Jest coś niezwykłego w tym, że w dobie supermarketów i dyskontów pełnych anonimowych tanich produktów z odległych fabryk, w Cieplicach wciąż działa... młyn. Nie jako atrakcja turystyczna, nie jako skansen — ale jako żywe miejsce produkcji, które co dzień miele ziarno i pakuje mąkę w worki z własnym nazwiskiem. To młyn Cieplice Błaszczyk, a nazwa brzmi dosłownie jak zobowiązanie.
Produkty z młyna prezentowano niedawno na jednym ze stoisk podczas jarmarku Tallsacmarkt w Cieplicach.
Prawie wszystkie targi i festyny regionalne są pełne stoisk z serami, wędlinami, miodami. Młyn z Cieplic przyjeżdża z mąką i makaronem — produktami, które wymagają od kupującego odrobiny wyobraźni.
Trzeba wyobrazić sobie własnoręcznie zagniecione ciasto, rosół z prawdziwym makaronem, chleb pieczony w domu.
To jest tylko dla kogoś, kto chce sam dokończyć... historię w swojej kuchni.
Na stole targowym w Cieplicach (na zdj.) układały się rzędy produktów, które same w sobie opowiadają historię rzemiosła. Mąka żytnia razowa — ciemna, ciężka, pachnąca chlebem, który wymaga czasu i cierpliwości. Obok niej mąka graham, dziś modna wśród świadomych konsumentów, choć w Cieplicach nie potrzebowała żadnej mody, żeby znaleźć się w ofercie. Dalej mąki pszenne — typ 550, 750 — i żytnia typ 720. Każda z własnym charakterem, każda do czegoś innego.
Do tego makarony; czterojajeczny — krajanka cienka, wstążka karbowana, świdерki. Produkowane z własnej mąki, co dziś brzmi niemal jak luksus. A jednak.
Na tacy leżą bochenki chleba. Ciemne, zbite, z pękniętą skórką — takie, które nie boją się noża. Patrząc na nie, trudno nie pomyśleć, że gdzieś po drodze między przemysłowym wypiekiem a chlebem rzemieślniczym czy własnej roboty zgubiła się jakaś ważna rzecz.