Czwartek, 6 sierpnia
Imieniny: Jakuba, Sławy
Czytających: 4682
Zalogowanych: 3
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Utajniony burmistrz

Wiadomości: Kotlina Jeleniogórska
Sobota, 5 listopada 2005, 0:00
Aktualizacja: Poniedziałek, 6 lutego 2006, 13:34
Autor: konrad
Fot. konrad
Kamiennogórski sąd podjął w piątek kuriozalną decyzję. Zabronił używania imienia i nazwiska burmistrza Kamiennej Góry oraz publikowania jego zdjęć.

Tymczasem jego pełne dane są wszędzie w internecie, w gazetach, czy innych publikacjach. taka decyzja zapadła, podczas rozpoczętego z bólamli procesu przeciwko A.Z. jak można teraz nazywać głowę tego miasta.

Burmistrz został zatrzymany przez policjantów półtora roku temu, gdy o trzeciej w nocy prowadził samochód po pijanemu. Policjanci ustalili, że miał 1,5 promila alkoholu. Do tego momentu to była standardowa historia. Za jazdę na podwójnym gazie sądy skazały już kilku wójtów i burmistrzów. Jednak A.Z. jako prawnik uznał widocznie, że nie będzie go byle prokurator czy sędzia skazywał za coś tak pospolitego i powszechnego. Znalazł lekarza, który wystawił mu zaświadczenie, że powinien zażywać lek Buer Lecitin, który zawiera spirytus. Burmistrz zeznał, że owej nocy wypił dwie buteleczki leku, dlatego miał w sobie owe 1,5 promila. A jak wiadomo, leczyć się trzeba.

Ta linia obrony upadła, gdy policjanci przy okazji innej sprawy znaleźli u wałbrzyskiego lekarza nagranie, gdzie została zarejestrowana rozmowa, podczas której lekarz instruuje burmistrza jak zeznawać. Jak wiadomo jest to przestępstwo.

Sąd usiłował rozpocząć proces od wielu miesięcy, ale odwoływanie obrońców i inne sztuczki skutecznie to uniemożliwiały. Obrońca oskarżonego złożył też wniosek o wydanie burmistrzowi prawa jazdy, gdyż jest mu potrzebne do wykonywania obowiązków służbowych, a jest jego pozbawiony już od tylu miesięcy. Zarzycił też prokuratorowi, że to z jego winy proces tak bardzo się odwlekł.

Radosław Magazowski z prokuratury rejonowej w Jeleniej Górze w emocjonalnym przemówieniu pytał się, czy to on mataczył, czy to on odwoływał kolejnych obrońców. Powiedział, że wydanie prawa jazdy na czas procesu zostałoby odebrane przez kierowców, którzy na lata stracili uprawnienia, bo prowadzili samochód po pijanemu, za kpinę ze zwykłych ludzi i potwierdzenie, że burmistrzowi wolno więcej. Zacytował powiezienie - prawo polskie nie może być jak pajęczyna, bąk się przeciśnie, ugrzęźnie muszyna. Okazało się, że burmistrz A.Z. bąkiem nie jest, a bardziej ową muszyną i prawa jazdy nie odzyskał. Następna rozprawa i przesłuchanie świadków, 6 grudnia.

Ogłoszenia

Czytaj również

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group