Środa, 28 października
Imieniny: Szymona, Tadeusza
Czytających: 7458
Zalogowanych: 12
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Ustawa sklepikowa: czekolada… zakazana!

Wiadomości: Jelenia Góra
Poniedziałek, 7 września 2015, 7:50
Aktualizacja: Wtorek, 8 września 2015, 8:28
Autor: Katarzyna Pruś
Fot. Katarzyna Pruś
Wraz z rozpoczynającym się rokiem szkolnym weszło w życie nowe rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie automatów i sklepików szkolnych. Restrykcyjne wymogi, zakazujące sprzedaży tzw. „śmieciowego jedzenia” nie podobają się nie tylko uczniom, ale i właścicielom sklepików czy szkolnych punktów małej gastronomii.

Powszechnie już nazywana „ustawa sklepikowa”, czyli nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia szczegółowo określa, jakie produkty mogą być dopuszczone do sprzedaży w szkolnych sklepikach, a także reguluje jakich składników i w jakich ilościach można używać podczas przygotowywania posiłków w szkolnych stołówkach.

Ze sklepikowych półek muszą zniknąć wszelkiego rodzaju słodycze, drożdżówki, kolorowe napoje, fast-foofdy, a nawet cukier i kawa. Jeżeli pieczywo, to tylko pełnoziarniste, a mięso tylko chude. Uczniowie mogą zapomnieć o hot-dogach czy zapiekankach. Na cenzurowanym znalazły się także wszelkie dodatki takie, jak sos czosnkowy czy majonez. Można użyć ketchupu, pod warunkiem, że do jego produkcji zużyto nie mniej niż 120g pomidorów do przygotowania 100g produktu gotowego do spożycia.

Co więc można znaleźć w szkolnych sklepikach? Odwiedziliśmy zarówno podstawówki, jak i szkoły średnie. W przeważającej mierze półki świeciły pustkami. – Nawet w hurtowniach jest trudno o produkty, które spełniają tak restrykcyjne normy. Na sprzedaży samych warzyw i owoców taki handel długo nie pociągnie – skarżą się sprzedawczynie w sklepiku w Zespole Szkół Ekonomiczno – Turystycznych. - Nasze dzieci były od dawna przyzwyczajane do zdrowego żywienia. Ale dbając o zdrowie, nie trzeba narzucać aż tak rygorystycznych wytycznych. Teraz praktycznie nie ma co sprzedawać, a dzieci grymaszą – komentuje sklepikarka z jeleniogórskiej Szkoły Podstawowej nr 2.

Nowelizacja ustawy obowiązuje wszystkie punkty sprzedaży na terenach placówek oświatowych, także szkolne stołówki. Kucharki muszą teraz dokładnie odmierzać ilość dodanej soli. Dbać, aby smażone potrawy pojawiły się tylko raz w tygodniu, a przy tym były usmażone na ściśle określonym tłuszczu. Oprócz ścisłych wytycznych dotyczących składu i rodzaju pokarmów w ustawie widnieją też szczegółowe wytyczne co do gramatury produktów. I tak, teraz w szkolnym sklepiku możemy kupić zdrowy sok warzywny, pod warunkiem, że jest w opakowaniu o pojemności do 330 ml. Taki w butelce półlitrowej jest zabroniony.

- Wprowadziłyśmy kanapki z pieczywem razowym, owsianki, sałatki owocowe i owocowo-warzywne, jogurty, soki oraz warzywa i owoce. Wrzesień jest dla nas okresem próbnym. Zobaczymy, czy na tak okrojonym asortymencie uzyskamy jakiś zysk - mówi pani Kasia z jeleniogórskiego Ekonoma. -Uczeń, który chce zjeść batonika, zje go, jak nie w szkole, to w domu. Poza tym w szkole średniej mamy do czynienia z dorosłymi ludźmi. Oni mają już wyrobione nawyki żywieniowe i powinni mieć prawo wyboru. Nie potrzebują wskazania co jest zdrowe, a co nie – dodaje.

Sklepikarze uważają, że ustawa nie przyniesie pożądanych efektów i mocno uderza w małych przedsiębiorców. Boją się o swoją przyszłość, bo często mała gastronomia jest ich głównym źródłem dochodu. Przyznają, że hurtownie nie są przygotowane na takie zmiany. Jest mało produktów, które można teraz sprzedawać w szkołach. W grę wchodzą wafle ryżowe czy orzechy, które według sprzedawców są za drogie na kieszenie młodzieży. Sprzedawcy nie zostali też dokładnie poinformowani do kiedy mogą „wysprzedawać” niezdrowe produkty. W tak zwanym „okresie przejściowym” mogą oni jeszcze rozprowadzać produkty, które kupili przed wejściem rozporządzenia i nie spełniają już norm. – Na razie możemy sprzedawać zapasy chipsów czy słodyczy, ale boimy się, bo dokładnie nie wiemy do kiedy mamy czas. Raz mówi się o miesiącu, raz o dniu – twierdzi ekspedientka pani Barbara.

- Te zmiany to dla mnie jakiś absurd. Jestem w takim wieku, że mogę decydować, na co mam ochotę. Nie jestem zwolennikiem codziennego jedzenia tłustych hamburgerów czy chipsów zamiast śniadania, ale nie uważam żeby drożdżówki, czy zwykłe białe bułki były czymś zabójczym. A kawa i gorąca czekolada? Brakuje na to słów. Szkoda sklepikarzy, bo pieniądze przeznaczone na ulubioną drożdżówkę czy kawę, wydamy po drodze do szkoły – mówi 18-letnia Karolina. – Owszem, może ta ustawa jest przydatna w szkołach podstawowych, gdzie dzieci uczą się dopiero „zdrowego stylu żywienia”, ale tutaj? Poza tym określanie, jaka zawartość pomidorów w ketchupie jest dozwolona jest dla mnie co najmniej śmieszne – komentuje jej koleżanka.

Od autorki
Choć zwolennicy ustawy bronią ją silnymi argumentami o zdrowej diecie młodych ludzi, my jak dotąd nie znaleźliśmy uznania wśród tych, których ona dotyczy. Choć sklepowe (na razie) nieśmiało zapełniają się marchewkami, owsiankami czy „ryżowymi czipsami”, to na korytarzu podstawówki nie trudno znaleźć uczniów podjadających ukradkiem oblanego czekoladą batona. Jak wiadomo, „zakazany owoc smakuje najlepiej”.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (68) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group