• Niedziela, 18 sierpnia 2019
  • Godz. 3:06
  • Imieniny: Bronisławy, Heleny, Ilony, Karoliny
  • Czytających: 3152
  • Zalogowanych: 3
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

Po premierze „Dancingu w kwaterze Hitlera”: Była to głupia miłość „w realu”, czyli rozliczenia ze samym sobą

Wiadomości: Jelenia Góra
Poniedziałek, 28 stycznia 2013, 7:31
Aktualizacja: Wtorek, 29 stycznia 2013, 8:40
Autor: Elster
Fot. Archiwum Teatru–J.S. Jaremen
W sobotni wieczór (26 stycznia) Teatr im. Cypriana Kamila Norwida na Scenie Studyjnej wystawił premierę monodramu „Dancing w kwaterze Hitlera” w wykonaniu Roberta Dudzika. Spektakl powstał na kanwie opowiadania Andrzeja Brychta pod tym samym tytułem i pod opieką artystyczną Andrzeja Hrydzewicza.

Niełatwo zmierzyć się z teatralną adaptacją popularnej książki, gdy w pamięci widzów wciąż jest obecny film Jana Batorego. A jeszcze trudniej na własny sposób zmierzyć się z przeniesieniem tego tekstu na scenę w formie monodramu, gdzie aktor broni się sam i wszystko zależy od niego.

Treść zawiera motywy, których inspiracją były realne wydarzenia polityczne i społeczne w Polsce podczas II wojny światowej. Na tle rekonstrukcji szczególnie ważnych faktów z kart historii sprzed lat toczy się intrygująca, uniwersalna opowieść o burzliwej miłości, która tak naprawdę okazała się wakacyjnym romansem między Anką, cyniczną reprezentantką dzieci tzw. czerwonej burżuazji a prostolinijnym i uczciwym chłopakiem. Świat wspomnień, własnych przeżyć miesza się ze światem na poły wirtualnym. Podróż do przeszłości jest więc także wędrówką w głąb siebie. Poszukiwaniem sensów, przywoływaniem tego, co zapomniane i utracone.

W nurcie rozliczeń ze samym sobą, to swoista nostalgia i refleksja połączona z pierwszą randką w tzw. „realu”. Dziewczyna traktuje tę znajomość jak jeszcze jedną przygodę, chłopak-narrator jako prawdziwe uczucie, swoją „pierwszą wielką miłość”. Na ich horyzoncie pojawia się niemiecki turysta (nazywany przez młodego bohatera stwórcą mojego wstydu) w średnim wieku z mercedesem. Mężczyzna podczas wojny jako więzień budował kwaterę Hitlera pod Kętrzynem. Dziewczyna spędza z tym dużo starszym od siebie człowiekiem noc. Nazajutrz, w kolejnej scenie, wraca do chłopaka. Potem na pierwszym skrzyżowaniu młodzi rozstają się bez słowa. Chłopak godzi się z odejściem dziewczyny, lecz nie może zapomnieć jej twarzy.

Dziewczyna nie kieruje się współczuciem wobec cierpienia chłopaka, a pewnie i dawnym sentymentem, które mylnie bierze za kokieterię. Ona, która jest już z kimś innym, staje się wykonawcą tego ciemnego dotkliwego cierpienia i może uprawiać seks bez miłości z dużo starszym od siebie mężczyzną w pokoju luksusowego hotelu. Dziwne, że to nie przeszkadza później chłopakowi, który okazuje jej sporo ciepła. On chce być z nią ponownie. I mimo że ten akt nie nosi znamiona zemsty, bo dziewczyna i chłopak w kulminacyjnym momencie po prostu od siebie odchodzą, to i tak czynnik zdrady zdaje się mieć tutaj decydujące znaczenie.

Historia, choć odległa, spięta jest gorsetem teraźniejszości, koncentruje się na sytuacji elit. Peerelowska prowincja przemieszana z wielkim salonowym życiem i problemy, wszędzie takie same, niezależne od statusu społecznego. Podziały na tle ideologicznym i wszechobecna nieufność sprawiają, że współczesny świat jest niewątpliwie bardziej podzielony i targany konfliktami niż kiedykolwiek od czasów II wojny światowej. Na globalnym rynku, jakim jest dzisiejszy świat, dzisiejsi bogowie mają własne firmy, luksusową willę i wypasione samochody, za którymi motłoch ogląda się na ulicach. Nikomu nie przeszkadza, że to bogowie w skali mikro. W świecie sms-ów, internetu, e-maili, portali społecznościowych (Facebook, Badoo), wirtualnych gier i aplikacji, przejście między światem randek wirtualnych a spotkaniem w cztery oczy wywołuje całą lawinę emocji i jest źródłem mieszanych uczuć. Chociaż w „realu” dana znajomość ma szansę przerodzić się w coś więcej, bywa, iż nie wszystko jest jednak na dobrej drodze, a to pierwsze spotkanie „w realu” może okazać się tym ostatnim.

Monolog zbudowany z tekstów Brychta to miniteatr zamknięty w spójną całość. Robertowi Dudzikowi udało się oddać klimat miejsca, jaki był w zamiarze. I to nic, że tutaj nie Mazury, najważniejsze, że widownia w ten karnawałowy wieczór poczuła rozpalający wyobraźnię kruchy romans, a przynajmniej flirt, albo chociaż uwodzenie. Udało się przenieść ducha tamtej epoki do dzisiejszej rzeczywistości.

Nie chodzi tu o krytykowanie rzeczywistości zewnętrznej: społecznej i politycznej. Twórcy spektaklu zdają się pamiętać o tym, iż sporą część widzów drażniłaby opowieść miłosna widziana przez pryzmat martyrologii. Dlatego zdaje się celowo zrezygnowali z krytycznej oceny kultu Polski szlacheckiej czy pochwały PRL-u. Hulaszcze życie, sercowe rozterki, zdrady, romanse, intymne pragnienia, pokusy ze strony płci przeciwnej, ale i prawdziwa miłość. Życiorysy dojrzewających są różne, często pełne luk, niejasne, bywa, że zafałszowane. Ludzie, którzy nie doświadczyli beznadziei PRL-u, a nie mają silnych rodzinnych wzorców, są często zagubieni.

Opowieść jest dobrze skrojona, trafnie pozoruje wnikliwość i głębię sytuacji. Z przyjemnością słucha się Roberta Dudzika, który posługując się różnymi środkami teatralnymi z szeregiem wolt i point narracyjnych zaznacza odpowiednio zwrot akcji, buduje każdy wzrost i spadek napięcia, m.in. płynnie przechodzi w dwie skrajnie różne narracje pana przewodnika wycieczki szkolnej. Całkiem czytelne jest znaczenie obrazów wyświetlanych na ekranach w trakcie sztuki. Przestrzeń sceny zajmuje bardzo oszczędna scenografia składająca się z wielkiego ekranu, mikrofonu retro i krzesła.

W spektaklu nie zrezygnowano jednak, jakby się zdawało, z analizy kondycji współczesnego człowieka. Wręcz przeciwnie, zrobili to, konfrontując jednostkę ze społeczeństwem. Tematem są tutaj przecież relacje między młodymi ludźmi. Pod takim kątem twórcy spojrzeli też na „Dancing w kwaterze Hitlera”. Obok dosadności w pokazywaniu wynaturzenia współczesnego świata i jego patologii, istnieje również najtrywialniejsze życie codzienne. I spektakl ukazuje takie bycie zwyczajne, cudownie płaskie, daleko od obrazów okrucieństwa fizycznego i przemocy psychicznej. A w bardziej ogólnym sensie reprezentuje pewną charakterystyczną postawę wobec życia.

Czytaj również

Komentarze (41) Dodaj komentarz

~ 28-01-2013 12:09
Nie chce mi się czytać tego artykułu, bo deczko przydługawy, ale powiem jedno: Stop propagowaniu nazizmu!
~do ~ 28-01-2013 14:01
To przeczytaj, obejrzyj spektakl i nie piernicz głupot o naziźmie, bo nie masz o tym zielonego pojęcia, chłopcze....
~ 28-01-2013 14:13
jak dla mnie to dobrze opowiedziana historia ;-) ...byłam..widziałam POLECAM !!! Aktorsko rewelacja ...podobała mi się scenografia - nowoczesna i wymowna.
~ 28-01-2013 14:14
Człowieku, widziałeś ten tytuł? widziałeś? to ty nie piernicz głupot tylko się historii poucz trochę. Poczytaj kto to był hitler, bo widze ze z wiedzą to nie tęgo
~ 28-01-2013 14:16
To nie jest propagowanie nazizmu...wyluzujcie.
~do ~ 28-01-2013 14:47
Ą to... przepraszam! Nie czytaj, nie oglądaj, zostań w swojej NIENAWIŚCI! Wszystkiego najlepszego.
~ja 28-01-2013 15:09
do ~do ~ | Chyba niczego sie w życiu nie chciało czytać, nie tylko tego artykułu ... ale wypowiedzieć się można, w końcu kto dojdzie, kim jest autor. Głupota anonimowa ...
~ 28-01-2013 15:40
Ja nie jestem w zadnej nienawisci. Poczytaj w necie, o czym ten spektakl jest. Nienawidze Hitlera i nazizmu. Ale ta sztuka niczego nie opiewa. Jest nawet dzielem krytycznym. Miej prosze troszke olejku w glowisi....
~ 28-01-2013 15:44
Poczytaj: sztuka ta jest ANTYNIEMIECKA. Nie sugeruj sie tytulem. Ludzie, gdzie wy zyjecie, co wy czytacie.....Wielką popularność przyniosły Brychtowi przede wszystkim Dancing w kwaterze Hitlera i Raport z Monachium. W pierwszej z tych książek, w opowiadaniu tytułowym do głosu dochodzą akcenty antyniemieckie i krytyka tzw. bananowej młodzieży.
~ 28-01-2013 16:01
Nowela Brychta nawiązuje do czasów wojennych. Akcja "Dancingu" toczy się w kętrzyńskim "wilczym szańcu" na Mazurach, gdzie Brycht spędził część lata 1962. Opowiada o pierwszej, nieszczęśliwej i poniżającej miłości, o dziewczynie zdradzającej narratora noweli z zamożnym, starszym Niemcem, podróżującym po Polsce luksusowym mercedesem. W nowelach, pisanych wartkim, pozbawionym zbędnych słów stylem, Brycht zestawiał martyrologię Polaków w czasie okupacji niemieckiej, zapomnianą i niedocenioną przez młode pokolenie.
~ 28-01-2013 16:04
Szkoda, ze nie znajac noweli wypowiadacie sie na temat spektaklu. Podejrzewam, ze teksty Hlaski, Mrozka, Brychta sa wam bardzo obce. A szkoda.Teksty Brychta sa na wskros antyniemieckie i antywojenne. Poczytajcie- pogadamy. Glupkowate uwagi na temat spektaklu zostawcie dla siebie, bo sie osmieszacie.
~gość 1 28-01-2013 16:41
Bardzo dobra gra Pana Roberta Dudzika. Szacunek.
~ 28-01-2013 16:49
Do goscia1: cale szczescie, ze sa tu jeszcze tacy, ktorzy chodza do teatru i na pewno czytaja co innego, niz komiksy.Bo jak na razie watpie w ludzka inteligencje. Cos przeczytaja, zalapia i potem klepia ozorami.TA NOWELA JEST ANTYNIEMIECKA!!!!!!!!!!!!!
~ 28-01-2013 16:56
CYTUJE GLUPOLA: 28-01-2013 14:14 | ~ | *.dynamic.chello.pl (89.70.*.*) "Człowieku, widziałeś ten tytuł? widziałeś? to ty nie piernicz głupot tylko się historii poucz trochę. Poczytaj kto to był hitler, bo widze ze z wiedzą to nie tęgo ". BOZE: WIDZISZ, A NIE GRZMISZ..............
~rr 28-01-2013 17:09
To jest niezła recenzja... i chyba niezły kawałek teatru. Zobaczę 2go lutego z ciekawością i uwagą.
~Pat 28-01-2013 17:12
Jedyne co mi się podobało w tym przedstawieniu to, to że na nie nie poszedłem.
~ 28-01-2013 17:13
Taki poziom reprezentuja czytelnicy Jelonki. Przeczytali jedno slowo: hitler. Reszta im niepotrzebna, by sie na lamach jelonki "historycznie" wypowiedziec. Nowela Brychta jest antyniemiecka, jak i tez poglady tego autora.Przeczytaj "Raport z Monachium", to moze zrozumiesz. I nie czepiaj sie slowa Monachium, ze niby "opiewanie Niemiec". Ludzie, zacznijcie czytac i ogladac cos innego, niz M jak Milosc, bo przepadniecie....
~ 28-01-2013 17:24
Ręka rękę myje, wystarczy spojrzeć na IP. I tyle w temacie
~~` 28-01-2013 17:29
brudne łapy dynamic.chello.pl (89.70.*.*), brudny mózg, brudna dusza.... bleee...
~ 28-01-2013 17:33
chello...zobacz, co napisalas w pierwszym komentarzu. Przeczytaj Brychta.. Oplaca sie, bo zrozumiesz, ze i nowela i spektakl bardzo antyniemiecki. Nie badz gluptaskiem, bo to zenada...masakra i obciach.
~ 28-01-2013 17:35
poczytam sobie w oryginale w Hagen, już niedługo
CН.W.D.P. 28-01-2013 17:40
Vikusiu, POWIEDZ, BO TY WIESZ... CZY WSZYSCY NIEMCY SĄ TAK OGRANICZENI W ROZUMOWANIU, CZY TYLKO TY, JAKO BYŁA POLKA??
~ 28-01-2013 17:44
W oryginale? co masz na mysli????
~ 28-01-2013 17:45
Mein Kampf, oczywiście, a bo co?
~ 28-01-2013 17:50
Chcesz byc dowcipna? Jakos ci nie wyszlo....przeczytaj Brychta. Bardzo polecam "Raport z Monachium". I niech cie slowo "Monachium" nie drazni. To nie bedzie opiewanie München. Bynajmniej.
~ 28-01-2013 17:58
jesli ty tak tych Niemcow nienawidzisz, powiedz mi: czemu tam sie do nich pchasz?
~ 28-01-2013 18:01
powiem ci jak przyjadę
~mkamiński 28-01-2013 18:08
Rzecz ładnie zagrana, ale co wnosi do gwiazdorsko obsadzonego filmu (na youtube), każdy sam powinien ocenić. Można dać się zainteresować historyjką retro o letniej miłostce dość poczciwego chłopca do spłukanej mewki lecącej na podstarzałego satyra z enerefu, płoszącego chłopaka jakimiś absurdalnymi historiami wojennymi. Scenografia pokazuje, że spektakl chce być komedią, ale śmiechu widowni nie słychać. Dramatu też nie czuć, bo poza wystylizowaną historyjką Niemca, fabuła błaha. Monodram jest sztuką trudną: trzeba płynnie zmieniać role i w każdej utrzymać zainteresowanie widza. Tu chyba się udało, bo 1,5-godzinne przedstawienie ogląda się z zaciekawieniem. Aktor poradził sobie z zadaniem, lecz sens trudu wystawienia tego monodramu teraz i tutaj nie jest oczywisty. MiłoszKamiński
~Widz 28-01-2013 18:57
Mniejsza o dancing, Hitlera czy książkę A. Brychta. Gorsza sprawa, że to nie nadaje się na wystawienie na teatralną scenę. No a poza tym, gdzie jest reżyser? Gdzie osoba, która wskazać mogła uwagi dla wykonawcy? Naprawdę wielki szacunek dla pana Dudzika, że opanował tak monotonny tekst (otrzymał brawa na stojąco od zgromadzonych osób na widowni!), że zagrał "inaczej" niż zwykle, ale -niestety- nie wszystko można było zrozumieć, o czym mówi. Zabrakło fachowca, który nadałby kierunek.
~~~ 28-01-2013 19:04
Byliśmy z mężem wczoraj, BRAWA na stojąco! Wszystko zrozumiałe, tekst, przesłanie i kierunek ( cokolwiek to znaczy - widzu ). Brawo! A panie mkamiński, to nie komedyjka tylko śmiech przez łzy, po co? właśnie po to! tak jak czytać, tak i oglądać trzeba umieć ze zrozumieniem.....Brawo!!!
~teatrowiec 28-01-2013 20:33
Naprawdę rewelacyjna gra aktorska. Wielki szacunek dla aktora. Widziałem i podziwiam.Kawał dobrego teatru w naszej prowincjonalnej mieścinie.
~ 28-01-2013 21:19
Wszyscy widzieli. I co? bylo opiewanie Hitlera? Szkoda, ze Jelonka drukuje durnowate wpisy paru dyletantow. Czytaja chyba ... na ubikacji, o innej literaturze nie majac pojecia. To sztuka antyniemiecka i chwala jej za to!
~ 28-01-2013 21:25
he he he...pierwszy wpis, prosze przeczytac: stop propagowaniu nazizmu. Glupota az tryska z monitora.
~ 28-01-2013 21:49
Widzę że antynazistowskie hasło działa niczym płachta na byka.... Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Nie dziwi nic
~ccc 28-01-2013 21:52
Owacje na stojąco, podobno bilety wyprzedane, panie Robercie GRATULACJE! Tak trzymać! Przyjdziemy! w i e l b ic i e l k i
~tur 29-01-2013 0:16
piękny występ
~P.Robercie 29-01-2013 7:03
Ile komentów jest Pana autorstwa????
~1...2...3... 29-01-2013 13:03
próba komputera...
~Baron 29-01-2013 13:59
Dokładnie o to (29-01-2013 07:03 | ~P.Robercie |) chcę zapytać Pana Roberta Dudzika: Ile komentów jest Pana autorstwa????
~Fenrise 29-01-2013 21:13
No tak, coś komuś się udało, jest chwalony, to od razu typowo polskie teksty. Zazdrość kłuje za mocno, że jesteście takimi miernotami że sami nie potraficie niczego dokonać?
~skąd nerwy? 30-01-2013 11:51
Pytamy ile komentów napisał Pan Robert, nie zarzucamy mu,że mu się nie udało, niczego nie osiągnął,czy nie godny jest chwalenia... Pytamy ile...i czy ten o nazywaniu nas miernotami też? Skąd pytanie o zazdrość? Nie umiem grać, ale nie zazdroszczę aktorom,nie jestem lekarzem ale nie zazdroszczę im bo nie umiem leczyć. I skąd pewność,że sami nie potrafimy niczego osiągnąć? Znamy się?

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group