Niedziela, 17 stycznia
Imieniny: Antoniego, Jana
Czytających: 8391
Zalogowanych: 7
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA/ ŚWIAT: Wielkanoc jak u rozbitków

Poniedziałek, 24 marca 2008, 7:56
Aktualizacja: 7:57
Autor: ROB/AGA
JELENIA GÓRA/ ŚWIAT: Wielkanoc jak u rozbitków
Fot. Archiwum Czytelników
Szukali lepszego życia, pracy, albo po prostu przygody. Za granicą zarabiają niezłe pieniądze, studiują. – Tutaj jest świetnie, tylko ta tęsknota za domem – mówią mieszkańcy naszego regionu, którzy spróbowali szczęścia na obczyźnie. Wszyscy zgodnie podkreślają: nie ma nic gorszego, niż święta bez rodziny.

– Rozglądałem się za pracą, w internecie znalazłem ciekawe oferty z Anglii – opowiada Seweryn Cieślik, który na wyspach jest od prawie 3 lat. – Wysłałem swoje cv, a po jakimś czasie zadzwonił telefon. No i wyjechałem.
Na miejscu spotkał Kasię, późniejszą żonę. – Znaliśmy się już wcześniej, ale dopiero w Anglii spędziliśmy ze sobą więcej czasu – mówi. – Co prawda mieszkaliśmy daleko od siebie, ale utrzymywaliśmy stały kontakt.
Z czasem Kasia przeprowadziła się do Sewera do niewielkiego miasta Harrogate. Zamieszkali razem a potem wzięli ślub. – Niczego mi tu nie brakuje, bo mam obok siebie osobę, którą kocham – przyznaje Sewer.
– Planowałam spędzić w Anglii jedynie rok, by podszkolić język angielski – mówi Kasia. – Ale dostałam dobrze płatną pracę, więc zostałam na trochę dłużej.
Oboje pracują w ośrodku dla niepełnosprawnych. I nie narzekają. Z jednej pensji żyją, drugą odkładają na dalsze życie w Polsce, oraz na podróże, które są ich pasją.

Wyjeżdżający podkreślają, że najtrudniejsze są początki. Magdalena Kufel z Siedlęcina już siedem lat mieszka we Francji, gdzie wyjechała zaraz po ukończeniu szkoły średniej.
– Najtrudniej jest przyzwyczaić się do nowych, nieznanych rzeczy: języka, kraju i ludzi. Najważniejsze jednak to być konsekwentnym w stosunku do samego siebie. Jeśli już podjęło się decyzję wyjazdu to trzeba sobie powtarzać, że jest to właśnie to, czego się szukało. Dziś mogę powiedzieć, że po kilku latach spędzonych we Francji nauczyłam się „bić o swoje” – mówi Magda.

„Swoje” osiągnęli też Zosia i Wojtek, którzy mieszkają w Gosport na południu Anglii. – Wojtek ma swoją firmę budowlaną, ja dorabiam przy sprzątaniu. W czerwcu ubiegłego roku kupiliśmy mały angielski domek. Wątpię, aby w Polsce w tym samym czasie udało nam się to osiągnąć – mówi Zosia. Dodaje, że w ich miejscowości jest już całkiem sporo rodaków. –W angielskich sklepikach mamy polski chleb, śledzie i kaszankę, prawie jak w domu. W przychodni przyjmuje polska pani doktor i trzech dentystów, autobusami wożą nas polscy kierowcy, a w lokalnej bibliotece mamy polskie książki.

Nawet święta będą mieli takie, jak w kraju. – W miasteczku obok w niedziele są msze po polsku i pewnie w Wielką Sobotę będziemy święcić jajka – mówi Zosia. – A na stole na pewno nie zabraknie białej kiełbaski i chrzanu. Zadbamy też o odpowiednią atmosferę – dodaje z uśmiechem.

Czego więc jeszcze chcieć? – Najbliższych – odpowiadają nasi rozmówcy. Smutek czują nie tylko ci, którzy wyjechali. Pani Beata mieszka w Jeleniej Górze, ale jej dwie dorosłe córki od niedawna są w Anglii. – Strasznie za nimi tęsknię – przyznaje. – Asia wyjechała praktycznie z dnia na dzień. To dla nas był szok. Tutaj była nauczycielką, tam początkowo opiekowała się dzieckiem. Teraz pracuje w biurze i jeszcze dorabia jako tłumaczka. Ma naprawdę nieźle – opowiada.
Druga córka – Ola, też nie narzeka. Jest kierownikiem zmiany w kawiarni w Londynie. Zamierza dokończyć studia.
– Co prawda mamy stały kontakt, bo córki dzwonią, rozmawiamy przez internet dwa razy w tygodniu, ale to nie to samo – mówi mama.
Przyznaje, że święta to dla niej bardzo trudne dni. – Płaczemy do słuchawek z tęsknoty – mówi. – Wiem, że one tam mają lepiej, trzymam za nie kciuki, myślę o nich każdego dnia. Ale i tak nie potrafię powstrzymać łez.

Pani Beata marzy o tym, by jeszcze kiedyś spędzić święta z córkami. Wkrótce to marzenie może się spełnić. Ola już zarezerwowała bilet i przyleci na Boże Narodzenie. A za parę lat obie córki wrócą na stałe do Polski.
Podobnie postąpią inni, na przykład Kasia i Sewer. – Chcemy kupić ziemię w Jeleniej Górze lub okolicach i wybudować na niej dom – planują. – Kiedy dokładnie – tego nie wiemy.
– Tutaj, w Anglii, jesteśmy jak rozbitkowie – mówi Sewer. – Stworzyliśmy sobie co prawda przytulny dom. Ale to taki dom bez fundamentów, tylko na chwilę.

Czytaj również

Komentarze (7) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group