Poniedziałek, 12 kwietnia
Imieniny: Damiana, Juliusza
Czytających: 4140
Zalogowanych: 3
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

MYSŁAKOWICE: Z gminą do sądu

Niedziela, 21 marca 2010, 8:00
Aktualizacja: Poniedziałek, 22 marca 2010, 7:53
Autor: Ania
MYSŁAKOWICE: Z gminą do sądu
Fot. Ania
Mieszkańcy trzech budynków, tzw. popowodziowych, przy ulicy Zielonej w Mysłakowicach będą sądzić się z gminą. Zdecydowali w ten sposób egzekwować swoje prawa po tym, jak dowiedzieli się, że zostanie im udzielona jedynie 70–procentowa bonifikata, jeżeli zdecydują się wykupić swoje lokale.

Znaczy to, że za mieszkanie będą musieli zapłacić 30 procent jego wartości, a nie jak to na ogół bywa, w przypadku lokali komunalnych, za pięć, a nawet jeden procent.

W budynkach przy ulicy Zielonej mieszkają ludzie, którzy ucierpieli w powodzi z 1997 roku . Obiekty te powstały zaledwie w dwa miesiące i miały służyć jako tymczasowe lokum. Ostatecznie mieszkańcy pozostaną w nich na stałe, bo nowy dom nie został wybudowany. Mieszkańcy pogodzili się z tym. Przeprowadzili nawet niezbędne remonty.

Dorota Feist, jedna z mieszkanek domków przy ulicy Zielonej w połowie ubiegłego roku zdecydowała się wykupić lokal na własność. Udała się więc do Urzędu Gminy i tam usłyszała, że rajcy przewidzieli tylko 70-procentową bonifikatę.
– Było to dla mnie ogromne zaskoczenie, tym bardziej, że gmina nie poniosła żadnych nakładów w remonty naszych budynków. Nie można powiedzieć, że są to mieszkania luksusowe. Owszem, dzięki poczynionym przez nas inwestycjom, prezentują się całkiem nieźle, ale jest to w zasadzie tylko inicjatywa samych mieszkańców – mówi Dorota Feist.

Przykładem jest ogrzewanie. Dopóki nie zdecydowałam się na budowę kominka, który kosztował około 15 tys. złotych, co dwa miesiące w okresie zimowym przychodziły mi ogromne rachunki za prąd. Na ogół była to kwota wielkości 1400 złotych. Z tym, że w mieszkaniu było strasznie zimno, zaledwie 12 stopni Celsjusza. Pisałam w tej sprawie pisma do gminy, ale nic nie udało mi się zyskać – mówi Dorota Feist, która razem z mężem wychowuje pięcioro dzieci i zależy jej na tym, żeby w mieszkaniu było ciepło i schludnie.

Bonifikata w wysokości 70 procent została ustalona przez rajców w Mysłakowicach. Wójt Zdzisław Pietrowski tłumaczy, że rada ma takie kompetencje. – Radni mogli zdecydować także o tym, że obiekty te w ogóle nie zostaną sprzedane. Są to nowe budynki i uznali, że nie można ich sprzedać za taką samą kwotę, jak stare. Poza tym ich budowa została w części sfinansowana z budżetu państwa, ale także z wziętego na ten cel kredytu, który gmina Mysłakowice musiała spłacić – mówi Zdzisław Pietrowski.

Takie argumenty nie przekonują mieszkańców. Zdecydowali się więc rozstrzygnąć sprawę w sądzie. Poza tym zaznaczają, że w tej sprawie radni nie mogą wziąć pod uwagę kredytu, ponieważ został wzięty po wybudowaniu budynków – Jak mogli wziąć kredyt na nasze nieruchomości, skoro w momencie podpisania umowy one już stały. Poza tym uwzględniono w nim trzy księgi wieczyste, przy czym dla budynków przy ulicy Zielonej prowadzona jest tylko 1 nr 47059, druga nie jest już prowadzona, a trzecia dotyczy nieruchomości przy ulicy Włókniarzy – mówi Dorota Feist.

Sprawę ostatecznie rozstrzygnie więc sąd. Rozprawa odbędzie się w kwietniu. Zostanie wówczas określone, czy uchwała Rady Gminy Mysłakowice jest zgodna z obowiązującymi przepisami, czy może rację mają mieszkańcy i wywalczą większą bonifikatę na wykup lokali komunalnych, które zamieszkują.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (50) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group