Czwartek, 26 listopada
Imieniny: Konrada, Sylwestra
Czytających: 6928
Zalogowanych: 11
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Rodzice: Skandaliczna akcja z niepełnosprawnym chłopcem!

Wiadomości: Jelenia Góra
Wtorek, 6 grudnia 2016, 7:31
Aktualizacja: Środa, 7 grudnia 2016, 8:11
Autor: Angelika Grzywacz–Dudek
Fot. Angelika Grzywacz–Dudek
– We wtorek (29.11) ze szkoły specjalnej policja zabrała mojego niepełnosprawnego syna bez naszej wiedzy i przesłuchała go wmawiając mu, że jest sprawcą alarmu bombowego – skarży się Tomasz Wojciechowski, ojciec 14–letniego Kacpra, u którego stwierdzono niepełnosprawność intelektualną w stopniu lekkim. Policja i szkoła nie mają sobie nic do zarzucenia. Twierdzą, że działania przeprowadzono zgodnie z prawem.

Chłopiec po 1,5 godzinnym przesłuchaniu przyznał się do winy, mimo że zarzeka się, że winny nie jest.

- Kiedy policja weszła do klasy i kazała mi się spakować, wiedziałem o co może chodzić, bo dzień wcześniej policjanci byli już w szkole i sprawdzali telefony. Mój telefon też przeglądali, ale nie bałem się, bo nic na nim nie było. W szkole wszyscy wiedzą, kto zadzwonił z tym fałszywym alarmem na policję – opowiada uczeń Zespołu Szkół i Placówek Specjalnych przy ul. Kruszwickiej w Jeleniej Górze, siedząc ze schyloną głową i obgryzając paznokcie.

Rodzice chłopca dodają, że Kacper dostał komórkę na Mikołaja w ubiegłym roku, ale nie jest ona zasilana, więc dzwonić z niej chłopiec nie może. – Kacper ma telefon, żebyśmy mieli z nim kontakt, czasami też słucha na nim muzyki i to wszystko, więc policja nie mogła niczego w tym telefonie znaleźć, a mimo to zabrała Kacpra na przesłuchanie. Jakim prawem? – pyta Magdalena Raczycka, matka chłopca.

Prokurator Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze Adam Kurzydło wyjaśnia, że chłopiec został przesłuchany w charakterze świadka i w obecności szkolnego pedagoga. Jednak w tym samym dniu ze świadka stał się podejrzanym. - Ja wiedziałem, kto jest prawdziwym sprawcą i podałem nawet nazwisko, bo cała szkoła o tym mówi – opowiada Kacper. – Ale policja puszczała w kółko nagranie tego zgłoszenia i cały czas wmawiała mi, że to mój głos. Również szkolny pedagog przekonywał mnie, że to ja mówię na tym nagraniu. Kazano mi coś w kółko powtarzać. Zapamiętałem tylko ”ładunek wybuchowy”. Rozbolała mnie głowa. Chciałem jak najszybciej stamtąd wyjść i pójść do domu, więc się do wszystkiego przyznałem, żeby mnie wypuścili – dodaje Kacper.

O zabraniu dziecka na komendę policji, nikt nie powiadomił rodziców. Dopiero kiedy chłopiec wrócił do domu, okazało się przez co przeszedł. – Kiedy syn wszedł do domu, nie poznałam go – mówi matka chłopca. – Był blady jak ściana. Spuścił głowę i usiadł w kącie. Zaczęłam dopytywać, co się stało. Powiedział, że policjanci zabrali go na komendę. Do końca dnia dziecko nie chciało nic jeść. Było w szoku. Pamiętało szczątki tego, co było podczas przesłuchania. Dopiero następnego dnia syn przypomniał sobie, co się dokładnie wydarzyło i opowiedział nam wszystko – dodaje matka 14-latka.

Po tym, co rodzice usłyszeli, (w środę, 30.11) ojciec Kacpra poszedł do I Komisariatu Policji w Jeleniej Górze (gdzie przesłuchiwano chłopca), by zobaczyć zeznania syna. – Usłyszałem, że akta są już w prokuraturze – mówi Tomasz Wojciechowski. – Poszedłem więc do prokuratury, ale odmówiono mi wglądu do protokołu przesłuchania. Natomiast w błyskawiczny sposób policja puściła do mediów informację o zatrzymaniu sprawcy fałszywego zgłoszenia o podłożenia ładunku wybuchowego w sądzie. Podano, że jest to 16-latek, a przecież Kacper ma lat 14, do tego jest niepełnosprawny. Nie rozumiem, jak można było zabrać dziecko ze szkoły nie informując o tym rodziców. Dlaczego tak zachowała się policja i szkoła? Czemu to miało służyć? Jak ja mogę mieć teraz zaufanie do szkoły?– pyta jeleniogórzanin.

Na pytanie, dlaczego policja wytypowała Kacpra do przesłuchania w tej sprawie, chłopiec odpowiada krótko: Bo jestem ze „Słoneczka”, byłem w Domu Dziecka, więc jestem winny… wszystkiemu – kwituje 14-latek.

Rodzice wyjaśniają, że kilka lat temu ojciec chłopca miał problem z alkoholem. – Piłem, wpadałem w ciągi alkoholowe, które trwały tydzień lub dłużej – mówi Tomasz Wojciechowski. – Od pięciu lat już nie piję, ale cały czas moja rodzina płaci za moje błędy przeszłości – dodaje. - Kiedy mąż pił, starszy syn zaczął łobuzować, nie uczył się, miał konflikt z prawem, więc decyzją sądu miał trafić do domu dziecka. Okazało się jednak, że mając 17 lat jest już za duży, ale kurator stwierdził, że to Kacper trafi do domu dziecka, żeby nie poszedł w ślady swojego starszego brata – opowiada Magdalena Raczycka.

Chłopiec w Domu Dziecka przebywał cztery lata. - Poza jakąś bójką z kolegą, nie było tam z nim żadnych problemów – mówi matka chłopca. – Odwiedzaliśmy go kiedy tylko mogliśmy. Tomasz pracował w tym ośrodku, więc widział się z synem codziennie. Kacper spędzał z nami weekendy. Później tylko uczył się w tym ośrodku, ale mieszkał z nami. Od roku jest w naszym domu i nie ma z nim żadnych problemów. Jest najgrzeczniejszy z trójki dzieci, które mamy. Tym bardziej nie możemy się pogodzić z tym, jak go potraktowano – dodaje Magdalena Raczycka.

Edyta Bagrowska, rzecznik jeleniogórskiej policji przekonuje, że funkcjonariusze nie mają sobie nic do zarzucenia. - Policjanci w tym przypadku zachowali się prawidłowo i zgodnie z obowiązującym prawem – mówi podinsp. Edyta Bagrowska. – Chłopiec został przesłuchany w obecności osoby uprawnionej, pod opieką której się znajdował - dodaje E. Bagrowska.

Dokładnie taką samą wersję utrzymuje dyrektor szkoły Romuald Szpot. – Wszystko odbyło się zgodnie z zasadami obowiązującymi w prawie i naszej szkole – mówi Romuald Szpot. – Natomiast nie mogę odpowiedzieć na żadne szczegółowe pytanie, ponieważ obowiązuje mnie ustawa o ochronie danych osobowych – dodaje dyrektor Zespołu Szkół i Placówek Specjalnych przy ul. Kruszwickiej w Jeleniej Górze zapytany, dlaczego szkoła nie powiadomiła rodziców o zabraniu przez policję dziecka ze szkoły.

Nie otrzymaliśmy też odpowiedzi od prokuratury, dlaczego nie udostępniono ojcu akt sprawy w dniu, kiedy się po nie zgłosił. - Nic nie wiem o tym, żeby ojciec chciał zobaczyć protokół przesłuchania syna. Prokurator prowadzący sprawę nic mi o tym nie mówił i nie złożono też do nas żadnego wniosku pisemnego w tej sprawie – wyjaśnia prokurator Adam Kurzydło.

Natomiast na pytanie o ocenę postępowania policji prokurator mówi, że rodzice powinni być powiadomieni i o przesłuchaniu i o zabraniu dziecka ze szkoły.

- Moim zdaniem rodzice tego chłopca powinni być powiadomieni o przesłuchaniu dziecka, tym bardziej jeśli jest to nieletni z orzeczeniem o niepełnosprawności – mówi prokurator Adam Kurzydło z prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze. - W tej sprawie nie widzę żadnych przeciwwskazań, które uniemożliwiałyby rodzicom uczestniczenie w tym przesłuchaniu nieletniego. Natomiast z protokołu sprawy wynika, że chłopiec został przesłuchany w charakterze świadka w obecności pedagoga szkolnego, który w danym momencie był jego opiekunem i nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń co do całej procedury zatrzymania chłopca ani samego przesłuchania. To na szkole spoczywa obowiązek powiadomienia rodziców o zabraniu dziecka przez policję, co też nie zwalnia z tego obowiązku osoby prowadzącej postępowanie. W tym protokole nie znalazłem niczego, co na chwilę obecną budziłoby moje zastrzeżenia co do postępowania przeprowadzonego przez policję, ale rodzice mają prawo zaskarżyć działanie policji i my skontrolujemy dokładnie, jak te czynności zostały przeprowadzone – dodaje prokurator Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze.

Adwokat Maciej Kuczaj przytacza natomiast artykuł 32g ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich, z którego jasno wynika, że policja powinna niezwłocznie zawiadomić rodziców albo opiekuna nieletniego o zatrzymaniu.

Komentarz adwokata Macieja Kuczaja:
W pierwszej kolejności należy zaznaczyć, że bez dokładnej znajomości akt sprawy nie ma możliwości jednoznacznej wypowiedzi pod kątem oceny prawidłowości postępowania organów ścigania. Nie ulega natomiast wątpliwości, że z uwagi na sam udział w sprawie nieletniego z orzeczonym stopniem niepełnosprawności sprawa może budzić wiele emocji wśród opinii publicznej.
Odnosząc się do samych podstaw zatrzymania nieletniego, to procedura jest uregulowana w art. 32g ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich. Pomijając już ogólnikowe brzmienie § 1 w zakresie podstaw zatrzymania, to § 3 zawiera jasno sformułowane wytyczne, jak należy postępować wobec nieletniego.
Przepis wprost wskazuje, że zatrzymanego nieletniego należy poinformować natychmiast
o przyczynach zatrzymania oraz przysługujących mu prawach, w tym o prawie do skorzystania z pomocy adwokata, prawie do odmowy składania wyjaśnień lub odpowiedzi na poszczególne pytania i prawie złożenia zażalenia na czynności naruszające jego prawa. Co więcej, nieletniego należy niezwłocznie przesłuchać. W ostatnim zdaniu cytowanego przepisu prawa stwierdzono natomiast, że nieletniemu, na jego żądanie, umożliwia się nawiązanie kontaktu z z rodzicem albo opiekunem lub z adwokatem.
Przechodząc do kwestii, myślę najistotniejszej, należy podkreślić, że w myśl § 5 Policja niezwłocznie zawiadamia rodziców albo opiekuna nieletniego o zatrzymaniu. Zawiadomienie przekazywane rodzicom albo opiekunowi nieletniego powinno zawierać informacje, o których mowa w § 3, czyli o których mowa powyżej.
O zatrzymaniu nieletniego należy również bezwzględnie zawiadomić sąd rodzinny. W tym stanie rzeczy, aby poddać wiarygodnej ocenie przebieg procedury zatrzymania nieletniego pod kątem prawidłowości i zasadności, należałoby bezwzględnie zapoznać się z kompletem materiału dowodowego zgromadzonego w aktach sprawy, o czym wspomniałem już na wstępie. Wypowiadanie się na temat przebiegu postępowania przez adwokata, który nie zna całokształtu okoliczności danego postępowania nie jest w pełni uprawnione i mogłoby spowodować negatywny odbiór wśród społeczeństwa oraz w środowisku adwokackim.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (75) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group