Piątek, 18 czerwca
Imieniny: Elżbiety, Marka
Czytających: 5235
Zalogowanych: 5
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Czy kopać "Żeroma" - felieton

Niedziela, 16 września 2007, 0:00
Aktualizacja: Niedziela, 16 września 2007, 17:47
Autor: TEJO
Jelenia Góra: Czy kopać
Fot. Arkadiusz Piekarz
Szkolny autorytet: skazany na porażkę a może na sukces.

Zanim napiszecie, że „Żerom” jest, delikatnie mówiąc, do bani, przeczytajcie. A potem komentujcie.

– Oj klasa, jak wy tę maturę zdata? – zwykła mawiać nasza pani od chemii. Oj, jakoś zdalim. A pani od chemii, choć nie nauczyła mnie nigdy rozwiązywania równań, więcej – w ogóle mnie chemii nie nauczyła – pozostawiła we mnie dumę niezmazywalną, że jestem absolwentem I Liceum Ogólnokształcącego im. Żeromskiego.

Chemii mnie nie nauczyła, bo sam się jej nie uczyłem. A nauczyciel, choćby był geniuszem, niczego nie nauczy, jeśli osobnik nauczany nie wyrazi minimum dobrej chęci, aby się tego czy owego nauczyć. Mnie chemia była po nic, więc poza paroma wzorami, w tym nieodłącznym ha dwa o, moja chemiczna wiedza równa się zeru.

Ale, zgodnie z logiką szkoły ogólnokształcącej, powinienem umieć ogólnie wszystko. Jak widać, tego „Żerom” mnie nie nauczył, bo podobnie jak na chemii, znam się na fizyce i matematyce. Jak widzicie: tuman ze mnie. Na szczęście maturę zdałem, bo tego tam nie miałem. Fakt faktem, nie spełniam wymogów ogólniaka i pewnie teraz, zasiadając w ławkach z pierwszoklasistami, na matematyce, po pierwszych piętnastu minutach bym wyszedł nie czekając, aż wyrzuci mnie stamtąd nauczyciel a za mną poleci zeszyt i ocena niedostateczna awansem za cały okres nauki. I z notą: nie rokuje szans na lepsze stopnie.

Owo ogólne nauczanie chyba od zawsze jest nieco na bakier z potrzebami codzienności. Mądrze pomyślał Seneka pisząc dawno temu, że nie dla życia, lecz dla szkoły się uczymy.
W maksymie mistrza zawarta była ironia, że szkoła sprzedaje nam wiedzę zupełnie do niczego nie przydatną poza jej murami. Wykładaną przez nauczycieli, dla których niektóre nauczane treści są oświatową obsesją nie mającą żadnego związku z rzeczywistością.

Powiedzenie owo odwrócono w znane powszechnie dictum, zwłaszcza tym, co mają w szkole łacinę, na „non scholae, sed vitae discimus”, co także stawia oświatowe poczynania na marginesie, akcentując fakt, że szkoła jest tylko dodatkiem uzupełniającym czerpanie wiedzy spoza niej.

W sobotę, kiedy w poczciwym „Żeromie” spotykali się absolwenci sprzed lat niemal sześćdziesięciu, pomyślałem, że pewnie niektórzy z nich – z całym szacunkiem – byli ignorantami z jakiegoś tam przedmiotu. Dziś może mówić nie wypada, ale pan profesor X, czy tam doktor Y, w klasowym gronie dawnych przyjaciół wspomina, jak to obrywał pały za niewiedzę. I słucha podobnych wynurzeń z przeszłości, jak to jego kolega – na przykład dziś szacowny samorządowiec i człowiek powszechnie poważany – otrzymał był ze sprawdzianu dwójkę z trzema wykrzyknikami i dopiskiem „debil”.

Zaciekawiło mnie przy tym inne zjawisko bardzo powszechne na forum Jelonki. Otóż kiedy tylko pojawi się jakikolwiek artykuł o liceum im. szacownego Stefana, miłe grono forumowiczów – niezależnie od tematyki tekstu – wiesza na tej szkole psy.
Podobnie było przy okazji wzmianki o wizycie wspomnianych absolwentów. Kto nie wierzy, niech spojrzy. Na dobrą sprawę nie powinienem żadnego z tych komentarzy dopuścić, bo są poza tematem. Ale… niech idą, bo ilustrują ciekawe zjawisko społeczne.

Otóż tyle się mówi o upadku autorytetów szkolnych, uczniowskim tumiwisizmie, beznadziei oświaty, miernocie nauczyciel i innych fenomenach niepokojących, ale wystarczy jedno prowokacyjne hasło, aby okazało się, że w Jeleniej Górze nie jest tak źle. Tym hasełkiem jest magiczne słowo: „Żerom”. Działa jak płachta na byki (uczniowskie też). Nie chcę się zakładać, że po dodaniu tego tekstu, niejednemu z Was przyjdzie od razu na myśl zdanie: „Żerom jest do d…, ale moja szkoła to the best….” I czym prędzej pospieszy do klawiatury, by swą odkrywczą opinię wyrazić.

Jak to zatem jest z tym szkolnym autorytetem? Czy pozostaje nim jeszcze nauczyciel? Czy wybór szkoły istotnie ma wpływ na ukształtowanie człowieka po jej skończeniu? Czy pieczątka takiego, na przykład, „Żeroma”, daje przepustkę na lepszą przyszłość. A świadectwo z innej placówki to lepiej schować na dno szuflady i zapomnieć, że się tam chodziło?

Pytań można by postawić więcej. Dla mnie nauczyciele byli autorytetami, choć w różnym stopniu i nigdy nie do końca. Wspomniana pani od chemii pozostanie niezapomniana dzięki swojemu specyficznemu sposobowi wyrażania się, który do dziś poprawia mi humor w różnych sytuacjach. – Oj klasa, znów dziś nie mam okresu! – mawiała pokazując na miejsce, gdzie miała wisieć tablica pierwiastków Mendelejewa. Wszyscy tarzali się pod ławkami bynajmniej nie z powodu braku tej cennej pomocy naukowej. Ale nasza pani od chemii była bardzo ludzką panią. I nikomu nie robiła krzywdy, nawet wówczas, kiedy ten ktoś był z chemii osłem.

Może na tym polega prawdziwy szkolny autorytet? Lekarzom się mawia „primum non nocere”, po pierwsze nie szkodzić. Warto to samo powtarzać nauczycielom?

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (35) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group