• Środa, 21 sierpnia 2019
  • Godz. 13:12
  • Imieniny: Joanny, Franciszki, Kazimiery, Piusa
  • Czytających: 7109
  • Zalogowanych: 20
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

"jedenasta szesnaście": po premierze. Ze śmiercią im do twarzy

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Sobota, 5 marca 2011, 7:55
Aktualizacja: Niedziela, 6 marca 2011, 8:08
Autor: Petr
Fot. TEJO
Dwa odrębne światy dwóch skrajnie różnych bohaterów, a wszystko zawarte we wspólnym zbiorze współczesnego uniwersum. Wszystko w zderzeniu ze współczesnym bólem egzystencji. Oto zarys duodramu „jedenasta szesnaście”, którego reżyserii – na podstawie własnego tekstu – podjął się Rafał Matusz. Fascynujące kreacje postaci to zasługa Irminy Babińskiej oraz Igora Kowalika. Premierę oklaskiwano wczoraj na scenie studyjnej Teatru im. Norwida.

Mroczne i przestrzenne realizacje Rafała Matusza dane już było poznać widzom Teatru im. Norwida. Choćby „Pokojówki” wg Jeana Geneta, które – wystawione premierowo w listopadzie 2009 roku – do dziś cieszą się powodzeniem i nie schodzą z afisza. To właśnie w „Pokojówkach” (u boku Katarzyny Janekowicz oraz Agaty Moczulskiej, zastępowanej przez Annę Ludwicką) zagrała Irmina Babińska. Ta aktorka legenda sceny jeleniogórskiej wówczas olśniła widzów postacią Jaśnie Pani, zmęczonej i znudzonej życiem w przepychu Paryżanki, którą chcą – bez powodzenia – zabić dwie służące.

W „jedenasta szesnaście” Irmina Babińska wraca. Znów w roli charakterystycznej, choć bez tak wyraźnego imiennego sprecyzowania. Aktorka gra bowiem „Ją”. Ona to postać starszej pani, która stoi nad grobem i rozpamiętuje chwile – te radosne i smutne – które dane jej było przeżyć. Głównie u boku nieboszczka męża Władysława, którego ileś lat temu pochowała. Ale który wciąż we wspomnieniach wdowy żyje „spoglądając” ze ślubnego zdjęcia sprzed dziesięcioleci.

Ona (78 lat) egzystuje w zamkniętym świecie wspomnień, w aromacie starości: domowej apteczki i naftaliny unoszącej się z szafy z nieużywanymi futrami. Do tego album pełen zdjęć zanurzonych w przeszłości, fotel bujany i wspominki. Starsza pani na nowo przeżywa miłosne uniesienia, „pijane” powroty męża do domu, jego śmierć i późniejsze troski. Jedną z nich jest wnuczek, który przychodzi tylko po pieniądze. – Ale odda, na pewno odda, skoro pożyczył to musi oddać – łudzi się naiwna babcia. Nieuchronną starość, zmagania z cukrzycą skontrastowane są z osobliwym witalizmem. Bo choć nie jest w formie, Ona chciałaby właśnie teraz czerpać z życia garściami.

Na drugiej (a może pierwszej, doprawdy – trudno tu o sprawiedliwą kolejność) płaszczyźnie dramatu, jest On (28 lat). Igor Kowalik wciela się we współczesnego juppi, który buduje karierę od podwórkowego cwaniaka skupującego starocie na bazarze, do pozbawionego skrupułów zimnego jak lód i próżnego przedstawiciela handlowego. Mnoży bogactwa dopingowany wyścigiem szczurów i pokusą kredytową banków. Żyje szybko, bez refleksji, często na dopalaczach, których „ścieżkę” musi wciągnąć, aby dalej rozpychać się wypasioną furą (mieszając z błotem niedzielnych kierowców) po tłocznym szlaku, którego celem jest „sukces”. Niestety – pęd ku awansowi zostaje brutalnie przerwany, bo prezes wywala naszego bohatera z pracy. W samych gaciach, pozbawiony pustego, choć intratnego zajęcia, On – podobnie jak Ona – zaczyna otaczać się wspomnieniami.

Rzecz Rafała Matusza podana jest ciekawie. Bohaterowie zaczynają dramat stojąc na ruchomej platformie, która – jako coś w rodzaju wehikułu czasu – przesuwa się w tył na osi zdarzeń. Każda z platform, które w miarę rozwoju akcji zamieniają się miejscami, odgrywa świat każdego z bohaterów. Formalnie na sztukę składają się dwa splecone ze sobą monologi, którymi – zamiennie – malują słowem swój świat postaci „jedenastej szesnaście” (magicznej godziny, w której ma zabrzmieć finałowy akord).

Monologi (przynajmniej w strukturze powierzchniowej tekstu) zupełnie od siebie oderwane zazębiają się dzięki słowom lub wyrażeniom wspólnym dla obydwu dyskursów. On i ona żyją równolegle, ale o swoim istnieniu nie wiedzą. Egzystują jednak w pewnej wspólnocie istnienia, choć za niewidoczną szybą, która oddziela ich dwa światy. Kulminacją tej podwójnej „narracji” jest spotkanie Jej i Jego w okolicznościach życiowego dramatu, który obydwie postaci zbliży do nieuchronnego końca. Niedopowiedzianego końca. – Komu bardziej do twarzy ze śmiercią, która jest wspólna dla wszystkich? – takie rodzi się pytanie.

Podkreślić należy klasę aktorską obydwu wykonawców. Irmina Babińska po raz kolejny udowodniła, że jej aktorska „emerytura” jest tylko „fikcją”. Artystka, o której aktywności można by napisać pokaźną książkę, wciąż ma wielką formę. Jej „Ona” jest autentyczna: zagrana z werwą schorowana, ale tańcząca babcia, to z pewnością jedna z lepszych i bardzo dojrzałych kreacji Irminy Babińskiej. Taka rola nie znosi płycizny, zaś jeleniogórska aktorka zarysowała tę postać zapadającą w pamięć głęboką, wyraźną kreską.

Igor Kowalik stworzył sugestywną postać współczesnego lekkoducha, prymitywa, zaślepionego osiąganiem sukcesu robaczka, któremu wydaje się, że – jak ma dobry sprzęt, pełen portfel i „działkę” narkotyku – to jest bogiem. On Igora Kowalika jest wielowarstwowy. Z jednej roli wyłania się kilka ról pobocznych. Wszystkie są wiarygodne i zagrane z ikrą charakterystyczną dla tego aktora młodego pokolenia. Kowalik, znany już z kilku udanych kreacji, nie boi się grać twarzą, mocnym gestem i świetnie artykułowanym słowem.

W całość wlewa się muzyka Adama Bałdycha, bez której dzieło zapewne pozbawione by było głębi. Muzyka mroczna, budująca nastrój, będąca jakże ważnym uzupełnieniem dramatu Rafała Matusza. I choć można odnieść wrażenie, że sztuka w pewnym momencie staje się nieco „zawieszona” i traci początkowy rytm zrozumienia u widza, pozytywne wrażenia z „jedenastej szesnaście” są górą. Autor udanie przełożył na język teatru współczesny ból egzystencji: jej pustkę, odchodzenie w niebyt dawnych wartości, kult konsumpcjonizmu, czczenie pieniądza przy jednoczesnym odtrąceniu życzliwości i miłości. Dodać trzeba, że R. Matusz z pewnością skorzystał z osobistych doświadczeń, ma bowiem w swoim życiorysie epizod: pracował jako specjalista ds. marketingu oraz regionalny manager sprzedaży w innej firmie. Zaiste do refleksji: na nadchodzący czas rzecz obowiązkowa!

Kolejne spektakle „jedenasta szesnaście” – 12 i 13 marca na scenie studyjnej Teatru im. Norwida.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (2) Dodaj komentarz

Piipi Jelonkowa 5-03-2011 11:19
..nie byłam ! ..ale dzięki recenzji i fotkom jestem bliżej kultury !
~KARRA 21-05-2011 19:59
byłam dziś, jestem zauroczona, po prostu....

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group