Środa, 2 grudnia
Imieniny: Piotra, Pauliny
Czytających: 7783
Zalogowanych: 8
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Ratownicy zawinili?

Wiadomości: Jelenia Góra
Poniedziałek, 9 marca 2020, 6:01
Aktualizacja: Wtorek, 10 marca 2020, 13:33
Autor: WAC
Fot. użyczone
Sporym echem w mediach społecznościowych odbiła się interwencja zespołu pogotowia ratunkowego, która miała miejsce w ubiegłym tygodniu na jeleniogórskim Zabobrzu. Jej świadkowie zarzucają pogotowiu opieszałość, a ratownikom medycznym niewłaściwe zachowanie.
Przy kwiaciarni na Różyckiego leżał zakrwawiony mężczyzna, starszy człowiek – opisuje to zdarzenie na swoim profilu pani Ania, która była świadkiem zdarzenia. - Pogotowie przyjechało po 40 minutach. Poszkodowany cały czas leżał w deszczu, w błocie. Klęczałam przy nim. A on mówił, że zaraz umrze i żebym powiedziała jego żonie, że bardzo ją kochał. Cały czas mi dziękował. Przyjechało pogotowie, ratownicy od razu zaczęli się krzyczeć, że facet jest pijany i że spotkamy się w sądzie, bo niesłusznie wezwałam pogotowie. Ja od niego alkoholu nie wyczulam. Pan telepał się z zimna. Gdzieś z tłumu krzyczała kobieta, że to jej sąsiad, ma tętniaka i jest bardzo schorowany. A sanitariusze wrzucili mężczyznę do karetki jak śmiecia. Kazali mi zostać na miejscu, bo chcieli wzywać na mnie policję. Kazali mi zamknąć mordę. Bardzo chętnie bym porozmawiała z policja, ale musiałam iść do szkoły po dziecko. Po tej sytuacji zrozumiałam, że jak ktoś się przewróci na chodniku, to może umrzeć wśród tłumu ludzi, bo pogotowie odmawia ratowania takich ludzi. Z góry oceniają, że każdy jest napity. Czyli, że co? Jeśli pił, to znaczy, że musi umierać na ulicy? - pyta jeleniogórzanka.

Z prośbą o odniesienie się do zarzutów poprosiliśmy dyrektora jeleniogórskiego Pogotowia Ratunkowego Nikolaja Lambrinowa

W sytuacji, o której rozmawiamy mamy do czynienia z bardzo dużą dawką emocji, które pojawiają się w wypowiedziach wielu osób i w intrnecie - mówi dyrektor jeleniogórskiego Pogotowia Ratunkowego. - Niestety w obliczu tych emocji fakty często schodzą na drugi plan. Jako Pogotowie w Jeleniej Górze nie mamy wpływu na tempo i styl pracy dyspozytora, który przekazuje nam dyspozycje. Między wezwaniem naszej karetki (przez dyspozytora z Legnicy, gdzie jesteśmy przypisani) a jej przyjazdem na miejsce zdarzenia minęło 17 minut. Jak wspomniałem wcześniej - nie mamy wiedzy i wpływu na to, ile czasu mija od otrzymania zgłoszenia przez dyspozytora w Legnicy do czasu przekazania dyspozycji wyjazdu zespołowi pogotowia. Nasza karetka jechała ze stacji w Sobieszowie. Po 1-2 minutach od przyjazdu na miejsce pacjent był już w karetce, gdzie udzielana mu była niezbędna pomoc. Ratownicy stwierdzili, że pacjent był pod wpływem alkoholu, co potwierdziło badanie krwi wskazujące 3,6 promila alkoholu. Tak wysoki wynik wskazuje, że nie był to efekt tylko jednorazowego spożycia, a raczej stałego spożywania. Warto dodać, że karetka jadąc do pacjenta otrzymała informację z dyspozytorni o ponownym "dramatycznym" wezwaniu z miejsca, gdzie znajdował się pacjent. Finalnie karetka jechała na sygnałach do pijanego człowieka nie będącego w stanie zagrożenia życia - podkreśla dyrektor.
Interwencje do osób nietrzeźwych są częste. Nie ma procedur odnotowywania każdej osoby pod wpływem alkoholu, ale z naszych analiz wynika, że średnio co 4-5 wyjazd karetki jest do osoby nietrzeźwej, bądź pod wpływem alkoholu. Taka jest rzeczywistość. Natomiast dla nas jako pogotowia nie ma to znaczenia czy pacjent jest trzeźwy czy nie. Mamy zadanie udzielić mu pomocy i to jest dla nas najważniejsze. Mówiąc wprost - na zespołach ratowniczych nietrzeźwość pacjentów nie robi już wrażenia i nie budzi zdziwienia czy emocji. To nasza rzeczywistość, do której przywykliśmy, dlatego z tego punktu widzenia była to sytuacja jaka zdarza się dość często - mówi dyrektor pogotowia.
Chcę podkreślić, że w całej tej sytuacji jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy wspierają działanie pogotowia, którzy nie są bierni i starają się pomóc osobie wymagającej tej pomocy. Rozumiemy, że osoby takie działają w sytuacji niecodziennej i emocje temu towarzyszące mogą wpłynąć na postrzeganie i ocenę zdarzeń. Jak udało się nam ustalić, różni świadkowie różnie relacjonują sytuację, w większości inaczej niż autorka internetowego wpisu Potwierdzają to też ustalenia zespołu ratowniczego i diagnoza pacjenta. Jednak chcę wyraźnie zaznaczyć, że doceniamy postawę tej pani, która chciała pomóc - podkreśla dyrektor.

Twoja reakcja na artykuł?

9
7%
Cieszy
0
0%
Hahaha
2
2%
Nudzi
7
5%
Smuci
68
52%
Złości
44
34%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (97) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group