Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Piątek, 29 sierpnia
Imieniny: Beaty, Jana
Czytających: 12955
Zalogowanych: 106
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Pracownica MOPS–u odebrała poród w domu podopiecznej

Wtorek, 23 października 2018, 6:17
Aktualizacja: Sobota, 10 listopada 2018, 6:12
Autor: Angelika Grzywacz– Dudek
Jelenia Góra: Pracownica MOPS–u  odebrała poród w domu podopiecznej
Fot. Angelika Grzywacz- Dudek
– Idąc na wywiady środowiskowe w budynku przy ul. Wyczółkowskiego w Jeleniej Górze w jednym z mieszkań usłyszałyśmy przeraźliwy krzyk, a kiedy weszłyśmy z koleżanką do środka, okazało się że lokatorka jest w trakcie porodu – relacjonuje Elżbieta Filip, która pomogła przyjść na świat dziecku jednej z podopiecznych MOPS–u. Na miejscu zachowała ona zimną krew, ale teraz opowiadając tę historie ma w oczach łzy… ze szczęścia.

Wszystko wydarzyło się w piątek (19.10. br.) przy ul. Wyczółkowskiego w Jeleniej Górze. Kto mieszka w okolicy tych socjalnych bloków wie, że krzyk i płacz jest tu sygnałem realnego, poważnego zagrożenia. Wiedzą o tym również pracownicy socjalni, którzy przychodzą tu głównie do rodzin „przemocowych” czy ludzi z innymi poważnymi problemami. Dlatego decyzja o wejściu do mieszkania, w którym krzyczała kobieta, świadczy o odwadze Elżbiety Filip i Małgorzaty Wójcik – Zubacz. Kilka miesięcy temu, w tym samym budynku i na tym samym piętrze, pewien mężczyzna biegał z nożem. Wtedy pani Małgorzacie trenującej sztuki walki włączył się tzw. siódmy zmysł i nie otworzyła drzwi do mieszkania, za którymi trwała awantura, ale natychmiast wezwała policję. Tym razem było jednak inaczej.

- Wbiegłyśmy do mieszkania, w którym na łóżku leżała młoda kobieta – opowiada Elżbieta Filip. – Powiedziała, że będzie rodzić, ale jeszcze nie teraz. Mówiła, że czeka na swojego partnera, który jedzie z pracy ze Szklarskiej Poręby, by zaopiekować się ich trzyletnim dzieckiem. Obok niej były dwie sąsiadki, ale żadna z nich nie zadzwoniła po pogotowie, bo przyszła mama przekonywała je, że to jeszcze nie pora. Ja jednak nie słuchałam tego co mówiła rodząca. Odruchowo sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam pod numer 999 – relacjonuje pracownica jeleniogórskiego MOPS-u.

Małgorzata Wójcik – Zubacz po upewnieniu się, że sytuacja jest opanowana, wyszła do swojego podopiecznego mieszkającego naprzeciwko. I wtedy zaczęła się akcja porodowa.

- To były minuty. Najpierw pojawił się kolejny krzyk, potem był mój drugi telefon na pogotowie, przez który pani dyżurna dokładnie poinstruowała mnie co mam robić – opowiada Elżbieta Filip. – Jedna z sąsiadek wyszła z mieszkania z przerażonym trzylatkiem. Zostałam ja i pani Grażynka siedząca przy głowie rodzącej. 20-letnia mama szarpała się z nami z bólu. Podrapała nas, narobiła nam siniaków, ale wtedy nie zwracałam na to uwagi. Z telefonem przy uchu wykonywałam polecenia dyżurnej pogotowia. Kiedy pojawiła się główka zrobiło mi się gorąco. Po kolejnym parciu, dziecko było już na świecie. Owinęłam je w koszulkę, obróciłam główką do dołu jak mi kazano, a potem spionizowałam malutką, która od początku płakała, co oznaczało, że wszystko jest dobrze. To było niesamowite przeżycie. Najlepsze, które przytrafiło mi się w tej niełatwej pracy – wyznaje pani Elżbieta.

W tym czasie do koleżanki dobiegła Małgorzata Wójcik – Zubacz, chwilę później dojechali pracownicy pogotowia.

- Kiedy w końcu udało mi się wyjść od mojego podopiecznego, który nie chciał mnie wypuścić z mieszkania, zobaczyłam jak Ela trzyma to dzieciątko na rękach – opowiada. – Byłam w szoku. Później pod blok podjechało pogotowie, więc pobiegłam, by pokazać, gdzie pracownicy pogotowia mają iść – dodaje Małgorzata Wójcik – Zubacz.

Elżbieta Filip pracująca 15 lat jako pracownik socjalny ośrodków pomocy społecznej (na przemian MOPS w Jeleniej Górze i GOPS w Kamiennej Górze) uważa, że zrobiła to, co do niej należało.

- Jestem z siebie zadowolona, że dałam radę, że znalazłam się w takim miejscu i w takiej chwili, kiedy realnie byłam tam potrzebna – mówi. – Tego dnia nie miałyśmy zaplanowanej wizyty u tej pani, ale cieszę się, że byłyśmy na miejscu. Z wyboru pomagam ludziom od 15. lat, ale zazwyczaj nie otrzymuję od nikogo podziękowań czy pochwał. Praca z ludźmi żyjącymi w takim środowisku jest bardzo stresogenna i więcej jest przykrych zdarzeń, niż tych pozytywnych. To co wydarzyło się w piątek, jest dla mnie jednak najlepszym dowodem na to, że wybrałam w swoim życiu właściwą drogę. Pracownicy pogotowia powiedzieli, że teraz jestem ciocią tej dziewczynki i tak też się czuję. Byłam tam wczoraj (22.10) by zobaczyć, czy mama i malutka już wyszły ze szpitala, ale jeszcze nie wróciły do domu. Z pewnością będę je odwiedzać – dodaje.

Pani Elżbieta początkowo uczyła się w „Handlówce”. To w swojej pierwszej pracy w sklepie spotkała dyrektorkę ośrodka pomocy społecznej z Kamiennej Góry, która dużo opowiadała o swojej pracy.

- Ona zaszczepiła we mnie chęć pomagania ludziom, którzy sami sobie w życiu nie radzą – wspomina pani Elżbieta. – Poszłam więc na odpowiednie studia i podjęłam pracę najpierw w GOPS w Kamiennej Górze, a później w Jeleniej Górze. Przeprowadzając się zmieniałam tylko ośrodki pomocy społecznej, ale cały czas pracowałam dla ludzi potrzebujących – dodaje.

W pracy pani Elżbieta znana jest z empatii do ludzi i doskonałego radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

– To osoba o ogromnym sercu otwartym dla innych – mówi Wojciech Filipiak pracujący z naszą bohaterką. - Ela jest bardzo konkretna, w trudnych sytuacjach można na nią liczyć, bo zachowuje zimną krew. W środku natomiast jest bardzo delikatna i wrażliwa– dodaje.

Elżbieta Filip i Małgorzata Wójcik – Zubacz pracują ze sobą od lat. Przyjaźnią się też poza pracą i jak mówią, zawsze mogą na siebie liczyć.

- Razem tworzymy fajny zespół, co w tej naprawdę trudnej pracy jest niezwykle ważne – mówi Małgorzata Wójcik – Zubacz. – Jesteśmy bowiem z naszymi podopiecznymi niemal przez cały czas. Jak się okazało w piątek, od samych narodzin, poprzez ich życiowe zmiany lub dramaty, aż do śmierci. Piątkowe wydarzenie w całej tej naszej zawodowej pracy było jednak najbardziej pozytywne i najbardziej emocjonujące. Ja w każdym razie musiałam to odreagować na sali – dodaje.

Dumy ze swoich pracownic nie kryje dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jelenie Górze.

- Jest to dowód na to, że pracownik socjalny to nie tylko ten zły, który nie daje zasiłków czy odbiera rodzicom dzieci (dla ich dobra oczywiście), ale również ten, który jest w takich chwilach jak narodziny – mówi Wojciech Łabun. – Jestem dumny z postawy naszych pań, z ich reakcji na krzyk, z ich zimnej krwi i profesjonalizmu. Dlatego jako przełożonemu jest mi bardzo przykro, że nasi pracownicy wykonując tak ciężką i stresogenną pracę, tak rzadko słyszą słowa uznania czy zwykłe „ dziękuję” – dodaje Wojciech Łabun.

Czy tym razem będzie inaczej i za tę niezwykłą postawę władze miasta podziękują Elżbiecie Filip i Małgorzacie Wójcik – Zubacz? O tym przekonamy się już niebawem.

Twoja reakcja na artykuł?

137
93%
Cieszy
0
0%
Hahaha
3
2%
Nudzi
1
1%
Smuci
1
1%
Złości
5
3%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Sonda

Ile macie samochodów w domu (w rodzinie)?

Oddanych
głosów
940
1
40%
2
34%
3 lub więcej
26%
 
Głos ulicy
Góry czy morze?
 
Warto wiedzieć
„Dominacja człowieka dobiegła końca”
Rozmowy Jelonki
Smog latem nie znika
 
Inne wydarzenia
To była bez wątpienia wyjątkowa edycja tych ekstremalnych zawodów
 
Aktualności
Kto widział pumę?
 
Aktualności
Przystanek Karkonosze – Sebastian nagrał piosenkę na otwarcie
 
Kultura
Ciekawie o szklanej sztuce
Copyright © 2002-2025 Highlander's Group