Piątek, 7 maja
Imieniny: Benedykta, Ludmiły
Czytających: 6063
Zalogowanych: 18
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Rozmowa z Eweliną Staszulonek i Maciejem Kurowskim

Środa, 3 marca 2010, 12:34
Aktualizacja: Czwartek, 4 marca 2010, 11:38
Autor: arec
Jelenia Góra: Rozmowa z Eweliną Staszulonek i Maciejem Kurowskim
Fot. TEJO
W poniedziałek jeleniogórscy olimpijczycy zostali oficjalnie przywitani przez Prezydenta Marka Obrębalskiego w ratuszu. Po południu w Miejskim Domu Kultury w Sobieszowie spotkali się z młodymi zawodnikami MKS Karkonosze Sporty Zimowe. Jelonce udało się porozmawiać z saneczkarzami reprezentującymi Polskę w Vancouver, Eweliną Staszulonek i Maciejem Kurowskim.

Jelonka: Spotkaliście się dzisiaj z młodymi ludźmi, którzy być może chcieliby pójść w wasze ślady, ale ostatnie Igrzyska pokazały, że uprawianie saneczkarstwa może być niebezpieczne.

E.S.: Dopiero po tak tragicznym wypadku ludzie dostrzegli jak niebezpieczny jest to sport i jak wiele ryzykujemy.

J: Czy zatem saneczkarstwo może uprawiać każdy?

E.S. Moim zdaniem nie. Osoba, która nie ma orientacji w terenie czy boi się ryzyka nie poradzi sobie. Mi się wydaje, że jest to ekstremalna konkurencja.

J: Czy od zwykłego zjeżdżania na sankach do zjazdów na torze lodowym może być jakieś przejście? W jaki sposób ludzie zaczynają trenować ten sport?

E.S. Pamiętam jak byłam mała i jeździłam na zwykłych drewnianych sankach, ale tego nie da się porównać. Tu są sanki drewniane, tam z włókien sztucznych. Te są lekkie, tamte ważą 25 kilogramów i ciężko je podnieść jedną ręką, one muszą nam nadać prędkości na torze.

J: A u Ciebie od czego się zaczęło?

E.S. To był zwykły przypadek. Chciałam trenować narciarstwo alpejskie, dlatego poszłam do szkoły sportowej do Karpacza. Jednak po różnych testach trener Więckowski powiedział, że mam predyspozycje, żeby trenować sanki. Powiedziałam, że mogę spróbować, choć trener pytał się mnie czy zdaję sobie sprawę z tego na co się decyduję. Jak pojechałam pierwszy raz na tor lodowy w Siguldzie to łzy pojawiły mi się w oczach i powiedziałam, że nie będę tego trenować. Wydawało mi się, że tor jest za szybki, ale zjechałam. Spodobało mi się, zapytałam czy mogę wystartować z wyższego miejsca, później z jeszcze wyższego. Tak złapałam bakcyla. Z czasem zakochałam się w sankach, to była moja pierwsza miłość i tak jest do dzisiaj. Po moim wypadku miałam chwile zwątpienia, ale poświęciłam temu zbyt wiele. Poświęciłam przyjaciół i wychodzenie gdziekolwiek i nie mogę zrezygnować z sanek. Jestem ze swojego wyboru bardzo zadowolona. Nie chcę nic obiecywać na przyszłość, ale w Soczi myślę, że mogę oddać cztery czyste ślizgi i osiągnąć jeszcze lepszy rezultat.

J: W saneczkarstwie o sukcesie decydują ułamki sekund, jakie czynniki wpływają na to, że osiąga się dobry rezultat?

E.S. Na tak szybkim torze o wyniku decyduje umiejętność położenia się na sankach, układ nóg, balans ciałem i wiele innych elementów. Słyszałam wiele złośliwych komentarzy, że wystarczy na sanki położyć worek kartofli i też pojedzie. Nie każdy dostrzega zachowanie zawodników podczas ślizgu. Ja kiedy oglądam nagrane moje zjazdy to widzę swoje ruchy. Chciałbym, żeby jak najwięcej osób się dowiedziało co robimy na sankach. Nie po to tyle trenujemy, żeby się położyć i pojechać.

J: Myślisz, że saneczkarstwo może stać się bardziej medialną konkurencją?

E.S. Miałoby szansę gdyby w Polsce wybudowano tor. W Niemczech są tory i tam trenują już małe dzieci. Ja zaczęłam trenować dopiero w wieku szesnastu lat i cały czas muszę nadrabiać te stracone lata. Cały czas te braki odczuwam. Byłoby zupełnie inaczej gdybym zaczęła trenować w wieku lat dziewięciu.

J: Maciej, wracając do Twojego startu. Po pierwszym ślizgu byłeś dwudziesty dziewiąty, po drugim przejeździe dwudziesty czwarty, a zawody zakończyłeś na dwudziestym trzecim miejscu. Czy wytyczyłeś sobie jakiś cel, które miejsce chcesz zająć i sprężyłeś się, żeby w kolejnych ślizgach być wyżej?

M.K. Nie, żadnego miejsca nie zakładałem. Chciałem oddać dobre cztery ślizgi. Gdybyśmy zaczynali z normalnego startu byłbym wyżej.

J: Na torze osiągacie duże prędkości czy to daje frajdę, że możecie tak szybko jechać?

M.K. Jeżeli chodzi o prędkość to o tym się w ogóle nie myśli. Zawodnik skupia się na tym, żeby przejazdy były jak najczystsze.

J: Trenując dużo czasu spędzasz za granicą. Jak bardzo jest to uciążliwe dla Ciebie. Gdyby w Polsce był tor z pewnością byłoby wam łatwiej.

M.K. To jest właśnie najcięższe. Spędzamy dużo czasu poza domem, mamy ograniczony kontakt z rodziną. My jesteśmy już w wieku dwudziestu paru lat, mamy partnerów życiowych i to jest bardzo trudne. Bliskie nam osoby często nie rozumieją naszego poświęcenia, nie potrafią tego zaakceptować.

J: Czy podczas pobytu w Vancouver miałeś sygnały z domu, że w Jeleniej Górze wiele osób śledzi twoje starty i życzy ci jak najlepszego wyniku. Czy to miało wpływ na ciebie?

M.K. Kontakt z rodzina utrzymywałem jak najmniejszy. Tak naprawdę wszystkie smsy jakie mi wysłano odczytałem dopiero po moich startach. Nie chciałem tracić koncentracji, musiałem skupić się na dobrych przejazdach.

Jutro w Jelonce opublikujemy rozmowę z Agnieszką Cyl.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (10) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group