„Dali nam tylko trzy godziny”
Jedna z mieszkanek nadal bardzo dobrze pamięta powódź sprzed dwóch lat.
– Najpierw słyszeliśmy, że nic się nie wydarzy. A później przyszli i powiedzieli, że mamy trzy godziny na ewakuację – opowiada.
Problem był znacznie większy niż zwykła przeprowadzka.
W domu był niepełnosprawny mąż, którego również trzeba było przygotować do wyjazdu. Spakować najpotrzebniejsze rzeczy, zabezpieczyć dom i opuścić go praktycznie natychmiast.
– To było zdecydowanie za mało czasu – mówi.
Powódź trwała dwa dni. Jej skutki mieszkańcy usuwali przez kolejne dwa miesiące.
– Straciliśmy wszystko, co mieliśmy – wspomina kobieta.
„Wszyscy oglądają samochody. A kto pyta mieszkańców?”
Podczas naszej rozmowy padły słowa, które chyba najlepiej pokazują nastroje panujące dziś w Pilchowicach.
– Wszyscy teraz interesują się samochodami wyciągniętymi z jeziora, łódkami i sensacją. A nikt nie przyjechał zapytać mieszkańców, co oni o tym wszystkim myślą – usłyszeliśmy.
Rzeczywiście. Od kilku dni media pokazują głównie odsłonięte dno zbiornika i nietypowe znaleziska. Tymczasem dla ludzi mieszkających pod zaporą najważniejsze jest zupełnie co innego – poczucie bezpieczeństwa.
„Bardziej ufamy tej niemieckiej technologii”
Najczęściej powtarzającym się słowem podczas rozmów było... zaufanie. A właściwie jego brak.
– Bardziej ufamy tej niemieckiej technologii, która tyle lat wytrzymała i przetrwała tyle powodzi. Boimy się, że podczas remontu coś zostanie źle zrobione – mówi mieszkanka.
To oczywiście opinia mieszkańców, a nie ocena prowadzonych prac. Zapora w Pilchowicach przechodzi obecnie największy od dziesięcioleci remont, prowadzony przez specjalistów i pod nadzorem technicznym. Celem inwestycji jest zwiększenie bezpieczeństwa obiektu na kolejne lata.
Mimo to doświadczenia z powodzi sprzed dwóch lat sprawiają, że wielu mieszkańców nadal odczuwa niepokój.
„Po takich przeżyciach człowiek już się boi”
W rozmowie wraca również temat rysy, którą po powodzi część mieszkańców miała dostrzegać na koronie zapory. Jak wspomina kobieta, oficjalnie tłumaczono, że to jedynie nalot lub mech.
– Ja jestem prostą kobietą. Dla mnie wyglądało to jak rysa. Może fachowcy wiedzą lepiej, ale po tym, co przeżyliśmy, człowiek już wszystkiego się boi – mówi.
Nie jest to dowód na uszkodzenie zapory, ale pokazuje, jak ogromny wpływ na psychikę mieszkańców miała ubiegłoroczna powódź.
„Chcemy po prostu spać spokojnie”
Większość osób, z którymi rozmawialiśmy, nie protestuje przeciwko samemu remontowi. Wręcz przeciwnie – mieszkańcy rozumieją, że ponadstuletnia zapora wymaga modernizacji.
Najbardziej brakuje im jednak poczucia, że ktoś regularnie informuje ich o tym, co się dzieje i odpowiada na pojawiające się pytania
Po doświadczeniach z ostatniej powodzi wiele osób nadal żyje z przekonaniem, że w sytuacji zagrożenia mogą znowu zostać zaskoczeni.
Dla turystów spuszczona woda oznacza niezwykłą atrakcję. Dla mieszkańców Pilchowic jest przede wszystkim przypomnieniem wydarzeń, których wielu z nich wolałoby już nigdy nie przeżyć.
W najbliższych tygodniach poziom wody będzie nadal utrzymywany na niskim poziomie. Dopiero po zakończeniu prac remontowych zbiornik zacznie być ponownie napełniany.
Jedno jest pewne – dla turystów odsłonięte dno jeziora jest ciekawostką. Dla ludzi, którzy od lat łowią tu ryby i znają ten zbiornik niemal na pamięć, to przede wszystkim smutny widok i obawa o przyszłość jednego z najcenniejszych akwenów regionu.






Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.