Sobota, 24 października
Imieniny: Marcina, Rafała, Antoniego
Czytających: 2646
Zalogowanych: 1
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Koszmar na cmentarzu

Wiadomości: Dolny Śląsk
Czwartek, 28 października 2004, 0:00
Aktualizacja: Czwartek, 26 stycznia 2006, 16:03
Autor: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
Szok na wrocławskim cmentarzu - rodzinie nie umożliwiono identyfikacji zmarłego i nie wie czy pochowała swego bliskiego.

Dla rodziny Romana Spały wiadomość o jego śmierć była prawdziwą tragedią. Ale to był dopiero początek makabrycznej historii. Prawdziwy szok jego bliscy przeżyli w kaplicy na wrocławskim cmentarzu Grabiszyńskim. Kiedy chcieli rozpoznać zwłoki, okazało się, że... w trumnie leży inny mężczyzna.

- O mało nie zemdlałam. Myślałam, że zaraz uda się tę straszną pomyłkę wyjaśnić. Ale gdy pracownik kaplicy z papierosem w ustach, zadzwonił gdzieś i powiedział, że jest już za późno i że mój teść "poszedł już do pieca" nie wytrzymaliśmy. Mój syn przyłożył mu w zęby - opowiada zdenerwowana Zuzanna Spała, synowa zmarłego.- Zgłosiłem na policji zaginięcie zwłok. Ktoś musi za to odpowiedzieć - roztrzęsionym głosem dodaje Zbigniew Wojtasik, kolejny krewny.Pan Roman miał 70 lat. Od dawna chorował na płuca. Najpierw przez około tydzień leżał w szpitalu przy ul. Grabiszyńskiej. Stamtąd, w ostatni piątek, lekarze skierowali go do specjalistycznego szpitala w Obornikach Śl.- Jeszcze w niedzielę, 17 października żartował z żoną i śmiał się. A trzy dni później już nie żył. To był dla nas szok - opowiada Zuzanna Spała.Ponieważ szpital w Obornikach nie ma chłodni, zwłoki przekazane zostały miejscowemu zakładowi pogrzebowemu. Szpital ma podpisaną z nim umowę na przechowywanie ciał zmarłych, do czasu kiedy rodzina zdecyduje kto ma zająć się ich pochówkiem.Krewni pana Romana postanowili, że jego ciało zostanie spopielone. Przyjechali do Obornik zobaczyć zmarłego i poinformować, że formalnościami pogrzebowymi zajmie się zakład z cmentarza Grabiszyńskiego we Wrocławiu. Ale ciała, choć bardzo chcieli, nie zobaczyli. Do dziś nie rozumieją dlaczego.- Tego dnia mieliśmy urwanie głowy z pogrzebami. - tłumaczy Jadwiga Filcek, właścicielka zakładu pogrzebowego w Obornikach.- Było tu mnóstwo ludzi i mnóstwo spraw do załatwienia. Choć rodzina przywiozła ze sobą ubranie, nieboszczyka nie miał kto ubrać. A oni nie chcieli długo czekać.Rodzina dowiedziała się od niej, że będzie mogła pożegnać się ze zmarłym we Wrocławiu, przed spopieleniem. Ale tak się nie stało. Nikt z krewnych nigdy nie zobaczył ciała Romana Spały.

Wpadli w szałKremacja jego zwłok odbyła się przedwczoraj. Ale rodzina nie wie czy w urnie, którą dostała na pewno są prochy jej bliskiego.- Pracownicy zakładu z Grabiszynka powiedzieli nam, że identyfikację zwłok i pożegnanie zmarłego zaplanowano we wtorek na godzinę 12. Dlatego całą rodziną pojechaliśmy tam po raz ostatni zobaczyć teścia- opowiada wstrząśnięta Zuzanna Spała.Do kaplicy weszli kwadrans przed południem. To wtedy żona zmarłego przeżyła szok. Pracownicy kaplicy zaprowadzili ją do trumny w której zamiast jej męża leżało ciało ... młodego mężczyzny.- Z naszych dokumentów wynikało, że o tej godzinie pożegnany ma być zupełnie kto inny. I to on leżał w trumnie. A my myśleliśmy, że to jego krewni - opowiadają pracownicy przycmentarnej kaplicy. - Za pięć dwunasta zorientowaliśmy się, że tak nie jest. Chcieliśmy im pomóc, zadzwoniliśmy więc do kierownika cmentarza i pracownika krematorium, aby wyjaśnić co stało się z ciałem Romana Spały. Usłyszeliśmy, że właśnie jest spopielany. Wtedy ci państwo wpadli w szał. Musiała interweniować policja - opowiadają dalej.

Czyj to pogrzeb?- Mój syn faktycznie raz go uderzył. Ale nie ma się co dziwić. Mieliśmy zidentyfikować i pożegnać mojego teścia, bo do tej pory tego nie zrobiliśmy- denerwuje się Zuzanna Spała.Tymczasem pracownicy zakładu pogrzebowego z cmentarza grabiszyńskiego twierdzą, że o godz. 12 zwłoki faktycznie miały być spalone, a identyfikacja zmarłego miała odbyć się wcześniej. - Pożegnanie to dodatkowa usługa, za którą trzeba dopłacać. A tego rodzina u nas nie zamówiła - tłumaczy Róża Zawistowska, która zajmowała się tym pogrzebem.- Zakład “Grabiszyn” faktycznie nie zgłosił nam pożegnania zmarłego przez rodzinę tylko samo spopielenie - potwierdza Władysław Zabłocki, kierownik cmentarza kiełczowskiego.Ale rodzina jest przekonana, że inaczej umawiała się z zakładem pogrzebowym i że to on popełnił błąd. Pytani przez nas przedstawiciele innych zakładów i pracownicy cmentarzy potwierdzają, że choć żadne przepisy tego nie regulują, to właśnie zakład jest odpowiedzialny za to, żeby rodzina zidentyfikowała zwłoki.-Odbieram prochy nieznajomego pochodzenia -napisała na dokumencie odbioru urny z prochami zmarłego jego żona.Wczoraj o godz. 13 zakopano je na cmentarzu grabiszyńskim. - Nie wiemy, czy na pewno pochowaliśmy prochy mojego teścia - oburza się Zuzanna Spała.

Ogłoszenia

Czytaj również

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group