmę i sklep reklamował widoczny z daleka czerwony krzyż oraz wielka atrapa rękawiczki powieszona nad oknami wystawowymi.

Sąsiednia kamienica była z XIX wieku własnością rodziny Guentherów. Najpierw seniora – jeleniogórskiego sędziego śledczego, a potem – juniora Hermanna, handlowca, który w przyziemiu urządził skład z alkoholami i towarami kolonialnymi.

Ostatnim niemieckim właścicielem nieruchomości był Johannes Kusnierczyk, Austriak o śląskich korzeniach, który osiedlił się w Jeleniej Górze, a w sklepie otworzył drogerię z artykułami różnymi.

Obydwie kamienice zostały gruntownie wyremontowane pod koniec lat 90-tych minionego wieku (wyburzono rozpadające się kondygnacje, które postawiono od nowa). Zachowane zostały tylko fasady budynków.
W jednym z nich – po przemianach ustrojowych siedzibę znalazł Zarząd Regionu NSZZ „Solidarność”, do drugiej wprowadził się Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków.

<b> Kawiarnia z dentystą
na piętrze </b>
Na koniec jeszcze jedno spojrzenie w powiększeniu na jeleniogórski świat z początku naszego stulecia. Tym razem wędrujemy na Warmbrunnerplatz (dziś Niepodległości).
Ujęcie – jak na tamte czasy – bardzo ożywione. Przed jedną z bardziej okazałych secesyjnych kamienic Korte i Preisera, u bram kawiarni i restauracji Centralnej, czekają panowie w strojach wyjściowych. Dwaj pochłonięci rozmową, może o biznesie? Dwaj zauważyli fotografującego i – podobnie jak stojący obok młodzieńcy, przypatrują mu się z atencją.

Tylko jeden pan dziarskim krokiem zmierza do wspomnianego przybytku. Może na obiad? Może na kawę?
Raczej nie do mieszkania Carla Grundmanna, jednego z najbardziej „wziętych” dentystów tamtej epoki, który mieszkał tuż nad restauracją, a w pomieszczeniu w narożniku kamienicy (bardzo jasnym dzięki trzem wysokim oknom) urządził swój gabinet stomatologa.

A co w tym czasie robią panie? Wystarczy rzut oka na przeciwną stronę placu. Kłębią się w swych drapowanych sukniach przed wystawą domu towarowego Heinricha Thiemanna. Pewnie sycą oczy widokiem eleganckich ubrań i wyrobów z wełny.

Dwupiętrowy dom towarowy oferował także bogatą kolekcję dywanów, wykładzin oraz mebli.
Po 1945 roku działały w nim rozmaite restauracje z lokalnym „kolorytem”. Była Grota, później – chyba najdłużej – Stylowa. Odczuwalna z daleka ze względu na fetorek wydobywający się z kuchni i znana z tak zwanych dansingów, zwanych także potańcówkami. W ich trakcie można było nie tylko potańczyć, ale i… solidnie oberwać. Lokal był, bowiem, miejscem częstych bójek i awantur.

<b> Ożywić wyobraźnię </b>
Dziś przez opisane miejsca nawet wycieczki przechodzą w pośpiechu dążąc ku tradycyjnym punktom zwiedzania.
Kto zwróci uwagę na baranka paschalnego na elewacji domu? Kto zastanowi się, jaka była przeszłość dawnego zakątka?
Bo przecież sam przewodnik nie powie, gdzie kiedyś był sklep z wełną, skład z pończochami, księgarnia, czy jubiler. A takie tam istniały. Zresztą chyba mało kogo to obchodzi…
Mimo wszystko taką wędrówkę polecamy, pzostawiając kilka powiększonych dawnych fotografii bez opisu, aby ożywić wyobraźnię współczesnych jeleniogórzan.

<i> Literatura: Janc Zbigniew, Łaborewicz Ivo, Historia obrazem pisana, Filatelistyka i Kolekcjonerstwo, Jelenia Góra, 2006 </i>

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (28) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group