Środa, 21 kwietnia
Imieniny: Bartosza, Feliksa
Czytających: 6067
Zalogowanych: 7
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Dolny Śląsk: Poszukają skarbów w celi

Sobota, 28 czerwca 2008, 7:42
Aktualizacja: 7:44
Autor: Mar
Dolny Śląsk: Poszukają skarbów w celi
Fot. Archiwum
Toporki bojowe, groty strzał do kuszy ze średniowiecza, monety, których pochodzenie szacuje się na okres XIV – XIX wiek oraz medale z XIX wieku – to wszystko znaleziono u mieszkańca Ząbkowic Śląskich, który handlował zabytkami archeologicznymi. Wcześniej policja zatrzymała znanego poszukiwacza skarbów z Kowar. Obydwaj panowie odpowiedzą przed sądem.

„Skarby” z Ząbkowic mogą pochodzić z wykopalisk prowadzonych nielegalnie w Regionie Jeleniogórskim. Czy tak jest rzeczywiście – ustali to policyjne śledztwo.
W domu mieszkańca Kowar policjanci znaleźli zabytkowe przedmioty z epoki brązu. Mężczyzna miał też części karabinów i pistoletów z okresu pierwszej i drugiej wojny światowej. Uzbrojenie z pierwszej połowy XX wieku to wielka gratka dla kolekcjonerów militariów w Polsce i za granicą. Jednak zbieranie go i handel są zabronione i traktowane jak nielegalne posiadanie sprawnej broni.

– Śledztwo w tej sprawie prowadzą policjanci z wydziału kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, zajmujący się zwalczaniem przestępczości związanej z kradzieżami dzieł sztuki i zabytków – wyjaśnia oficer prasowy jeleniogórskiej policji nadkom. Edyta Bagrowska.

– Nasi funkcjonariusze wzięli udział w przeszukaniu mieszkania i pomagali wrocławskim kolegom w innych działaniach wobec podejrzanego o prowadzenie nielegalnych eksploracji oraz paserstwo zabytków archeologicznych.

Mężczyzna po przesłuchaniu został zwolniony, a na pewno będzie odpowiadał za nielegalne posiadanie broni. Policjanci znaleźli też inne przedmioty, których posiadanie może wskazywać na kolejne przestępstwo, czyli nielegalne prace archeologiczne. Jego „kolega” z Ząbkowic – za paserstwo.

Jak się dowiedzieliśmy, zatrzymanie kowarzanina ma związek ze śledztwem prowadzonym przez funkcjonariuszy przeciwko handlarzom przedmiotów wykopywanych przez poszukiwaczy.
– Ci ludzie, którzy przeszukują lasy, pola, miejsca niegdyś zamieszkane, to prawdziwa zmora polskiej archeologii – mówi dyrektor Muzeum Karkonoskiego, Stanisław Firszt. – Korzystają z luk w prawie i szukają przedmiotów, które mają jakąś wartość. Część robi to z kolekcjonerskiej pasji, ale część – dla zarobku.

Nikt nie może zabronić poszukiwaczom chodzenia po polach i lasach z wykrywaczem metali. Dopiero, gdy zaczynają przekopywanie ziemi, łamią prawo. Ono stanowi, że wszystko co znajduje się w ziemi, jest własnością państwa. Tyle że to państwo nie ma żadnego instrumentu, który by wymusił przestrzeganie tego przepisu.

– Dla nas, muzealników, jak i dla archeologów, z którymi przecież ściśle współpracujemy, najważniejszy jest tak zwany kontekst historyczny – tłumaczy dyrektor Firszt. – Interesuje nas gdzie taki przedmiot został znaleziony, w jakiej warstwie ziemi, co było w niej razem z tym przedmiotem, na przykład kości.

Jeśli przedmiot, jak garnek, sztylet, ozdoba, czy narzędzie zostanie wyjęty z ziemi a otoczenie zniszczone w poszukiwaniu innych przedmiotów, bezpowrotnie ginie szansa na odtworzenie jakiegoś momentu w historii.

Takim znaleziskiem był ostatnio łańcuch owinięty dookoła szyi skazańca, odsłonięty podczas prac archeologicznych przy starej szubienicy w Miłkowie na wzniesieniu zwanym Straconką. – Wiemy teraz, że łańcuch, na którym wisielec wisiał czasami kilka tygodni, był zakopywany razem z nieszczęśnikiem – słyszymy od Stanisława Firszta.

Jak zapobiec takim występkom? – Nie powinno się zabrać sprzedaży takich wykrywaczy, potrzebnych chociażby przy pracach instalacyjnych – mówi dyrektor Firszt. – Ale na każdym powinno się znajdować ostrzeżenie, że poszukiwanie przedmiotów w ziemi bez zezwolenia jest łamaniem prawa, wtedy nikt nie powie, że nic nie wiedział o zakazie wykopywania przedmiotów ukrytych w ziemi.
Poszukiwaczowi z Kowar oraz paserowi z Ząbkowic, w zależności od kwalifikacji ich czynów, grozi kara od roku do pięciu lat więzienia.

Bombardują opiłkami
Nielegalni eksploratorzy to nie tylko problem Polski. Z poszukiwaczami walczą też archeolodzy w krajach śródziemnomorskich, gdzie w ziemi znajdują się przedmioty mające po kilka tysięcy lat. Za takie znaleziska kolekcjonerzy płacą duże pieniądze. We Francji służby archeologiczne radzą sobie w taki sposób, że nad miejscami, w których mogą się znajdować duże ilości cennych przedmiotów, z samolotów rozsypuje się drobne kawałki metali, na które reagują wykrywacze.
Na takim obszarze wykrywacz metali „głupieje” i nieustannie piszczy. Niewykluczone jednak, że ich konstruktorzy wymyślą wykrywacz który nie będzie reagował na tak małe metalowe części.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (7) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group