Jeszcze kilka lat temu schronisko Pod Muflonem w Sudetach stało na skraju zamknięcia. Dziś to odnowiony obiekt z prawdziwego zdarzenia — z własną studnią, nową kuchnią i pokojami z łazienkami.
Woda doprowadzana była kiedyś grawitacyjnie ze zbiorników w lesie, przez instalację jeszcze z czasów niemieckich. — To wszystko ciekło — wspomina Błaszczyk. Rozwiązaniem okazało się wywiercenie studni głębinowej, co w strefie zdrojowej wymagało osobnej, szczegółowej dokumentacji.
Remont ruszył w 2017 roku i trwał niemal dekadę — z przerwą na COVID. Wymieniono stolarkę okienną i drzwiową, wykonano instalacje przeciwpożarowe, przebudowano węzeł kuchenny. Obiekt zyskał też nową część noclegową.
— Miałem kiedyś całe segregatory skarg — przyznaje prezes. Na sanepid, ochronę środowiska, straż pożarną. W tej chwili skarg po prostu nie ma.
Schronisko jest dostosowywane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami — powstała toaleta dla niepełnosprawnych, obniżony bar dla wózkowiczów, instalacje przyzywowe. Trwa budowa pochylni przy wejściu.
— Ma pachnieć kawą i ciastem — podsumowuje Błaszczyk. — Dobra kawa, dobre ciasto, spokój, piękne galerie na ścianach. Myślę, że obiekt spełnia oczekiwania każdego turysty.
Schronisko Pod Muflonem leży przy ważnym węźle szlaków sudeckich. Korzystają z niego turyści, kuracjusze i okoliczni mieszkańcy. Jak zapewnia prezes PTTK — obiekty stowarzyszenia nie znikną. — Będą rosły, będą piękniały, będą coraz lepsze — mówi Błaszczyk.











Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.