• Środa, 20 listopada 2019
  • Godz. 5:22
  • Imieniny: Anatola, Edmunda, Feliksa, Sędzimira, Rafała
  • Czytających: 2475
  • Zalogowanych: 0
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

Po prapremierze „Kochania na kredyt”: W świecie uzależnień

Wiadomości: Karpacz
Niedziela, 17 listopada 2013, 7:49
Aktualizacja: 7:50
Autor: Elster
Fot. Robert Mierzejewski
W minioną sobotę (16 listopada) w Hotelu Gołębiewski w Karpaczu miało miejsce polskie premierowe wystawienie sztuki „Kochanie na kredyt” autorstwa Marcina Szczygielskiego. Widowisko z udziałem aktorów znanych z telewizyjnych występów wyreżyserował Olaf Lubaszenko.

Spektakl zrealizowany prapremierowo na Scenie Teatralnej Hotelu Gołębiewski w Karpaczu stał się znaczącym wydarzeniem nie tylko dla wykonawców, reżysera i dramaturga, ale także realizatorów (Impresariat Artystyczny „Koncert” we współpracy z Agencją Aktorsko–Artystyczną BERG - Zdzisław Marcinkowski i Mariola Berg), pomysłodawców i organizatorów (firma EMY).

Rzecz się dzieje współcześnie. Scena zagospodarowana nowoczesnymi meblami wprowadza w klimat życia głównej bohaterki i jej problemów. Mieszkająca w dużym mieście Anna Pudelska (w tej roli Agnieszka Sienkiewicz), absolwentka kulturoznawstwa, była popularną tzw. osobowością telewizyjną. Po wygranym castingu, w programie telewizji śniadaniowej przez jakiś czas prowadziła kącik poświęcony gotowaniu. Gdy jednak Anna straciła pracę – jej chłopak Paweł Słodowiec (Bartłomiej Kasprzykowski), pochodzący z zamożnej rodziny i skupiony na sobie pracownik telewizji, odszedł od niej. By zatrzymać Pawła przy sobie, Anna wymyśla najróżniejsze preteksty i dzwoni do niego o różnych porach dnia i nocy, a ten przyjeżdża.

Dziewczyna jest uzależniona nie tylko od obecności Pawła, ale także od posiadania i kupowania przedmiotów (m.in. markowych ubrań) oraz długów - ma kredyt mieszkaniowy i pożyczki hipoteczne. Często przybywa do jej domu z niezapowiedzianą wizytą macocha Grażyna (Tamara Arciuch), która chce za wszelką cenę nawiązać matczyne relacje z Anną. I niespodziewanie nachodzi ją komornik Dominik (Filip Bobek), a wraz z nim jąkający się ochroniarz Łucjan (Piotr Zelt), emerytowany naukowiec.

Po ciepłym przyjęciu przedstawienia „Single i remiksy”, spod pióra Marcina Szczygielskiego wyszła zgrabnie skrojona komedia obyczajowa „Kochanie na kredyt”. Jej motywem przewodnim są różne rodzaje uzależnień. Tekst tej współczesnej komedii obyczajowej ma istotną zaletę: sygnalizuje problem dość powszechny dzisiaj, niestety. Ukazuje bowiem, jak wielkim zagrożeniem w dzisiejszym życiu (rodzinnym, towarzyskim, obyczajowym) są uzależnienia nie tylko od kredytów, ale mediów elektronicznych (macocha Grażyna nie rozstaje się ze swym smartphonem, bezustannie sprawdza swoją skrzynkę e-mailową i publikuje zdjęcia w Internecie). I jak łatwo zatracić zdrowy rozsądek w uleganiu sezonowym wpływom reklam i kreowanej mody.

Spektakl śmieszy. Żarty tylko chwilami przekraczają granice dobrego smaku. Przedstawienie jest wysmakowane estetycznie i reżysersko. Są tu dowcipne, naturalne dialogi i subtelne klimaty wywiedzione z codzienności. Uwagę przykuwają mieniące się kolorami kostiumy, których autorem jest Tomasz Jacyków. Już samo pojawienie się Bartłomieja Kasprzykowskiego w stylizacji z damskiej szafy spowodowało żywą reakcję widzów.

Występujący w spektaklu aktorzy są obserwowani co wieczór przez miliony telewidzów. Utrzymują na co dzień do nich bezpieczny dystans, bo są izolowani „za szkłem”. Prapremiera „Kochania na kredyt” to bezwzględny egzamin, a jednak z konfrontacji z realną publicznością cały zespół wyszedł obronną ręką. Dzięki precyzyjnej grze aktorskiej udało się wydobyć szereg zabawnych scen. Dominuje aktorską osobowością Piotr Zelt, a zaburzenie mowy jego bohatera, który podobnie jak pozostałe postacie ma swoją historię, wywołuje za każdym razem uśmiech.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (5) Dodaj komentarz

~nie rozumiem 17-11-2013 18:49
"Żarty tylko chwilami przekraczają granice dobrego smaku." Ale jednocześnie "Są tu dowcipne, naturalne dialogi i subtelne klimaty wywiedzione z codzienności" pomijając jak to napisane.... dramat!!!
~Widz 17-11-2013 19:15
Nie lubię współczesnych dramatów pełnych wulgaryzmów, tu też były, ale chwilami (i to w wydaniu pań). Był dowcip, bo inni się śmiali. A tak w ogóle spektakl bardzo przeciętny, nie wszystko było słychać, np. co mówi pan Bobek. Taka sobie obyczajówka.
~rowniez widz 17-11-2013 20:27
Dobrze powiedziane- taka sobie obyczajowka. Mocnymi punktami sztuki byla jedynie gra Bartlomieja Kasprzykowskiego i Tamary Arciuch. To wszystko. Komedia na jeden wieczor.
~także widz 18-11-2013 12:22
Komedia to na pewno nie była, spektakl tylko chwilami był zabawny. Mocnymi stronami była gra Pani Tamary Arciuch i Pana Bartosza Kasprzykowskiego. Można obejrzeć, ale nie powala.
~Widz 19-11-2013 19:41
Obecnie ich życie prywatne wzbudza większe zainteresowanie, niż zawodowe.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group