Piątek, 18 czerwca
Imieniny: Elżbiety, Marka
Czytających: 5937
Zalogowanych: 14
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Hodowla „persów” w mieszkaniu? Życie w kocim smrodzie

Środa, 2 marca 2011, 7:53
Aktualizacja: Czwartek, 3 marca 2011, 7:58
Autor: Angela
JELENIA GÓRA: Hodowla „persów” w mieszkaniu? Życie w kocim smrodzie
Fot. ..
Koty, zwłaszcza rasowe, wywołują skojarzenia raczej pozytywne. Problem zaczyna się kiedy chodzi o ich większą ilość, a właściciel trzyma zwierzęta w mieszkaniu na 11 piętrze bloku na największym osiedlu w mieście.

Jak mówią państwo Barbara i Piotr Młyńczykowie problem „kociego smrodu” zatruwa życie im i sąsiadom od wielu lat. Pierwsze koty w mieszkaniu przy ul. Elsnera 4 na 11 piętrze pojawiły się w 1995 roku. Wówczas ich właścicielka miała kilka sztuk. W rozmowie z sąsiadami przekonywała, że kocha koty i przygarnia wszystkie przybłędy, bo nie potrafi być obojętna na ich ciężki los.

– Próbowaliśmy rozmawiać z tą kobietą, tłumaczyliśmy, że zapach tych kotów jest uciążliwy, nie do zniesienia. Właścicielka obiecała nam, że odda zwierzęta w ręce rodziny. Wywoziła je na jakiś czas, ale kiedy sprawa cichła, koty wracały z powrotem. Wraz z nimi wracał niemiłosierny smród, który wywołuje odruch wymiotny. Mieszkamy piętro niżej i na klatce schodowej czy w windzie nie można wytrzymać, nie ma tam czym oddychać. Nie możemy też otworzyć okien, ani drzwi balkonowych we własnym mieszkaniu, bo cały smród pcha się nam do środka. Kiedy przychodzą do nas znajomi pytają: co tak potwornie śmierdzi – mówi pani Barbara.

Zdaniem wielu lokatorów, z roku na rok kocia rodzina się powiększała i szybko wyszło na jaw, że nie o przybłędy tu chodzi. Mieszkańcy z Elsnera znaleźli stronę internetowej właścicielki, na której dowiedzieli się, że to rasowe „persy”, które kobieta wystawia na sprzedaż, za około 1 – 1,5 tys. zł za sztukę. Ze strony internetowej wynikało jednak, że do sprzedaży wystawiane było po kilka miotów: w 2004 roku były to dwa mioty, w 2006 trzy, w 2007 r. sześć, w 2008 roku 10 i w 2009 roku sześć miotów w jednym roku.

– Po naszych interwencjach właścicielka zaprzestała wystawiania kotów na stronie internetowej. Nie zaprzestała jednak ich hodowli. Wielokrotnie próbowaliśmy kolejnych rozmów i próśb. Nic z tego. My za każdym razem wiedzieliśmy, kiedy w jej mieszkaniu pojawiał się nowy miot kotów. Widzieliśmy też przez okna, jak właścicielka wynosiła je w koszach do samochodu, stała z nimi na ryneczku i sprzedawała. Nie jesteśmy przeciwni kotom, jesteśmy przeciwko smrodowi, który musimy znosić. To są piękne i przyjazne zwierzęta, ale nie można ich hodować w mieszkaniu wielorodzinnego budynku – mówią lokatorzy.

Po rozmowach z właścicielką kotów zakończonych fiaskiem, wiele rodzin podpisało się pod pismem, które z opisaniem sprawy trafiło do Jeleniogórskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, zarządcy budynku. Po nim pojawiły się kolejne pisma, łącznie kilkanaście. Stamtąd lokatorzy nie otrzymali dotychczas pomocy.

Pracownicy JSM po rozmowach z właścicielką, bezradnie rozkładali ręce, twierdząc, że nie mają narzędzi do działania. Spółdzielnia wzywała lokatorkę do wyjaśnienia sprawy, ale kobieta upierała się przy wersji, że nie handluje kotami. Zapewniała też, że w mieszkaniu trzyma cztery zwierzaki, a nie ich całe stado.

W tej sprawie zadzwoniliśmy do Jeleniogórskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, gdzie potwierdzono nam wersję sąsiadów. – Wielokrotnie przeprowadzaliśmy rozmowy z właścicielką tego mieszkania i za każdym razem słyszeliśmy to samo, że problem zniknie na dniach. Lokatorka na jakiś czas wywoziła koty, po czym przywoziła je ponownie. Na rozmowę z nią wysłany został nasz pracownik, który nie został jednak wpuszczony do mieszkania. Potwierdził natomiast, że z otwartych drzwi wydobywa się fetor, przez który można się udusić – wyjaśnia Dariusz Gębura, kierownik Administracji Zabobrze II i III wyjaśnia.

– O pomoc poprosiliśmy również sanepid, ale jego pracownicy musieli swoją wizytę zapowiedzieć. Kiedy inspektorzy pojawiali się na miejscu, mieszkanie było wysprzątane i czyste. Wewnątrz nie było kotów, lub było ich niewiele. Kiedy pracownicy sanepidu wychodzili, koty wracały do mieszkania. Przez wiele miesięcy była to zabawa „w kotka i myszkę”. Prowadzona dotychczas procedura ugodowa nie przyniosła żadnych rezultatów, na najbliższej radzie zarządu rozpoczniemy więc procedurę eksmisyjną – mówi kierownik administracji JSM.

Pierwszym krokiem będzie pozbawienie właścicielki kotów członkostwa za niestosowanie się do regulaminu JSM. Następnie sprawa trafi do sądu, który będzie miał orzec eksmisję.
– Przeprowadzaliśmy już podobne postępowanie i sąd wydał wyrok eksmisji. Taka procedura trwa kilka miesięcy, ale nie mamy innego wyjścia – mówi Dariusz Gębura.

A co na to wszystko właścicielka kotów? Twierdzi, że jest niewinna i pomawiana przez sąsiadów, których „w oczy kłują” pieniądze, jakie zarabia na zwierzętach. – Prowadzę sprzedaż kotów, ale te zwierzęta trzymam u rodziny, a nie w mieszkaniu. U siebie mam tylko cztery koty. Nie wiem, dlaczego sąsiedzi teraz skarżą się na smród, bo żadnego smrodu nie ma. Przez dwa ostatnie lata rzeczywiście mógł być jakiś zapach kotów, bo w mieszkaniu miałam kociaki i kocura, które taki zapach wydzielały. Obecnie od pół roku nie mam ani kocura, ani kociaków. Sąsiedzi nie mają się czego obawiać, nie zamierzam więcej hodować kotów w swoim mieszkaniu. Jestem zaskoczona ich reakcją właśnie teraz, być może z przyzwyczajenia już czują jakiś zapach – mówi lokatorka Małgorzata Subotowicz.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (157) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group