Środa, 21 października
Imieniny: Urszuli, Jakuba
Czytających: 9925
Zalogowanych: 10
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Z braćmi Czechami bez tłumacza

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Czwartek, 1 października 2009, 13:35
Aktualizacja: Piątek, 2 października 2009, 8:00
Autor: TEJO
Fot. TEJO
Karkonosze nie są już ani czeskie, ani polskie – takiego podziału nie ma po zniesieniu barier granicznych. Karkonosze są jedne, a najlepiej, jeśli zawsze pozostaną zielone, czyste oraz otwarte dla turystów. Aby Czechom łatwiej było w Polsce, a Polakom w Czechach potrzebne jest także otwarcie mentalne, a przede wszystkim informacja. Stąd dwustronne spotkanie dziennikarzy w z obydwu krajów.

Polsko-czeska konferencja „Zielone Karkonosze” zgromadziła dziś w Książnicy Karkonoskiej przedstawicieli mediów, informacji turystycznych, przedstawicieli organizacji pozarządowych oraz zaproszonych gości. Wszystko dzięki inicjatywie Związku Gmin Karkonoskich, Książnicy oraz Dolnośląskiemu Stowarzyszeniu Prasy Regionalnej WRO –EURO.

– Zarówno Polacy jak i Czesi są niedoinformowani jeśli chodzi o atrakcje i wydarzenia, które dzieją się bardzo blisko naszych regionów – mówił Marcin Zawiła, dyrektor Książnicy Karkonoskiej witając gości spotkania, którzy przybyli z Czech oraz z wielu zakątków Polski, między innymi z Warszawy i Katowic.

– W tym nieoceniona jest pomoc i współpraca dziennikarzy – dodał M. Zawiła. Prowadzący konferencję i zarazem organizator Andrzej Ploch, prezes DSPR, podkreślił, że celowo w spotkaniu nie przewidziano udziału tłumaczy. – Nasze języki są na tyle podobne, że przy dobrej woli jesteśmy w stanie się dogadać bez pośredników. Mowę sąsiadów często lepiej poznać podczas żywych rozmów niż na kursie językowym – dodał.

Marcin Zawiła zaznaczył także, że skupisko mieszkańców trójstyku Polska, Czechy, Niemcy to ponad dwa miliony osób. – To wciąż jeszcze niewykorzystany rynek czytelników zarówno dla wydawców prasy jak i reklamodawców – powiedział dyrektor KK.

W programie konferencji przewidziano prezentacje mające przybliżyć nie tylko to, co dzieje się w Karkonoszach. Dariusz Bogucki z EFICOM SA wyjaśniał możliwości korzystania ze wsparcia ze środków unijnych przy partnerstwie polsko-czeskim. Mówiono także o możliwościach utylizacji odpadków, w tym szkodliwych, jednak omówienie nie miało charakteru ogólnego, a stanowiło polecenie usług jednej z firm.

Jiri Dworak z czeskiego Karkonoskiego Parku Narodowego przedstawił różnice, jakie wyróżniają tę instytucję od naszego KPN. Zaważył, że czeski park jest znacznie większy, ale też jego granice rozciągnięte są niżej niż po polskiej stronie. Zaprezentowano także czeskie periodyki wydawane po polsku dla naszych turystów. Są one rozprowadzane przez centra informacji turystycznej.

Witold Szczudłowski, dyrektor ZGK, podkreślił, że rozwój Karkonoszy musi iść w parze z poszanowaniem środowiska naturalnego. – Główną atrakcją naszych gór jest przyroda – powiedział. Wspomniał także o budowie sieci-wodociągowo kanalizacyjnej, która połączy miejscowości gmin Karkonoszy. Sieć ma już 300 kilometrów i stanowi podstawę utrzymania czystości środowiska w górach i na pogórzu.

Uczestnicy Konferencji mieli okazję do rozmów partnerskich, a także do zapoznania się z ofertą wydawniczą zaprezentowaną w kuluarach. Można tam było znaleźć ciekawą ofertę dla miłośników czeskiej literatury: zapowiedzi wydawnicze Wrocławskiego Wydawnictwa Oświatowego, w tym nietypowy „poradnik” dla turystów „Lunatyczny przewodnik po Pradze” Premysla Ruta.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (7) Dodaj komentarz

~ahorn@wp.pl 1-10-2009 15:18
Wracałem kiedyś z Pragi z dwójką młodych Polaków, którzy przez tydzień zwiedzali stolicę Czech. Pytałem, jak ze zrozumieniem język naszych sąsiadów. - Nie ma żadnego problemu, jeżli rozmawia się przy piwie - powiedział mi student z Wrocławia. Problemy zaczynaja sie dopiero wtedy, kiedy trzeba ustalić, czy pociąg (po czesku może to być: vlak, rychlik albo lokalka) już odjechał, czy też dopiero odjedzie. Ciekawe więc z jakim zrozumieniem przebiegały obrady. Pewnie jak w owym słynnym czeskim filmie - "Nikt nic nie wie".
~mm 1-10-2009 18:42
Z tymi braćmi z tytułu to lekka przesada, Czesi dla swoich w lokalach mają nizsze ceny, jak tylko słyszą polski język pojawia się inny cennik, taka mentallność i bliżej im do Niemców.
piipi 1-10-2009 19:32
..a " Pansky dum" na Jizerce ma *fajne kelnerki,ktore ..znają naszą mowę !
~j. 1-10-2009 22:30
piipi, gdzie to dokladnie jest???
~ahorn@wp.pl 1-10-2009 23:20
w sprwaie cenników: W Czechach, w niektórych restauracjach można trafić jeszcze na pozostałości po socjaliźmie. U nas też kiedyś był OFICYJALNE różne ceny dla krajan i zagranicznych, ale szybko z tego się wycofaliźmy się. Czesi - nie. Ale to nie szykany dla Polaków, tylko zasada stosowana wobec turystów zagranicznych. Zresztą w czeskich i to nawet słynnych restauracjach panuję przedziwne zwyczaje: - na przykład "U Fleku" w Pradze, gdzie podają warzone na miejscu ciemne piwo jest zasada, że jeżeli na obiad przychodzi 6 osób i siada do jednego stolika, to są zobowiązani do piwa zamówić 6 takich samtch potraw. Jak to niemieckim turystom "Pan Vrchni" powiedził: - ..."Ein Tisch - ein Gericht". I pieprzną w stół swoim bloczkiem kelnerski.
piipi 1-10-2009 23:24
..do - [~Autora postu z godz.22:30 ..] ..*hi,hi ochota na kelnerki, a moze jedzonko ?
~Wicek 17-10-2018 23:31
Byłem na tej konferencji i jestem pełen podziwu dla p.Andrzeja Plocha za jego polską - czeską cierpliwość. Oj tam oj

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group