Środa, 28 października
Imieniny: Szymona, Tadeusza
Czytających: 4513
Zalogowanych: 1
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Sąd apelacyjny: Sprawa jest zawiła

Wiadomości: Jelenia Góra
Wtorek, 9 sierpnia 2016, 7:48
Aktualizacja: Środa, 10 sierpnia 2016, 8:08
Autor: Angelika Grzywacz–Dudek
Fot. Angelika Grzywacz–Dudek
W czwartek (11.08) Sąd Apelacyjny w Jeleniej Górze wyda wyrok w sprawie Brunona W. z Jeleniej Góry, który przez sąd pierwszej instancji został skazany na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata za fałszywy alarm o rzekomym ładunku wybuchowym podłożonym w jeleniogórskich sądach w czerwcu 2014 roku. Rozprawa odbyła się już w piątek (5.08), ale sąd uznał, że sprawa jest zawiła i nad wyrokiem musi się zastanowić.

Jak już pisaliśmy, 13 czerwca 2014 roku do Centrum Powiadamiania Ratunkowego we Wrocławiu i Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze zadzwonił nieznany mężczyzna, który poinformował, że w trzech budynkach jeleniogórskiego sądu: przy ul. Kościuszki, Bankowej i Wojska Polskiego, jego kolega podłożył ładunki wybuchowe. Jednak w związku z tym, że nie było to pierwsze takie zgłoszenie w jeleniogórskim sądzie, zapada decyzja, by na czas prowadzonego przeszukiwania obiektów, nie ewakuować ani pracowników, ani też nie odwoływać zaplanowanych na ten dzień posiedzeń sądu. W tym dniu miały się m.in. odbyć dwie rozprawy Dawida W., syna Brunona W., który na pierwszą ze swoich rozpraw dotarł, a na drugą już nie. Prokuratura uznała to za dowód winy Brunona W. i popierając go innymi zebranymi dowodami, sporządziła akt oskarżenia, na podstawie którego jeleniogórzanin został skazany a osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata.

Od wyroku sądu pierwszej instancji odwołały się dwie strony. Skazany Brunon W. nie przyznaje się do winy. Co więcej, uważa, że padł ofiarą błędnej tezy śledczych, którzy od początku sprawy za wszelką cenę udowadniali mu winę wbrew dowodom i faktom. I o tym mówił też w piątek (5.08) obrońca Brunona W., mecenas Jerzy Janik.

- Główny błąd w tej sprawie polega na tym, że z góry powzięto tezę, że to Brunon W. był sprawcą fałszywego alarmu bombowego – grzmiał Jerzy Janik. – Nikt ze śledczych nawet nie dopuścił myśli, że mogło być inaczej, nawet w tedy, kiedy Brunon W. udowodnił, że w tym czasie był z żoną i znajomymi na urlopie w Turcji, więc jego telefon nie mógł się zalogować w okolicach Wałbrzycha. Najpierw próbowano udowadniać, że dokumenty dotyczące wyjazdu są sfałszowane, a kiedy okazało się, że są prawdziwe, nerwowo zaczęto szukać innych dowodów, by udowodnić z góry powziętą tezę. Uznano, że ktoś, kto zalogował się w Wałbrzychu tylko pomagał Brunowi W. w przestępstwie przykładając telefon do telefonu. A kiedy okazało się, że telefon Brunona W. nie był wyposażony w aplikacje, które umożliwiłyby taką operację uznano, że musiał skorzystać z innego telefonu. Telefonu, którego nikt nie widział, bo nigdy go nie było. Co więcej biegły stwierdził, że przy przyłożeniu telefonu do telefonu słyszalne byłyby przerwy w rozmowie, a takich przerw w odsłuchanym materiale dowodowym nie było. Nie można natomiast za dowód uznawać stwierdzenia biegłego, że głos oskarżonego jest podobny na 80 – 90 procent do głosu z nagrania, bo biegły stwierdził jedynie, że istnieje prawdopodobieństwo na około 80 – 90 procent, że głos z nagrania jest głosem Brunona W. Jak wiemy, przez telefon głosy są podobne i zniekształcone. - Co więcej, wbrew temu co twierdzi prokuratura, Brunon W. nie miał żadnego interesu w tym, by odraczać w czasie rozprawy swojego syna. Właśnie zależało mu na tym, by te sprawy się skończyły jak najszybciej. Wyrok wydano więc na podstawie z góry powziętej tezy i domysłów, a nie na podstawie dowodów, bo dowodów winy Brunona W. nie ma. Dlatego nie może być innego wyroku, niż wyrok uniewinniający. Jeśli sąd nie uzna tych twardych dowodów za słuszne, wnioskuję o ewentualne uchylenie postępowania i przekazania go do ponownego rozpoznania – dodał Jerzy Janik.

Prokuratura natomiast uznała wyrok pierwszej instancji za rażąco nieadekwatny do winy i zażądała bezwzględnej kary więzienia w wysokości dwóch lat i trzech miesięcy. W piątek prokurator w całości podtrzymał swoją apelację przekonując, że zgłoszenie o podłożeniu ładunku wybuchowego w sądzie miało ścisły związek z rozprawami Dawida W. Prokurator dodał też, że badania fonoskopijne potwierdziły, że głos zgłaszający rzekome podłożenie ładunku wybuchowego to głos Brunona W.
– Zebrane dowody w sprawie są wystarczające do przypisania Brunowi W. sprawstwa, natomiast destabilizacja sądu i działania dotyczące zgłaszania takich fałszywych alarmów, które w tym czasie były swoistą plagą nie tylko w Jeleniej Górze, ale i w całej Polsce, zasługują na surową karę, która ma działać prewencyjnie i odstraszająco. A tylko bezwzględna kara więzienia w wysokości dwóch lat i trzech miesięcy więzienia będzie takie działanie miała – dodał prokurator.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (18) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group